Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Zaidaan:
Tymczasem Emerick zażądał kolejnego spotkania z więźniem. Wziął ze sobą pismo od Wielkiej Kapłanki. Schował za plecami i czekał na reakcje margrabiego.
- Wiesz po co przyszedłem?
Nawaar:
Nawaar wyczuwał napięcie, panujące na statku. Większość tutaj należąca do bękartów chciała bić się z jaszczuroczłekami, niektórzy nawet nie mogli się tego doczekać. Maurenowi było na razie obojętne z kim będzie walczyć, o ile to będzie dało się zabić bez pomocy aniołów i wampiro-demonów. Dlatego na razie ze spokojną głową, patrzył sobie daleko w morze, potem na Atusel, które musieli ominąć i znów morze. W międzyczasie zaserwowano jedzenie, by w końcu zapadła noc. Młodemu krukowi szybko minęły dwa dni i to bez nudzenia się, bo było co oglądać w końcu zaś wszyscy na okręcie mogli dostrzec fort. Wysoki, masywny nie do zdobycia zdałoby się rzec na szczęście, nie musieli go zdobywać, tylko spokojnie dopłynąć do portu. Wkrótce wszyscy postawią stopę na nowej wyspie.
Kenshin:
Kenshin dzięki dużej opiece tutejszych medyków, doszedł do siebie. Nadal czuł się źle i trochę mu się w głowie, mieszało, ale przynajmniej był zdrów! Wiedział już co robił tutaj oraz komu pomaga. Dwa dni odpoczywania zrobiły robotę, więc powoli wstawał z łóżka naruszone mięśnie wraz z kościami były nadwyrężone i delikatnie, pobolewały to było zaledwie kwestią do przyzwyczajenia się. Ork usiadł na łóżku, rozglądając się za swoim ekwipunkiem chciał już wyjść z lazaretu ubrany.
Narrator:
[member=26861]Emerick Sauvetier[/member]
- Wypuścić mnie. Odparł jaszczur.
[member=25074]Kenshin[/member]
Ekwipunek leżał w kufrze przy łóżku.
Vulmer:
- Melkior, nurtuje mnie jedna kwestia. Zwrócił się do brata. - Nie znam się i nie chcę znać na polityce, ale... nie było by prościej gdybyś po prostu został tam księciem? Bez tego - wskazał na statek, fort, wojsko - całego zamieszania?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej