Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu
Marduk Draven:
– Bij, żeby okaleczyć, nie zabić – powiedział jeszcze.– Nie potrzebują kolan do mówienia. – uśmiechnął się wrednie ze swego jakże wyrafinowanego żartu. Następnie uderzył w drzwi potężnym impulsem telekinezy. Te nie miały zbyt dużego wyboru i musiały ustąpić. Zrobił to przynajmniej w fenomalnym stylu. Huknęło, bardzo głośno. Pomieszczenie wypełniło się wszelkimi kurwami, chujami, matkami Rashera i tym podobnym. Marduk wparował do środka, przeczesał teren wzrokiem.
SAmo pomieszczenie było średnich rozmiarów. Było dobrze oświetlone pochodniami. W centrum był duży dębowy stół, wokół którego rozmieszczone były krzesła. Na nich zasiadało czterech wampirów, oraz sześciu ludzi. Zwykłych, zwyczajnych ludzi. Prócz tego, dwóch zaszokowanych strażników pilnowało drzwi.
– Miało tu być bezpiecznie, bez straży! – warknął jeden z ludzi do któregoś z wampirów.
Wampir ten zerwał się i uciekł do jakiegoś małego pokoiku, do którego drzwi były na końcu sali. Pozostali zerwali się.
– To nie straż miejska! – jęknął jakiś krwiopijca.
– Bractwo Świtu! – odpowiedział Marduk. Posłał bełt prosto w w jego ramię. Rzucił kuszę i dobył szabli, oraz jednego z noży. Starł się z jednym ze strażników.
2x wampirzy strażnik przy drzwiach
4x wampir przy stole(jeden ma bełt w ramieniu)
6x bandyta
Gascaden:
I zaczęło się. Dzięki telekinezie Dravena w dość efektowny sposób udało się pozbyć drzwi z drogi do wnętrza pokoju. Przydatna umiejętność, warto byłoby się jej kiedyś nauczyć. Gascaden wbiegł do sali zaraz za Kanclerzem częstując ogonem zdezorientowanego strażnika przy wejściu nim zdążył cokolwiek zrobić. Widząc, że w środku są też zwykli ludzie, tacy bez większych kłów i zapędów do krwi innych istot, jaszczur sięgnął również topór, który na pewno dobrze się sprawdzi na zbirach. Zaszarżował prosto na grupę ludzką pozostawiając wampiry Mardukejowi, wierząc, że da sobie radę. W końcu to paladyn - jak nie miał sobie dać rady? Zimnokrwisty zasyczał groźnie do ludzkich wspólników wampira pokazując, że dokonali złego wyboru sięgając po broń. I za chwilę mieli się o tym przekonać. Gascaden zaatakował dwóch bandytów atakując jednego toporem, a drugiego młotem, jednocześnie uchylając się od ich kontrataków. W końcu jeden z bandytów wykonał nieostrożnie dalekie pchnięcie, które rycerz sparował, a następnie swoją paszczą złapał za rękę zatrzaskując ją w śmiertelnej pułapce. Zacisk szczęki jaszczuroczłeka był tak potężny, że w jednym momencie przegryzł się przez kości i kilkoma mocniejszymi zamachami oderwał rękę człowieka. Bandyta krzyknął histerycznie łapiąc się za kikut, a drugi zbir widząc makabryczną scenę odgryzania ręki żywemu człowiekowi wpadł w niemałą konsternację. Gascaden szybko wyprowadził go z niej kończąc jego żywot zmiażdżoną głową przez srebrny młot. Jaszczur wypluł rękę i obrócił się do pozostałej czwórki zbirów. Ludzie widząc co przed chwilą zrobił ich przeciwnik nie czuli się zbyt pewnie i powoli się wycofywali, ale bezskutecznie, bo ich gadzi wróg za nimi podążał, z otwartym, zakrwawionym pyskiem, z którego ociekała krew ich towarzysza, który w tle krzyczał wniebogłosy. Zimnokrwisty ruszył niespodziewanie do ataku i szybkim ciosem puklerza zamroczył jednego z bandytów, drugiego poczęstował kopniakiem w krocze, co zgięło go momentalnie, a trzeciego sieknął toporem po ręce z mieczem odcinając ją od ciała. Czwarty bandyta obserwował to wszystko z tyłu, modląc się o to, żeby się do niego ta bestia z Ghuruk nie przedostała. Pierwszy bandyta oprzytomniał trzymając się za nos, który prawdopodobnie został złamany, lecz za chwilę otrzymał potężny cios toporem w potylice rozpoławiając czaszkę jak pieniek drewna. Drugiego, zgiętego w pół poczęstował srebrnym młotem w kręgosłup, permanentnie przybijając sparaliżowanego człowieka do podłogi, a człowieka z kikutem ozdobił rozciętym brzuchem, z którego szybko wypłynęło jego śniadanie i wnętrzności. Padł na kolana w szoku kompletnie sparaliżowany czekając aż się wykrwawi. Ostatni bandyta oglądał rzeź swoich ludzi zza ich pleców kompletnie przerażony, dotarło do niego, że nadszedł teraz jego czas. Cały we krwi jaszczuroczłek sięgający dwóch metrów popchnął zszokowanego człowieka obalając go na podłogę i powolnym krokiem zmierzał do ostatniego człowieka, badając teren swoim gadzim językiem, który co kilka sekund wypuszczał na zewnątrz. Bandyta tak zbladł ze strachu, że można by było go teraz nazwać wampirem, cofał się przerażony nie potrafiąc jakkolwiek rozsądnie zareagować na zbliżającą się bestie. Jaszczur zbliżył się na tyle blisko, że uderzył swoim językiem czoło zbira, który był mniejszy od niego o głowę. Dmuchnął odrażającym odorem z pyska i przewrócił bandytę ogonem, sprowadzając go do parteru. Gascaden popatrzył na bandytę, który widocznie zaliczył miękkie lądowanie na dupę, bo od dłuższego czasu musiał coś mieć w spodniach. Zimnokrwisty rąbnął młotem w jedno kolano gruchocząc je kompletnie. Bandyta zawył z bólu. To samo stało się z drugim kolanem. Cios - ból - płacz i ryk przerażenia. Nadeszła kolej na ręce. Jaszczuroczłek przygniótł jedną rękę i zmiażdżył ją na wysokości łokcia. Krzyk. Potem druga ręka. Znowu krzyk. Rycerz Bractwa Świtu był już zmęczony. Zły i zmęczony.
2xWampirzy strażnik (1 nieprzytomny)
4xWampir
2xBandyta (jeden ugryziony, drugi praktycznie niezdolny do walki)
Marduk Draven:
Marduk z kolei starł się z wampirzym Strażnikiem. Walczyć musiał tylko z jednym. Drugim szybko zajął się Gascaden. Pierwszy zaatakował Marduk, wyprowadzając cięcie szabli w kierunku flanki przeciwnika. Ten, uzbrojony w dziwną broń, jaką była wardyna zablokował. Draven odstąpił od niego, obserwując ruchy wampirzego wojownika, zbrojnego w dziwną, dwusieczną broń. Zakręcił on kilka młynków, przy czym zaśmiał się wrednie. Zaatakował, tnąc od góry, zareagował błyskawicznie na blok marszałka. Wiadome było, że nie był byle przeciwnikiem. Zareagował cięciem z obrotu w kierunku flanki. Paladyn uskoczył w tył. Wampir od razu wykorzystał to, atakując swą bronią z dystansu. Marduk rozpoznał swój błąd, nie blokował, ani nie odbijał, po prostu wyłapał krótką przerwę w ataku i pchnął wampira barkiem, destabilizując go. Następnie z góry spadł cios srebra, zablokowany trochę umiejętnościami, a trochę fartem przez wampira, który spróbował odstąpić od marszałka, lecz nieskutecznie. Draven zaatakował znowu. Atakował już cały czas, bezlitośnie tnąc i szukając luki w defensywie, którą w końcu udało się znaleźć. Zamarkował cios prawej, tak naprawdę tnąc od góry, po pachwinie wampira. Gdy ten ryknął i puścił broń, Marduk zdekapitował go jednym, płynnym ruchem.
Na tym nie poprzestał. Na pozostałe wampiry ruszył biegiem. Cisnął pierwszy z noży, będąc jakieś dwa metry od pierwszego z wampirów. Trafił bezpośrednio w czoło, powalając krwiopijce. Będzie musiał pamiętać, aby go potem dobić. Zostały trzy z obnażonymi mieczami. Mężczyzna też był zmęczony tym wszystkim. Widząc go, wampiry cofnęł się o parę kroków i zbiły w grupę, by było im łatwiej. Atakując jednego atakowałby wszystkich. Draven westchnął. Złapał oburącz szablę, po czym zaczął obracać się. Wampiry był zdezorientowane. Marduk szybko zaczął obracać się coraz szybciej i szybciej, po czym, jako tornado srebra, ruszył przed siebie, siecząc niemiłosiernie. Wpadł w wampiry podczas swe ruchu wirowego. Ich ręce, flaki i inne cześć ciała, w akompaniamencie krzyków latały po sali. Po chwili poleciały też po kolei głowy. Marduk wezwał moc magiczną do dłoni, po czym zainkantował głośno.
– Izeshar!
Cisnął pociskiem esencji w wampira, którego Gascaden na starcie ogłuszył. Pocisk trafił w głowę, zostawiając po niej sam popiół.
– Co tu robiliście?! – warknął do człowieka, którego zranił zębami Gascaden. Drugiego dobił od niechcenia nożem.
– My im... ludzi dostarczaliśmy... w zamian za pieniądze! – krzyknął. – Nic o nich nie wiem!
– Wiesz, co z nim zrobić.
Marduk pozbierał noże i udał się do drzwi, przez które uciekł jeden z wampirów. Czekał na Gascadena.
Gascaden:
Gascaden powoli podszedł do ugryzionego człowieka, który miarkując w jakiej beznadziejnej sytuacji się znalazł, po prostu się rozpłakał błagając o litość.
- Żylasty jesteś.
Mruknął jaszczur pogardliwie i odchylił głowę bandyty do tyłu odsłaniając szyję. Grdyka zbira latała góra-dół ze strachu jak dziób kuraka dziobiącego paszę najlepszej jakości. Zimnokrwisty przyłożył ostrze topora do szyi i jednym czystym ruchem rozciął gardło. Pchnął trupa na podłogę i dzierżąc w ręce topór, z którego co chwila kapała krew znacząc ścieżkę jaszczuroczłeka, dołączył do Dravena.
Marduk Draven:
Kolejne drzwi poleciały w drzazgi od uderzenia. Pokój był mniejszy od poprzedniego. W dodatku o wiele gorzej oświetlony. Widoczna była tylko jedna pochodnia. W jej świetle stał wampir.
- Oh nie! Macie mnie! – powiedział. Zaśmiał się. Zazgrzytało. Dało się słyszeć syk dwóch potworów. Z mroków wyskoczyły dwa potwornie wyglądające wampiry. Pochodnia zgasła.
2x wup
//Obowiązuje kara Osłona nocy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej