Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Zaidaan:
- Nie rozśmieszaj mnie, margrabio. - prychnął pod nosem szczerząc zęby. Splótł ręce za plecami i podszedł do jednej ze ścian, jakby przeprowadzał inspekcję. Następnie powoli odwrócił się do jaszczuroczłeka, tasując go wzrokiem. - Utopić we krwi? Swojej? Teraz, gdy ty siedzisz tutaj, to nikt nimi nie rządzi i nie mają powodu by walczyć w twojej prywatnej wojence.
Narrator:
- Nie masz pojęcia co nadejdzie! Przyjdą po mnie, a wtedy ja zeżre twojego trupa!
Zaidaan:
- Najpierw to wydostań się z lochu, margrabio. - obrócił się na pięcie i spojrzał na strażnika. - Pilnować go jak oka w głowie, ma być pilnowany non stop, a dostawać ma tylko troche chleba i wodę.
Potem wyszedł z lochów i zajął się swoimi sprawami.
Narrator:
Minęły dwa dni. Na Vrihok panowała nuda, i lekkie napięcie w związku z tym czy Ghuruk zaatakuje. Nie zaatakowało. Emerick odebrał pismo od samej Wielkiej Kapłanki Erteler Rodtalash z prośbą by wysłać jej łeb Sesontisa jeśli łaska. Kenshin doszedł do siebie a Pięść Rashera zbliżała się do Fortu Flaming.
Melkior Tacticus:
Całkiem ładnego. Elf obserwował widok z dziobu. Ubrany w zbroję płytową. Stał i myślał, o tym jak rozwiązać sprawy bez zbędnego mordowania. Chciał zrobić coś inaczej, bez noży, mieczy i toporów. Ale w głębi czuł że inaczej się nie da.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej