Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu
Gascaden:
W międzyczasie kiedy Marduk rozmawiał z dzikusem, Gascaden przechadzał się wśród trupów sprawdzając czy przypadkiem jakiś jeszcze się nie rusza. Dla pewności dobił kilku ludzi i wyczyścił bronie by następnie je schować. Tego się nie spodziewał, przyjechali wybić kilku wampirów, a spotkali się z jakimś dzikim, obrzydliwym kultem wielkiego wilka. Gascaden miał nadzieję zabić tą herezję w zarodku, zwłaszcza z takimi brutalnymi praktykami czci wilka.
- Skąd oni się tu wzieli?
Marduk Draven:
– Cholera go wie – odrzekł Marduk. – Trzeba to wyrżnąć zanim się rozrośnie. Wiemy przynajmniej gdzie jechać – dodał. Minęli wspomniany przez dzikusa zapomniany dęb. Wilki wyły jak oszalałe. A może był to jedenz tych wilczych ludzi?
Wkrótce ujrzeć mogli jaskinię. Pilnowało ich dwóch dzikusów, którzy o dziwo... puścili ich. Jaskinia była wąskim korytarzem, który prowadził pod ziemię, do jakiejś dużej groty. Było tam więcej tych dzikusów. W tym także odziane w futra kobiety, oraz same wilki. W centrum znajdował się jakiś stół z resztkami jedzenia. Mięsa. Był też tron z kości. Siedzący na nim mężczyzna był gładko wygoloną górą mięśni wspierającą się na potężnym toporze. Odziany był w skórę białego wilka. Otoczony był przez nagie, okryte skórami kobiety, które prężyły się w okół tronu. Uśmiechały się do rycerzy.
- No proszę. Wojownicy tego... Kwadrata. Tak się zwie wasz bożek? – spytał szyderczo mężczyzna na tronie.- Po co tu przyszliście? Chcecie by pożarł was Romus, wilczy bóg?
Gascaden:
Podróż nie była długa, szybko dotarli we wskazane miejsce. Trochę jednak dziwił się Mardukowi, że nie zamierzał zabić tych strażników przed jaskinią. Przecież to byli tacy sami zbrodniarze jak ci zabici na trakcie! Mimo to podporządkował się woli Kanclerza i wszedł za nim do środka. Spoglądał na dzikusów z pogardą.
- Zartata, bezbożniku. Skąd się tu wzięliście? Kim jesteś?
Marduk Draven:
Ludzie w skórach zaczęły wściekle warczeć na Gascadena. Mężczyzna na tronie zaśmiał się.
- Jestem Romulus. Nieśmiertelny wilk Valfden. Pożeracz serc – warknął.- A to jest moja wataha, moje samice i moje potomstwo. – wskazał dłonią na swych popleczników. Wstał ze swego tronu.- Czego tutaj chcecie? – warknął. Śmierdziało od niego mokrym psem.
Marduk popatrzył na Gascadena, potem w oczy Romulsa.
– Ciebie na stosie.
Mężczyzna odepchnąl rycerzy od siebie, wyraźnie rozwścieczony. Dzikusy powyjmowały topory i miecze. Ten warknął coś, a ci spoczęli.
- Chcecie krwi? Proszę bardzo... – syknął. A potem zaczął wić się, warczeć, i rzucać się po pokoju. Jego ciało zaczęło pokrywać się gęstym futrem. Wyrósł mu ogon i długi, psi pysk. Zawył przeraźliwie.
Wilkołak
//Potraktuj go jako bossa. Żeby nie było zabicia go w jeden post :D
Gascaden:
Więc zobaczmy jak bardzo jesteś nieśmiertelny...
Rzuciło mu się myślach szykując się do ewentualnej walki. Nagle dzikus zaczął latać po jaskini jakby dostał wścieklizny. Gascaden dobył szybko puklerza i młota ze srebra i czekał na ruch przeciwnika. Na jego oczach człowiek, z którym przed chwilą rozmawiał zamienił się w ogromną, futrzaną bestię chcącą pożreć obu rycerzy na kolacje. Wilkołak zawył głośno i ruszył z szarżą na jaszczuroczłeka. Był zbyt szybki by zdążyć go uniknąć. Bestia rzuciła zimnokrwistym aż uderzył plecami o ścianę jaskini. Przerośnięty wilk podbiegł szybko by dobić gada, lecz Gascaden miał inne plany. Gdy bestia zamachnęła się łapą by go rozszarpać, jaszczur błyskawicznie uderzył młotem w pysk wilkołaka na chwilę go oszołamiając. Szybko wyrwał się z patowej sytuacji i wstał na równe nogi. Wilk zawył z bólu od uderzenia srebrnej broni i złapał się za pysk łapą. Gdy obracał się do Gascadena, ten uderzył ponownie młotem, tym razem w podbrzusze gniotąc dotkliwie organy bestii. Jaszczur szybko uskoczył do tyłu zasłaniając się tarczą przed atakiem wroga.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej