Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu
Marduk Draven:
Podczas gdy Gascaden radził sobie bardzo dobrze, trzy wampiry obskoczyły Marduka. Człowiek dobył szabli ze srebra jednym, płynnym ruchem. Przyjął na nią pierwszy cios. Metal zazgrzytał o metal przy skrzyżowaniu, zaś dwa pozostałe wampiry rzuciły się na Marduka. Jeden ze sztyletem, drugi z mieczem. Wojownik wywinął się wampirowi, z którym krzyżował broń. Trafił niemal od razu na tego ze sztyletem. Widział odbijające się w stali światło, oraz kierunek, w którym zmierza. Jego serce. Draven odbił sztylet poziomym ruchem szabli, po czym poczęstował wampira ciosem pięści w grdykę. Poprawił mocnym łokciem w szczękę, a ogłuszonego na parę sekund krwiopijcę zdekapitował jednym, prostym ruchem. Łeb potoczył się po podłodze, zaś dwa pozostałe wąpierze zaatakowały, wściekle rąbiąc mieczami.
I tu spotkała się furia z zimnym profesjonalizmem i mistrzostwem. Draven schował jedną rękę za plecy i prawie bez żadnego wysiłku blokował i unikał ciosów wampirzych mieczy, którzy coraz bardziej męczyli się ciągła i bezowocną ofensywą.
W końcu paladyn szybkim piruetem wlazł między nich i minął ich. Nim mogli zaatakować, na ziemię, od cięcia srebrnej szabli, spadła jedna ze zbrojnych w miecz rąk. Wampir ryknął, łapiąc krwawiący kikut. Draven zaś kopnął w kolano drugiego, a gdy ten uklęknął i ryknął, zdekapitował go. To samo uczynił z tamtym, którego okaleczył.
Wampiry widząc, że nie mają szansy, zaczęły uciekać z karczmy.
Wtem, do karczmy wlazło kilkoro strażników miejskich. Zanosiło się na dekonspirację, albo walkę. Draven wolał uniknąć obu. Jeden ze strażników kopnął stolik, zagradzający mu drogę, zaczęli okrążać rycerzy. Było ich czterech. Marduk zaczekał aż się zbliżą. Zebrał w sobie magię, po czym nagle i głośno zainkantował.
– Aenye! – w jego dłoni strzelił nagle ostry błysk światła, który oślepił strażników. Wojownik Zartata uderzył telekinezą jednego z nich, odpychając go. Marduk popatrzył na ogłuszonego przez Gascadena wampira. – Bierz go i spadamy – rzucił do Gascadena, po czym pobiegł w stronę drzwi karczmy.
Gascaden:
Gdy podniósł młot, rozejrzał się po gospodzie. Wampiry, które w 10 zaatakowały dwóch rycerzy,teraz zaczęli uciekać jak zwykłe pachołki. Na ich miejsce natomiast wparowali strażnicy. Gascaden zakrył oczy przed blaskiem i szybko zarzucił sobie nieprzytomnego wampira na ramię i wybiegł z nim za Mardukiem.
Marduk Draven:
Biegli długo, wśród nocy, ubrani na czarno, a więc trudni do ujrzenia. Zatrzymali się w jakimś zaułku. Wampir powoli się wybudzał.
– Przepytaj go. Musimy dowiedzieć się, kim i gdzie jest ten cały Orlok, o ile go zna. No i ile ma popleczników. Ja staną na straży – powiedział. Stanął w cieniu zaułka, blisko skraju, obserwując okolicę. Wampir wybudził się. Zareagował nerwowo oglądając się wokół siebie. Próbował się wyrwać.
Gascaden:
Skinął Dravenowi na znak, że rozumie i się zgadza. Rzucił wampira wprost na ziemie i kopnął potężnie w żebra ze stalowego buta. Potem szybko doskoczył do wampira i zanurzył zęby w jego ciele, wprowadzając do krwiobiegu wampira silne toksyny, które wymagają tylko 24 godzin by zabić, o ile nie posiada się odpowiedniej odtrutki. Przygniótł wampira do podłoża, dociskając kolanem.
- Znasz Orloka, psie? - zasyczał wąpierzowi do ucha.
Marduk Draven:
Wampir zasyczał przeraźliwie. Spróbował wyrwać się spod kolana jaszczura, albo zrzucić go z siebie, niestety, był zbyt osłabiony. Zrezygnował po chwili. Albo udawał.
- A nawet jeśli, to co, gadzino?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej