Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu

<< < (6/15) > >>

Marduk Draven:
Wilkołak atakował z furią i dzikością, przy której jego poplecznicy byli jak banda żarliwie szczekających pudli. Gdy Gascaden zajął i poranił go, wywołując kolejny atak wściekłej furii. Hybryda uderzyła w stronę jaszczura pazurzastą łapą. Po jaskini rozległ się paskudny zgrzyt drapanego metalu, w dodatku, jaszczur odczuł w kościach uderzenie. Potwór złapał jego puklerz i wyrwał mu go.
Wtedy jednak do akcji wszedł Marduk. Srebra szabla poszła błyskawicznie w ruch. Uderzyła prędkość, finezja i technika. Pierwsze srebrne cięcie padło pod żebra wilkołaka. Drugie chlasnęło po go plecach, a trzecie z kolei po ręce trzymającej puklerz rycerza. Bestia skierowała się w stronę marszałka koronnego, sieczącz pazurzastymi łapami, podczas gdy Marduk finezyjnie i zręcznie mijał jego ciosy. Nie był tak zwinny jak choćby Dragosani, ale lata szkolenia w szermierce nadały Dravenowi pewien sposób poruszania, który przypominał lekko taniec, a przy tym był skuteczny w omijaniu ciosów. Święty mściciel schylił się pod jednym z ciosów i chlasnąl po brzuchu, tam gdzie uderzył Gascaden.
Wilkołak złapał paladyna za szyję, chcąc zadusić wojownika, ten jednak dobył noża ze srebra i zatopił go głęboko w łapie bestii. Uderzył telekinetycznym impulsem w jego szczękę. Zatrzęsło wilkołakiem tak, że stracił równowagę i chwiejnie odszedł kilka kroków w stronę Gascadena.

Gascaden:
Gascaden przewalczył zmęczenie, które go dręczyło od ciągłej walki z dzikusami i podbiegł szybko do wilkołaka by pomóc Dravenowi uwolnić się z uścisku. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić Marduke wyszarpał się z potrzasku zmuszając bestię do wycofania. Wtedy z drugiej strony, nie dając wytchnienia wilkołakowi zaatakował. Uderzył szybko w kolano tylniej łapy bestii miażdżąc je. Wilk zawył z bólu, a jaszczur rąbnął kolejny raz młotem w kolejne kolano. Wilkołak energicznie obrócił się i uderzył łapą w Gascadena. Zimnokrwisty nie zdążył uniknąć ciosu i kolejny raz został wyrzucony na ściane.

Marduk Draven:
Wielki wilk przeraźliwie zaryczał, gdy Gascaden znowu go okaleczył. Kolejne uderzenie wymierzone w łuskowatego rycerza rozjuszyło kanclerza Bractwa. Raz za razem rzucił srebrnymi nożami w plecy wilkołaka, wywołując kolejny spazm i ryk bólu. Zaczął biec ku niemu, jednocześnie składając się do ciosu z szabli z nad głowy. Wielki wilk machnął łapą w jego stronę, tak jak się tego spodziewał. W ostatniej chwili, zebrana moc magiczna marszałka koronnego pozwoliła zniknąć mu z oczu wilk, rozbić swoje ciało, po czym pojawić się nagle i niespodziewanie za wilkiem. Ciął ostro, z nad głowy. Przeraźliwie. To była kara. Włochata i pazurzasta łapa spadła na ziemię, a z kikuta polała się krew. Wyznawcy wilka przeraźliwie stęknęli i jękneli. Marduk uderzył go w głowę telekinetycznym impulsem, który był tak mocny, że wilkołak stracił przytomność i padł na ziemię. Draven pomógł szybko wstać Gascadenowi.
– Pilnuj, by nie wstał – polecił mu. Sam stanął przy wyjściu z jaskini.
W swym pokazie swej niezwykłej brutalności, wyżynał uciekających wyznawców wilka. Nie tylko mężczyzn, ale kobiety i dzieci również. Każde z nich było śmierdzącym, ohydnym wynaturzeniem odpowiedzialnym za śmierć tych trzech osób, a pewnie i znacznie większej ilości. Ciął i rąbał bez finezji. Ręce, głowy i ciała padały na ziemię. Krew tryskała po ścianach jaskini, a po chwili w jaskini byli tylko dwaj rycerze, nieprzytomny wilkołak i masa trupów jego wyznawców.
Marduk otarł i schował szable. To samo zrobił z nożami.
– Popilnuj go jeszcze chwilę. Mam pomysł – dodał. Wyszedł z jaskini, gdzie znalazł jakiś długi i gruby drąg. Wbił go w ziemię z niemałym wysiłkiem. Sprawdził, czy dobrze stoi. Pod podstawy dał uschnięte liście i gałęzie. Po kilkunastu minutach wilk zaczął się budzić, a Marduk wrócił. – Izaar! – zainkantował, usypiając go. Pośród wielu manatków znalazł jakieś sznury i zaczął wiązać wilkołaka. Gdy skończył, wziął jeszcze kilka skór z jaskini i przerzucił je sobie przez ramię.
– Wynieśmy go przed jaskinię. Mam dla niego niespodziankę – polecił kanclerz Bractwa.
Na zewnątrz czekało coś, co wyglądało na prowizoryczny i zrobiony szybko stos. Taki jak z opowiadań o inkwizytorach i heretykach...

Gascaden:
Zimnokrwisty obserwował furię Dravena i rzeź którą dokonał parę minut później. I dobrze, dzikusy mogłyby się przegrupować i dalej kontynuować bestialskie polowania. Należało wyeliminować kult w zarodku, pozbawiając życia wszystkich wyznawców, by sekta już nigdy się nie odrodziła. Jaszczur z chęcią pomógł wynieść wilkołaka na zewnątrz. Czekał tylko aż ognie piekielne pochłoną ciało bestii.

Marduk Draven:
Po chwili też lykanin został przywiązany do prowizorycznego stosu. Sposób wykonania może był prosty, taki na szybko. Sama kara też była prymitywna i brutalna, ale znajdzie swój swego. Skoro Romulus był tak prymitywnym i agresywnym zwierzęciem, tak zostanie potraktowany. Marduk wręczył Gasadenowi runę Heshar. Szablą naciął skórę wilka, budząc go.
– Czyń honory.

//Przekazuję:
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej