Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień króla

<< < (15/33) > >>

Dragosani:
- Arnulf wspominał o tobie - stwierdził Drago. Jego nacięcie na dłoni już się zrosło. Nałożył rękawicę. Opis potwora wskazywał na znanego Dragowi wampira. Skinął głową. - Będę uważał. Niełatwo podejść do nie niepostrzeżenie. Ukryjcie się gdzieś i zaczekajcie. Nie wiem, czy rozsądnie byłoby dla was wracać teraz samotnie. Cholera wie, czy gdzieś po lesie nie kręci się więcej tych potworów. Wracając ze mną bylibyście bezpieczniejsi. A jeżeli ja nie wrócę w ciągu kilkunastu minut... Cóż, będziesz wiedział co się stało. - Wstał i dobył włóczni. - Trzymajcie więc kciuki - powiedział jeszcze i ruszył w dalszą drogę. Ostrożnie, powoli, nasłuchując i obserwując. 

Feanor Ihareg:
Za zakrętem była dalsza cześć korytarza. Tutaj też było dużo cel. Ich liczba wskazywała na to, że kiedyś to miejsce mogło pełnić funkcję więzienia. Pewności jednak mieć nie mogłeś. Na końcu korytarza były schody prowadzące na dół. Po skorzystaniu z nich trafiłeś do okrągłego pomieszczenia o średnicy jakichś 15 metrów. W ścianach ziały trzy spore otwory pozostałe po wyłamanych drzwiach. Same drzwi leżały na podłodze. Jedno przejście było centralnie przed tobą, drugie po twojej lewej, trzecie po prawej.

Dragosani:
Drago skrzywił się lekko. Dlaczego wszystkie lochy muszą być rozgałęzione ponad miarę? Co się stało ze starymi, dobrymi piwnicami o jednej izbie? No ale trzeba było wybrać. I to wybrać dobrze, coby dzikus nie uciekł. Dlatego Drago zaczął węszyć. Nierzadko dobrą drogę można wybrać właśnie po zapachu. A, że miał wyczulony węch, to miał większą szansę na zdobycie w ten sposób jakiś wskazówek.

Feanor Ihareg:
Śmierdziało tu głównie wilgocią, jednak z komory po lewej zalatywało czymś jeszcze. To był ten specyficzny odór śmierci, jaki wydzielał się z paszczy drapieżników. Zwykły człowiek poczułby go dopiero mając rozwartą paszczę potwora przed swoją twarzą. Ty jednak zwykłym człowiekiem nie byłeś.

Dragosani:
Mając przed sobą trzy wybory, z których jeden śmierdział najbardziej (dosłownie i w przenośni), Dragosani rzecz jasna wybrał właśnie ten. Z naturą godną poszukiwacza przygód (lub guza), ruszył do wejścia, z którego zionął smród śmierci. Jego włócznia była gotowa, podobnie jak wyczulone zmysły. Nie miał zamiaru dać się podejść niepostrzeżenie, więc był nadwyraz uważny. Jak gdyby skradał się w sypialni Evening do szuflady z jej bielizną, wiedząc, że anielica siedzi w pokoju obok. Czyli bardzo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej