Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień króla

<< < (10/33) > >>

Feanor Ihareg:
O tej porze roku Revar nigdy nie było zbyt przyjazne. Nawet zanim zaczął się kryzys dzikich krwiopijców. Od zawsze żyła tu bowiem cała masa potwornych bestii, które w innych częściach wyspy występowały niezwykle rzadko lub wcale. Bahemoty, harpie i trolle były tyko niektórymi z nich. Teraz jednak, lecąc ponad przysypaną śniegiem krainą, nie mogłeś dostrzec ani śladu tych stworzeń. Dzikie wampiry polowały nie tylko na ludzi, zwierzęta również były zagrożone. Z początku twój lot był bardzo nudny, pod sobą miałeś bowiem głównie las iglasty. Drzewa, drzewa i jeszcze trochę drzew. Później jednak zobaczyłeś przed sobą coś na kształt zrujnowanej wieży strażniczej. Obóz Bękartów musiał wyglądać podobnie, zanim najemnicy przejęli go, odbudowali i wzmocnili pierścieniem muru. Niestety, chwilę po tym jak ujrzałeś wieżę zerwał się mocny północny wiatr. Przeszywający chłód towarzyszący podmuchom w niczym ci nie przeszkadzał, jednak ich siła bardzo utrudniała ci lot. Lecąc dalej ryzykowałeś, że całkiem stracisz panowanie nad swoim ciałem. W najgorszym scenariuszu, wiatr mógł doprowadzić do twojej kolizji z którymś z wyższych drzew.

Dragosani:
Dragosani wolał uniknąć bliższego kontaktu z drzewem. Dlatego też obniżył lot i wylądował na pokrytej śniegiem ziemi. Jako mały, lekki nietoperz nawet nie zapadł się w biały puch. W chwile potem powrócił do swojej humanoidalnej formy. Wtedy już jego stopy się w śniegu zapadły. Wokół panował mróz, lecz na bestii nie była to przeszkoda. Odczuwał go, rejestrował. Ale po prostu nie wywoływał on negatywnych skutków. Ot był. I tyle. Drago powęszył w powietrzu, wciągając nosem zimne powietrze. I ruszył w dalszą drogę. Ruszył biegiem, lawirując sprawnie między drzewami i skacząc nad przeszkodami. Chciał jak najszybciej dotrzeć do leża. Liczył się wszak czas.

Feanor Ihareg:
Już po chwili dotarłeś na miejsce. Z zewnątrz wieża wyglądała jak zwykłe ruiny, na razie nie widziałeś żadnego zagrożenia.

Dragosani:
Drago spojrzał na wieżę. Ruiny. Ale zapewne wewnątrz było sporo miejsca. Przez moment zastanawiał sie gdzie lepiej byłoby stoczyć walkę. Zdjął w międzyczasie rękawicę, aby móc używać demonicznych mocy bez przeszkód. Załadował pistolet. Nie, żeby żelazny nabój mógł zrobić wielką szkodę wampirowi. Ale zawsze może spowolnić. Sprawdził czy szabla, sztylet i nóż wysuwają się z pochew odpowiednio gładko. Dobył włóczni o srebrnym grocie z pokrowca na plecach i ruszył do ruin wieży. Szukał wzrokiem wejścia. Niekoniecznie pierwotnego wejścia, wystarczyłaby dziura z murze. Cały czas węszył i nasłuchiwał, skupiał swoje wyostrzone zmysły aby nie dać się zaskoczyć.

Feanor Ihareg:
Znalazłeś jedno wejście, to frontowe. Była nim spora brama zamykana na drewnianą kratę. Sama krata była spuszczona do połowy. Za bramą widziałeś fragment pomieszczenia. Rzeczywiście wydawało się spore. To musiał być jakiś hol, lub coś w tym rodzaju. Nie dostrzegłeś tam jednak żadnych przeciwników. Coś jednak usłyszałeś. Dźwięki dochodziły zarówno z górnych poziomów wieży, jak i z podziemi. Niestety, ciężko było je zidentyfikować. Coś jakby szuranie pazurami o kamień, oraz sapanie jakiegoś zwierzęcia. Bardzo wielu zwierząt.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej