Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rycerze bez blach, czyli łowy na wampiry po kryjomu
Marduk Draven:
Nagle jednak usłyszeli jakiś dźwięk. Warkot jakiegoś gardła. Gdy odwrócili się w tamtym kierunku, ujrzeli włochatą postać z toporem. Wilkołak? Nie... bliższe oględziny dawały więcej informacji. Tym kimś był człowiek ubrany w skórę zwierzęcia. Rzucił się na dwójkę rycerzy. Reakcja świętego mściciela była momentalna. Uniósł kuszę do barku i strzelił, posyłając bełt prosto w gardło dziwnej istoty. Ta dławiła się swoją krwią i rzucała spazmatycznie po ziemi.
Spośród drzew wybiegło więcej takich. Poruszali się na czworaka. Warczeli i szczekali. Szczerzyli brudne zęby Niektórzy mieli też łuki. Naliczyć się ich dało dziesięciu. Piątka dobyła łuków i wrzeszcząc zaczęła napinać je. Reszta czekała z mieczami i toporami.
10x zdziczały człowiek
Gascaden:
Gascaden słysząc warkot dobył topora i srebrny młot, a na ramie założył puklerz, by w razie czego się obronić przed tym czymś, bo na pewno nie było to nic przyjaznego. Okazał się to człowiek, tylko nie zachowywał się zbyt normalnie, nawet jak na bandytę. Widocznie był zdziczałym zwierzęciem, bo człowiekiem tego nazwać nie można. To, co odróżnia człowieka od zwierzęcia jest rozum, a ci ludzie tego rozumu nie mieli. Jaszczuroczłek szybko złączył fakty i wcale to nie byli wściekli, ksenofobiczni wieśniacy, którzy powiesili kobietę, bo podejrzewali ją o bycie wampirem. Nie były to też wampiry, na których polują, a te zdziczałe potwory, które w tym momencie wypadły z lasu myśląc, że poradzą sobie z dwoma rycerzami Bractwa tak samo łatwo jak z tymi bezbronnymi ludźmi. Jaszczur czuł jak burzy się w nim krew, adrenalina uderza do mózgu, a furia i chęć zemsty przejmują kontrolę. Gascaden syknął charakterystycznie dla jaszczurów i biegiem ruszył w całą dziesiątkę przeciwników nie dbając o to, czy nie dostanie zaraz strzałą od jednego z łuczników. Mimo wszystko było to bardzo mało prawdopodobne, to zwykli dzikusi. Dla bezpieczeństwa jaszczur zakrył się za puklerzem i ruszył szarżą. Chwilę później z impetem wparował w jednego z wrogów trzymającego miecz, zwalając go momentalnie na ziemię. W jednym momencie znalazł się wśród dziesięciu oponentów. Jaszczuroczłek w furii sieknął w pobliskiego dzikusa po gardle, a krew chlusnęła plamiąc pysk rycerza Bractwa, a bandyta krztusząc się własną krwią padł na ziemię. Gascaden szybko się obrócił by osłonić się puklerzem przed toporem kolejnego napastnika, jednocześnie uderzając ogonem w głowę podnoszącego się dzikusa. Uderzenie zwaliło go z nóg pozbawiając go przytomności. Dzikus z toporem wciąż atakował znad głowy próbując przebić się przez puklerz. Jaszczur skryty za tarczą rąbnął toporem w brzuch przeciwnika rozrywając go na strzępy, pozwalając wnętrznościom wydostać się na zewnątrz. Dzikus zawył z bólu i puścił broń by zatrzymać krwawienie. Gascaden rąbnął go z łokcia w twarz, głowa wroga odleciała do tyłu, a jaszczur wbił topór w łeb pozbawiając życia kolejnego zbrodniarza. Trup szybko odchylił się do tyłu i jaszczuroczłek nie był w stanie wyciągnąć broni, więc został mu tylko srebrny młot. Na rycerza wciąż nacierało siedmiu dzikusów. Jaszczur zasłonił jeden atak puklerzem, drugi sparował młotem, od trzeciego się uchylił wbijając paszczę w bok kolejnego dzikusa szarpiąc energicznie na boki odrywając kawałek mięsa jednocześnie wprowadzając śmiertelne toksyny do krwiobiegu oponenta. Dzikus ryknął z bólu i upadł na ziemie trzymając się za ranę. Gascaden wypluł mięso i wyskoczył do góry trafiając kolejnego napastnika puklerzem w żuchwę najprawdopodobniej ją łamiąc, a następnie poprawił młotem. Ciężka kupa srebra opadła na twarz dzikusa miażdżąc ją kompletnie. Jaszczuroczłek momentalnie minął spadając na ziemie ciało i ruszył biegiem do stojących z boku łuczników cały we krwi rycząc wściekle na dzikusów. Pierwszy przeciwnik nawet nie zdążył mrugnąć, a co dopiero wyciągnąć topór, gdy młot zimnokrwistego spotkał się z brzuchem dzikusa składając go wpół, Gascaden szybko uderzył ponownie, tym razem w plecy łamiąc kręgosłup i przerywając rdzeń kręgowy. Jaszczuroczłek kopnął trupa, by odleciał na bok i wparował w kolejnego zdziczałego człowieka uderzając młotem w jego kolano. Kości bez problemu huknęły, a przeciwnik zawył przeraźliwie z bólu. Teraz nie jest tak przyjemnie, co sukinsynu?
Pomyślał rycerz kończąc jego żywot mocnym uderzeniem w czaszkę miażdżąc ją w drobną papkę.
5/10 (Jeden nieprzytomny, a drugi ugryziony pozbawiony możliwości ataku w następnym poście)
Marduk Draven:
Zaraz za wściekłym Gascadenem biegł Marduk. Z kieszeni płaszcza dobył dwóch srebrnych noży. Nadszedł bowiem czas przetestowania tego, jak wbijają się w ciało. Żałował, że to nie wampiry będą pierwszymi, które zasmakują srebra z Bogacza i Biedaka, lecz nie zmieniało to tego, że napastnicy mieli przysłowiowo przesrane. Nim jednak Gascaden zdążył dobiec, dwie strzały dosięgły go. Nie były to poważne rany. Ot, małe zadrapania na policzkach jaszczura. Dzikusy nie byli najlepszymi strzelcami. Rany nie zaszkodziły mu i nie przerwały szarży.
Marduk z kolei ujął oba noże w dwie ręce i cisnął je jednocześnie, wybierając dwa cele. Dwóch dzikusów, którzy celowani w niego z łuków. Po chwili na ziemię padły dwa ciała. Jedno z nożem głęboko w okrytej futrem piersi, drugie z ostrze w gardle. Krew wylała się na złote liście, znacząc je zemstą za niewinnych.
Marduk nie dobył szabli. Nie chciał narażać srebrnej klingi na zbytnie uszkodzenia w starciu żelaznymi ostrzami mieczy i toporów. Zamiast tego zebrał w sobie magiczną energię. Przekierował ją do obu dłoni. Wpierw uderzył w jednego z dzikusów telekinetycznym impulsem. Poleciał dwa metry w tył, po drodze wpadając na jednego ze swych pobratymców. W drugiej dłoni zebrało się dość magicznej energii.
– Izeshar! – zainkantował głośno. W dłoni zalśnił mu krąg wściekle czerwonego światła. Pocisk esencji napełniony był bożą pomstą. I taki też pomknął w twarz pierwszego z dzikusów, wypalając ją na popiół.– Izeshar! – powtórzył, gdy zbliżył się już do wrogów. Uderzył dzikusa w brodatą twarz, po czym z minimalnej odległości wypuścił kulę morderczej mocy w jego tors. Puścił trupa i uchylił się przed toporem trzeciego. Znalazł się z boku wojownika. Kopnął go w kolano.– Izeshar! – powiedział raz jeszcze, po czym spotkał pocisk esencji z jego twarzą. Trzy trupy zdążyły opaść na ziemię.
Dwaj uderzeni telekinezą zdążyli się podnieść. Marduk dobył z cholewy buta sztylet ze szkła. Szkło nie było zajumane z byle szyby. Było to niezwykle ostre szkło ilusmirskie. Idealny materiał na sztylety. Lekki, łatwy do ukrycia, a przy tym niezwykle morderczy. Telekinezą przyciągnął pierwszego z wrogów i zwyczajnie nabił jego brzuch na ostrze. Przekręcił i szarpnął, kończąc jego żywot. Drugi zdążył dobiec. Draven złapał rękę z mieczem tego, którego miał przy sobie, którego właśnie zabił i zasłonił się jego własnym orężem. Wyjął sztylet z flaków pierwszego, kopnął tego, który atakował i szybkim sztychem wbił ostrze w jego grdykę. Umierającego kopnął.
Dzikus, którego Gascaden ugryzł, zawył nagle przeraźliwie. Jego skowytowi coś odpowiedziało. Potem znowu i znów. Naliczyć się dało poczwórne wycie wilków, które szybko znalazły się na miejscu. Dobiegło też kilkoro kolejnych dzikusów. Byli na tyle głupi, że dobyli toporów i mieczy, zamiast łuków. Współpracowali z wilkami.
– Plecami do siebie! – rozkazał Marduk, gdy wilki i ich ludzcy bracia zaczęli biec do nich.
4x wilk
4x zdziczały człowiek
Gascaden:
Pierwsi napastnicy padli martwi po szarży zimnokrwistego i człowieka, Gascaden dotknął swojego pyska i spojrzał na dłoń, strzały go lekko zraniły, ale niezbyt mocno. Rany po kilku sekundach zasklepiły się. Jaszczur już szedł do wyjącego dzikusa by go dobić, lecz nim zdążył to zrobić, na polane wybiegli kolejni przeciwnicy. Jaszczuroczłek szybko wyciągnął topór z głowy jednego z dzikusów i zgodnie z poleceniem Mardukeja przybliżył się do niego plecami gdy zostali otoczeni przez wilki z jednej, i dzikusów z drugiej strony. Gascaden jedynie czekał aż dobiegną do niego wilki, długo czekać nie musiał, są to szybkie bestie. Jeden z psowatych chciał dopaść jako pierwszy jaszczura wybiegając zbytnio przed szereg. Zimnokrwisty rycerz Bractwa Świtu obrócił się gwałtownie i zdzielił wilka ogonem w pysk, a impet z jakim oberwał odrzucił go kilka metrów w bok. Kolejne trzy wilki dobiegły zaraz za nieprzytomnym próbując zagryźć szybko Gascadena. Rycerz szybko kopnął pierwszego kundla w pysk ze stalowego buta zatrzymując jego atak i przy okazji łamiąc żuchwę. Wilk wycofał się trochę skomląc pod nosem. Kolejne dwa atakowały, więc jaszczuroczłek szybko sieknął pierwszego toporem po pysku poszerzając uśmiech wilka do ucha, a od drugiego uskoczył i rąbnął potężnym młotem w grzbiet łamiąc wilka w pół. Dwa kolejne trochę się wycofały, niezadowolone odparciem szarży czterech czworonożnych pobratymców dzikusów. Wilk o poszerzonym uśmiechu zawarczał żądny zemsty i zaatakował, chcąc ugryźć w nogę. Gascaden szybkim ruchem nóg wycofał się przed ugryzieniem i oddał wilkowi młotem miażdżąc czaszkę wilka w krwawą papkę. Ostatni wilk o zmiażdżonej żuchwie skoczył z rozpędu by wbić swoje kły w szyję jaszczura. Zimnokrwisty przyjął wilka na puklerz, ale mimo to kundel dalej machał pyskiem by dobrać się do szyi gada. Rycerz zrzucił wilka z puklerza i zanim ten zdążył się obrócić w stronę przeciwnika, skończył już z siekierą w podbrzuszu raniąc dotkliwie. Jaszczuroczłek wyrwał brutalnie topór poszerzając ranę i sieknął jeszcze raz, wydłużając uśmiech kolejnemu wilkowi. Gdy był już spokojny o swoją flankę, dobiegł szybko do nieprzytomnego wilka i zmiażdżył my łeb młotem dla pewności, że już nie wstanie.
4xZdziczały człowiek
Marduk Draven:
Z Gascadena można było być tylko i wyłącznie dumnym. Rzadko widywało się kogoś z takim zapałem oraz determinacją do walki i samą siłą w niej. To tak, jakby po stronie Bractw walczył przedstawiciel rasy draconów.
Na barki Marduka zostało więc poradzenie sobie czterama dzikusami, którzy już ku niemu zmierzali. Zebrana w Marduku energia magiczna właśnie w tamtej chwili byłaby najbardziej użyteczna. Wtedy też została obudzona i skierowana przeciw wrogom porządku i dobra. Draven wyciągnął przed siebie dłoń i wyskandował zaklęcie.
– Izeshar upishosh!
Z nieba strzelił nagle potężny snop światła. Słup o średnicy dwóch metrów uderzył nagle w dwóch z czterech dzikusów. Potężny błysk z niebios nie spotkał się z żadną przeszkodzą. Pochłonął zdziczałych mężczyzn, którzy nawet nie poczuli bólu. W ułamku sekundy stali się popiołem, wraz ze swymi skórami i orężem.
Pozostało dwóch. Jednego Marduk uderzył telekinezą, posyłając w popiół po wrogach. Przed ciosem topora drugiego się uchylił w bok. Uderzył go pięścią w twarz, co na chwilę go zdezorientowało. Poprawił kolanem w brzuch, po czym z rozmachem zatopił sztylet w mostku mężczyzny. Powtórzył. Znów. Znowu. Jeszcze raz. Kolejny. Pchnął zaszlachtowanego przeciwnika na ziemię, pozwalając mu się wykrwawić. Ostatni zdążył się podnieść.
– Uosh – zainkantował. Czar uderzył dzikusa magicznym impulsem w umysł. Pod jego wpływem, puścił on nagle miecz. Zachowywał się prawie jak normalny człowiek. Był przyjacielski wobec rycerzy. – Co tu się stało? Wy zabiliście tych ludzi?
- Tak! My ich... zjeść! – odpowiedział.- Serce pyszne! Wątroba też! Tak mówi Romulus! Tak...! Romulus mądry, wie jak zdobyć siła z ciała! Romulus potężny!
– Kim jest ten Romulus? – zapytał kanclerz Bractwa Świtu.
- – Romulus jest... bóg! Wilk! Potężny, wielki!
– Gdzie go znajdziemy?
- – Zaprowadzę was! Wy jesteście dobre! Zaprowadzę was do Romulus! Za mną!
– Nie trzeba. Powiedz tylko GDZIE jest.
- Zachód! Jaskinia przy zawalonym dębie! Tam jest Romulus! Romulus lupus dei!
Marduk poderżnął mu gardło sztyletem. Kopnąl zdychającego dzikusa.
– Chodźmy. Trzeba wyelimonować tego Romulusa – polecił Mardukowi. Pozbierał i wyczyścił swój ekwipunek, po czym wrócili do koni. Pojechali we wskazanym kierunku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej