Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu
Marduk Draven:
Znalezienie takiej trochę zajęło. W końcu się jednak udało. Gospoda nosiła nazwę "Wyuzdana zakonnica".
Gascaden:
Gascaden splunął na bruk po przeczytaniu tak zbereźnej nazwy. Nie chciał tam wchodzić, ale musiał, dla dobra misji. Zrobił pewny krok i wkroczył do gospody przelatując szybko wzrokiem po gościach lokalu.
Marduk Draven:
Za jaszczurem wszedł Marduk. W karczmie było od cholery dymu tytoniowego. Unosił się w niej intensywny zapach piwa, oraz jakiegoś smażonego mięsa. Gości było sporo, stanowili ich głównie ludzie. Ludzie podrzędni, wszelkie męty i szumowiny, żyjące nawet w mieście, którego nazwa pochodzi od samego Zartata, a które przynależy do ziem przywódcy zakonu rycerzy walczących za Zartata i krzeszących jego światło. Przy niektórych stołach zgaszono były także świece.
Na zakonników spadły spojrzenia niemal wszystkich obecnych. Nieprzychylne spojrzenia. Zwłaszcza na jaszczura. Marduk zajął jakiś wolny stolik. Zapalił papierosa i poczęstował Gascadena. Dobrze byłoby się wpasować. Podeszła do nich kelnerka. Całkiem ładna, a przy tym ubrana w strój parodiujący ten sióstr zakonnych.
- Co dla was przystojniaczki?
Gascaden:
Gascaden skupił wzrok na gościach siedzących przy zgaszonej świecy, próbował wyszukać wzrokiem jakieś drobne elementy, które mogłyby potwierdzić, że to wampiry. Wziął od Dravena papierosa dziękując skinieniem łba, na kelnerkę nawet nie spojrzał, a odezwać tym bardziej nie miał zamiaru.
Marduk Draven:
Trudno było cokolwiek ustalić. Jednakże jedna z osób, które siedziały przy takim stoliku dostrzegła, że Gascaden gapi się na nią. No i podeszła. Był to wysoki, łysy mężczyzna. Blady, wytatuowany w zmyślne symbole na twarzy.
– Czego się kurwa gapisz?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej