Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Narrator:
Kenshina zabrali medycy do lazaretu. Tam chirurg oczyścił i opatrzył jego rany. Minął też dzień. Ork leżał na łóżku a Mirzak akurat do niego szedł.
Melkior Tacticus:
W tym samym czasie w Łęcinach na Valfden. Melkior wraz z wsparciem dotarli do wioski gdzie czekała Pięść Rashera, którą ładowano kolejną porcją zaopatrzenia. Posiłki powoli wchodziły na pokład. Melkior wszedł do swej kajuty i oczekiwał przybycia pewnych osób.
Kenshin:
Kenshin po ostatnich wypowiedzianych słowach, zemdlał. Medycy go opatrywali z dużą starannością, ale nawet wtedy się nie przebudził dopiero po jakimś czasie odzyskał siły, ba nawet nie wiedział ile czasu minęło oraz jaki dzień nastał. Ork będzie miał wiele pytań do pierwszej osoby, którą spotka na razie, nie zwlekał się z łoża, gdyż rany kości oraz nóg niezbyt jeszcze na to pozwalały, po prostu czekał na kogoś kto go ocalił lub pojmał.
Egbert:
Egbert wrócił do Bastardo wraz z komandorem i resztą oddziału, bezpośrednio po tym jak załatwili inkwizytorów z gminy Hardor. Rudobrody splunął na wspomnienie tych opancerzonych. Z taką wzmacnianą magicznie zbroją każdy idiota mógł udawać wojownika. Ciekawiło go, czy tamten mag zdoła przygotować im jakąś broń zdolną przebić się przez te ich czarodziejskie pancerze. Teraz Egbert szedł drogą w stronę Łęcin. Przed sobą widział już chaty osady, której nie tak dawno temu bronił przed najeźdźcami z Białej Hordy, oraz dumną Pięść Rashera. Dawno nie pływał, ale spędził w swoim życiu trochę czasu na pokładzie, więc nie martwił się o to jak zniesie podróż morską. To było kiedyś, jeszcze przed Valfden, ale chyba nie zapomniał jak to się robi i wciąż mógł nazywać się wilkiem morskim z czystym sumieniem. Pozdrowił chłopaków pilnujących okrętu. Na pokład pakowano żywność, sprzęt i zapasy. Pakowali się również ludzie i przedstawiciele innych ras. Każdy miał na ramieniu ich godło, czaszkę w koronie będącą znakiem rozpoznawczym Bękartów Rashera. Sądząc po ilości obecnych, niedługo będą gotowi do wypłynięcia. Egbert pokiwał głową z uznaniem i też wszedł na statek. Wyglądało na to, że komandor chciał zabrać na Vrih całą kompanię. Rudobrody jeszcze nigdy nie widział wszystkich Bękartów walczących jednocześnie, ramię w ramię na jednym polu bitwy. Uśmiechnął się na myśl, że w końcu się tego doczeka. Od dawna marzyła mu się jakaś większa potyczka. Oczywiście, na jednej batalii nie musi się kończyć. Wojenką też by najemnik nie pogardził. Słysząc jak deski skrzypią mu pod nogami, wciągnął głośno powietrze. Czuł zapach morza. Niedługo poczuje też smród gówna, kiedy ghuruckie jaszczurki zaczną srać ze strachu na ich widok.
Melkior Tacticus:
Komandor wyszedł na pokład. W stroju bardziej odpowiednim do morskich wojaży niż zbroja płytowa. Brakowało mu tylko papugi na ramieniu. - Egbert! Witaj. Pozdrowił szeregowego.
Tymczasem na Vrih do Emericka podszedł sierżant Norman.
- Sir. Straciliśmy 10 ludzi na plaży, Może wyrzuciło na brzeg tego ich margrabiego, oczekuje w lochu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej