Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Cień króla
Feanor Ihareg:
Chłopi błyskawicznie wykorzystali moment konsternacji, rozbiegając się na wszystkie strony jak tylko zaczęła się walka. Większość ruszyła w las za wioską. Samo starcie jak na razie szło po twojej myśli. Zaklęcie spełniło swoją rolę, czasowo oślepiając część wampirów i przerywając ich ataki. Nie miałeś jednak czasu na złapanie oddechu. Przeciwnicy, których nie dosięgnął twój czar, szybko wyminęli swoich oślepionych towarzyszy i rzucili się na ciebie atakując od frontu, oraz z obu flank.
Bandyta wampir 10/12 (5 oślepionych)
Banita wampir 2/4
Dragosani:
Ten ułamek sekundy, który zyskał pozwolił wampirowi otrząsnąć się po Krzyku banity. Nadeszła więc pora na część drugą procesu wymierzania kary. Pięciu spośród dziesięciu bandytów zostało oślepionych, na moment byli więc wykluczeni z walki. Pozostała kolejna piątka. I dwójka banitów. Zbliżali się oni szybko. Część z przodu, zapewne próbując ściągnąć na siebie uwagę Draga. Inni próbowali zajść go z obu flank. Tym razem to Dragosani użył Krzyku. Wrzasnął przeraźliwie na jednego z banitów, ogłuszając go na moment. Po tym skierował swoją demoniczną dłoń w bok, na bandytę, który usiłował zajść go z flanki. Wezwał swoje demoniczne moce, skupił energię magiczną w tkance dłoni i wyzwolił ją w formie zabójczych piorunów. Energetyczne wiązki pomknęły ku wampirowi, porażając go i zabijając na miejscu. To oczywiście nie był koniec tej rzezi. Pozostałe wampiry dotarły do niego, musiał więc skupić się na obronie. Został ponownie zmuszony do wykonania serii uników i bloków. Nie zamierzał dawać swoim przeciwnikom choćby cienia szansy na zadanie mu rany. Odstąpił killka kroków w tył, zmuszając wampiry, aby ruszyły za nim. Nie szli równomiernie, tak jak Drago się spodziewał. Dzikie wampiry nie znały pojęcia dyscypliny bitewnej. To dało Drago czas na atak. Jego ostrze błysnęło szybko, odrąbując rękę banity pond jego łokciem. Nagły atak bólu i szoku uderzył banitę, niemalże powalając go. Kolejny błyskawiczny cios skrócił go o głowę. Dragosani wymknął się spod serii ciosów wściekłych kompanów zabitego banity. Odskoczył z tył, coby uniknąć okrążenia go przez wampiry, które już do tego dążyły. Ponownie zebrał w sobie moc magiczna Krwawego Kryształu i stworzył z niej zaklęcie Błysku.
- Aenye! - wykrzyczał inkantację, wyciągając przed siebie dłoń. Kierował ją głównie w banitę, lecz i bandyci mogli zostać porażeni. Skoczył ku banicie, zaraz za promieniami światła, atakując go brutalnie, nie dając mu szansy na obronę. Bezgłowe ciało banity padło na ziemię, głowa zaś potoczyła się ze dwa metry dalej. Pozostali sami bandyci. Pomniejsze wampiry, z których część była oślepiona. Ani ich umiejętności, ani ekwipunek nie mogły rywalizować z wyszkoleniem i sprzętem Draga. Antares więc zaatakował. Odbijał i unikał ich ataków, wykorzystując każdą szansę do zadania własnego ciosu. Ranił coby osłabić swoich wrogów i wykorzystywał ułamek sekundy gdy paraliżował ich ból aby zadać cios śmiertelny, ścinający głowę. Jego brutalny, błyskawiczny atak pozbawiał życia kolejne wampiry. Był dla nich po prostu zbyt szybki, zbyt zwinny. W niecałą minute pozbawił życia piątkę wampirów. Ułatwił mu to fakt, że spora ich część była oślepiona. Trójka z pozostałych bandytów strzeliła z kuszy, gdy ich towarzysze padli. Dragosani jednak wykonał serię fenomenalnie szybkich uników i bełty minęły go nieszkodliwie. Antares stanął w pozycji obronnej, gotów do dalszej walki.
Bandyta wampir 4/12
Banita wampir 0/4
Feanor Ihareg:
Młode wampiry często uważały siebie za istoty niepokonane, którym nic prócz słońca nie jest w stanie zaszkodzić. Spotkanie z bestią musiało więc być dla bandytów niczym nagłe zderzenie ze ścianą. Ich światopogląd został raptownie zburzony. Dwóch stojących najdalej od ciebie krwiopijców zwyczajnie obróciło się na pięcie i zaczęło uciekać. Inny rzucił broń na ziemię i padł na kolana. Gotowość do dalszej walki przejawiał już więc tylko jeden przeciwnik. Sprawiał jednak wrażenie, jakby nie wierzył w to co widzi.
-To... niemożliwe...
Klęczący obok niego towarzysz zaczął błagać o litość. Wtedy ten ostatni stojący na nogach wampir syknął wściekle i wbił mu miecz w bok tułowia.
-Milcz psie!
Bandyta wampir 4/12 (dwóch ucieka, jeden ranny)
Banita wampir 0/4
Dragosani:
Pozostała czwórka. Z czego dwójka uciekała, więc pozostali musieli zostać zabici szybko. Drago nie chciał aby ktoś mu uciekł. Gdy jeden z wampirów wbił miecz w bok drugiego, Drago skoczył. Zanim wbijający zdążył zareagować, choćby ustawić broń w próbach bloku, szabla Antaresa oddzieliła głowę od reszty jego ciała. Podobny cios spadł na szyję rannego wampira. Jego martwy już druh zranił go, a więc i osłabił. Pokaz czystej głupoty, który skończył się tragicznie dla dwójki dzikich. Pozostali uciekinierzy. Drago zaczął biec za nimi. Po drodze wypuścił z dłoni szablę i wyrwał włócznię, która wciąż wbita była w truchło banity. Puścił się pędem za uciekinierami. Był od nich starszy, sprawniejszy i szybszy. Dopadnięcie pierwszego nie stanowiło problemu. Będąc kilka metrów za nim, Drago wybił się w powietrze w spektakularnym skoku i wpadł na niego, przybijając go włócznią do ziemi. Trzymając tak uwięzionego i wrzeszczącego wampira, wyciągnął demoniczną rękę w stronę drugiego i poraził go piorunami, kończąc jego życie. Wyrwał włócznię z ziemi i ciała przygwożdżonego wampira i dobiłł go pchnięciem grotu w głowę. Wyrwał włócznie z truchła, po czym wrócił, aby zabrać i szablę. Umieścił broń przy pasie i na plecach.
- Możecie wyjść! - krzyknął głośno do kryjących się wieśniaków. - Ugaście pożar, oberżnijcie głowy dzikim i spalcie ich ciała! - Podszedł do głowy jednego z banitów i zsuwając lekko spił z niej nieco krwi. Chciał przeszukać wspomnienia wampira, czy aby nie wiedział czegoś o Bestii z Revar. Wziąwszy kilka łyków nasunął maskę na twarz.
Feanor Ihareg:
Na początku zobaczyłeś krótką naradę wampirów przed atakiem na wioskę. Planowali puścić osadę z dymem, a mieszkańców wypić bądź wyrżnąć po krótkich torturach. O dziwo nie było mowy o braniu niewolników do ich siedziby. Wcześniej była podróż. Widziałeś marsz przez ciemny las. Wampiry milczały, nastroje w bandzie nie były najlepsze. Następnie zobaczyłeś starcie krwiopijców z grupą odzianych w niedźwiedzie futra wojowników. Ludzie walczyli zawzięcie, udało im się unicestwić kilkoro dzieci nocy zanim sami zostali zabici. Może stąd wziął się ponury nastrój, który doskwierał wampirom w dalszej części podróży? Czułeś, że to nie to i sięgnąłeś dalej w krew. Potrzebowałeś odleglejszych wspomnień... I dostałeś je. Zamkowa sala, po brzegi wypełniona młodymi krwiopijcami. Trwa uczta. Do długiego stołu ustawionego na środku komnaty przywiązanych jest kilka osób. Młode kobiety. Niektóre krzyczą, inne nie mają już na to sił. Wampiry bawią się w najlepsze. Nagle, coś zakłóca ich świętowanie. Widziałeś cień ze skrzydłami. Pojawił się znikąd i zaczął rzeź. Wspomnienia twojej ofiary z tej nocy nie były jednak zbyt wyraźnie. Czułeś strach i panikę, co utrudniało ci postrzeganie obrazów. Musiałeś odpuścić.
Chłopi zdążyli już w międzyczasie wrócić do wioski. Zajęli się ugaszaniem pożaru wykorzystując do tego wodę z pobliskiej studni. Niektórzy desperacko próbowali dostać się do płonących chat by uratować jakieś cenne dla nich przedmioty. Jednocześnie starali się trzymać jak najdalej od ciebie. Jedyną osobą, która otwarcie zwracała na ciebie uwagę, była kilkuletnia dziewczynka w ubłoconej sukience. W jej spojrzeniu nie dostrzegałeś strachu, a zaciekawienie. Stała tak z rozdziawioną buzią, dopóki w okolicy nie pojawiła się jakaś kobieta, prawdopodobnie jej matka. Porwała dziewczynkę i przyciskając ją do piersi uciekła w głąb wioski.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej