Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Braterska pomoc
Leonard:
Leonard cofnął się o krok i znacząco odchylił tułów do tyłu, coby druid nie mógł za łatwo dostać się do jego umysłu! Ork chciał, aby Leo pełnił rolę jego posłańca w czasie bitwy. Właściwie, to czemu nie? Zadanie było bardzo ważne i odpowiedzialne zarazem, a jednocześnie bezpieczniejsze niż walka w pierwszej linii. Chyba.
-Tak jest! Całkiem szybko biegam, więc powinienem się nadać.
Melkior Tacticus:
//Godzina 16.00. Skończono okopy, a zaopatrzenie z wiosek dotarło. Butelki orka też. [member=26861]Emerick Sauvetier[/member] widzi z murów coś na horyzoncie
Kenshin:
- Dobrze będziesz mnie informował na bieżąco. Pójdę walczyć w zwarciu, gdy nadejdzie taka potrzeba na razie staniemy razem ze strzelcami. Nie ma co od razu narażać wszystkich na atak. Dobrze się stało, że mauren zgodził się pomóc i to tak ochoczo. Sprawę łączności miał już załatwioną i w międzyczasie, przybyło obiecane zaopatrzenie. Kenshin zarzucił szklane butelki na konia, po czym musiał powoli kończyć przygotowania. - Dziękuję za tak rychłe przybycie. Czas tutaj gra ogromną rolę. Podziękował chłopom, bo tak należało zrobić. - Część żołnierzy niech zacznie wkopywać bale ostrą krawędzią w stronę morza zrobimy w ten sposób małe ciasne korytarze. Druga część niech weźmie siano, zbijając je w kulę, tak by mogły zjechać one po wydmach. Kilku strzelców niech przygotuje olej i nasączy nimi bełty. Podpalone kule powinny cofnąć wroga do tyłu. Wszystko na mój znak, bo nie chce tutaj chaosu i by wróg nas ostrzelał cofamy się za wydmy do czasu ich przybycia. Strzelcy będą z zemną, bo nim ugrupują się będzie można pozbyć się części wrogiego wojska, potem pójdzie podpalone siano. Zaś reszta niech czeka z tyłu w pobliżu kul razem z Mirzakiem. Krasnolud pomoże wam i pokaże jak to przygotować w końcu mają też głowy nie od parady i na oblężeniach się znają jak mało kto! Wykonać!
Kenshin osobiście doglądał wszystkiego, starał się, aby nie zawieść zaufania żołnierzy. Ork z natury powinien się znać na walce i tak w dużej mierze było, tylko nigdy sam nie dowodził takimi oddziałami! Trzeba być jednak dobrej myśli prawda?
Mirzak aep Rothgar:
- Jestem synem górnika, nie inżyniera. Gunwo się znam na tym. Tymczasem inni wykonywali polecenia orka.
Zaidaan:
Emerick dla odwagi wypił kolejnego łyka gorzałki z karafki, coś się zbliżało. Czuł to w kościach. W końcu też dostrzegł coś na horyzoncie, nie wiedział czy to swój, czy wróg. Zawołał jakiegoś podkomendnego po lunetę. Gdy już ją uzyskał, spojrzał przez szkło w kierunku nieznanego obiektu na horyzoncie. Był gotów wszcząć alarm jeśli to wróg.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej