Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Kenshin:
Kenshin doczekał się! Salwa z fortu poleciała ku wrogim okrętom, lecz jakie było jego zdziwienie, a raczej zażenowanie, gdy żaden z pocisków nie trafił.
Z kim przyszło nam pracować?!
Zapytał celnie demon.
Weź nie pytaj, tylko daj mi działać.
Demon miał sporo racji, bo taka sytuacja tylko uszczupliła morale ludzi, których miał pod sobą. Themo i Emercik dostaną odpowiedni opierdol, gdy uda mu się wyjść z tego cało. Jeszcze ten nagły wybuch maurena, sprawił, że powrócił do siebie, pozostawiając rozważania na razie za sobą.
- Leonardzie. Pamiętaj głęboki oddech i policz do dziesięciu, uspokój się, bo jak ruszysz do przodu, poddając się emocją to wszystkich skażesz na śmierć i obrażenia. Rozumiesz?!
W tej chwili nie patrzył na młodzika, bo nie miał na to czasu, musiał obserwować jak inni się trzymali i czy nie opuszczali szyku.
- Trzymać szyk! Na Ventepi! Jesteście wojownikami a nie łajzami z byle tawerny! Zwiecie się elitą pośród najemników to pokażcie mi i innym, że tak jest! Udowodnijcie swą elitarność!
Wrzasnął, starając się podsycić morale wszystkich ludzi, którymi dowodził.
Leonard:
-Tak jest!- Krzyknął, po czym trochę zawstydzony spuścił głowę i zaczął modlić się do wszystkich bogów naraz. Prosił, by żadna kula armatnia nie uderzyła w ich pozycję. Rasher, Ventepi, Zartat, Nalas, Zewola, Ellmor! Bóstwa proszę, pomóżcie mi! Leo podniósł wzrok spoglądając na okręty nieprzyjaciela, które z każdą chwilą były coraz bliżej brzegu. Chłopak chciał żeby walka się już zaczęła. Nigdy nie czuł się gorzej niż teraz, bezczynnie oczekując na nieuniknione, w dodatku pod ciągłym ostrzałem.
Yarpen aep Thor:
- Debile! Jak celujecie! Yarpen rzucił jeszcze kilka klątw na artylerzystów z fortu. Wtedy kilka kul uderzyło o mury. Bez efektu. Krasnolud postanowił sam wycelować armatę. Dwa stopnie wyżej, jeden w lewo. Więcej prochu. Zapalił lont, działo wystrzeliło. A kula trafiła, przebiła kadłub i wpadła do prochowni. Fregata ewaporowała.
- Tak się kurwa strzela.
16.45
Zaidaan:
Właściwie Emerick nie był zaskoczony, że pierwsza salwa nie dosięgnęła wroga. Wiedział przecież, że jest mało artylerzystów, którzy trafiają tak odległy cel za pierwszym razem. Za drugim jest już łatwiej, bo można nanieść poprawkę, więc nie widzi żadnej winy ze strony artylerzystów. Celowanie na oko nigdy nie jest proste. Stał za armatami i obserwował jak jedna z fregat stanęła w ogniu, pozostało jeszcze tylko poradzić z sobie z resztą.
Narrator:
Reszta fregat opuściła łodzie desantowe, po 10 na każdą.
17.00
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej