Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Cień króla
Dragosani:
Drago wstrzymał konia, patrząc na dym w oddali. Było go zdecydowanie zbyt wiele na sytuację normalną, a więc oznaczać to mogło pożar wsi. Pożar wsi zaś mógł oznaczać, że ktoś ją napadł. Antares pognał konia, coby szybciej znaleźć się blisko osady. Chciał sprawdzić co się tam dzieje, może pomóc, gdyby zdołał. Zbliżył się do wsi, lecz zatrzymał konia. Zeskoczył z jego grzbietu. Szepnął wiernemu wierzchowcowi i wieloletniemu towarzyszowi kilka słów, coby uspokoić go i nakazać schronić się oraz czekać na powrót wampira. Wiedział, że Maximus posłucha i zadba o siebie. Znał go od lat. Sam zaś skupił w sobie swe wampirze moce i przybrał formę nietoperza. Pomknął na małych skrzydłach do wioski, chcąc zbadać sytuację z powietrza. Omijając przy tym słupy dymu.
Feanor Ihareg:
Unikanie dymu nie było łatwym zadaniem, ale ostatecznie ta sztuka ci się udała. Wieś tworzyło kilkanaście chat, których ułożenie z lotu ptaka przypominało podkowę. Niemal połowa budynków płonęła, wliczając w to spore dwupiętrowe domostwo będące prawdopodobnie karczmą, bądź czymś na kształt ratusza. Wszyscy mieszkańcy zostali zagonieni na środek osady przez grupę składającą się z parunastu odzianych głównie w czerń postaci. Chociaż chłopi mieli znaczną przewagę liczebną, to ewidentnie bali się sprzeciwić agresorom. Kilku z nich, prawdopodobnie tych odważniejszych, leżało już bez ducha na ziemi. Dla napastników to wszystko zdawało się być przednią zabawą. Otoczyli zgromadzonych na placu chłopów luźnym pierścieniem i szydząc z nich co chwila postępowali krok w przód, zmuszając tym samym przerażonych wieśniaków by tłoczyli się coraz ciaśniej. Jedna z zakapturzonych postaci niespodziewania zwróciła na ciebie uwagę. Wampir bandyta powiedział coś do stojącego najbliżej towarzysza i wskazał na ciebie palcem.
Bandyta wampir 12/12
Banita wampir 4/4
Statystyki:
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Dragosani:
Dragosani wrócił do swojej naturalnej formy jeszcze w powietrzu i wylądował zgrabnie na ziemi, kilkanaście metrów od zgromadzenia. Musiał chwilę odpocząć po przemianie, więc nie mógł rzucić się od razu do walki. Nasunął maskę bardziej na twarz. W hemis nie potrzebował jej ochrony, lecz nie chciał zostać poznanym. Ściągnął rękawicę, ujawniając demoniczna tkankę. Z pleców dobył włócznie o srebrnym grocie. W oczach wampirów (i ich ofiar) musiał tworzyć teraz interesujący widok. Lśniące srebro włóczni i blask demonicznej ręki. Wcielenie kary i sprawiedliwości.
- Mogę się przyłączyć? - zapytał tajemniczo, zbliżając się powoli.
Feanor Ihareg:
Widok demonicznej ręki zaskoczył zgromadzonych, ale dopiero dobycie broni wywołało niepokój wampirów. Ogień tańczący na dachach domostw odbijał się w grocie włóczni, przyciągał spojrzenia i hipnotyzował.
-Coś ty za jeden?!- Zawołał wyzywająco jeden z krwiopijców, obracając się przodem do ciebie. To był ten, który jako pierwszy cię wypatrzył. Do tej pory chłopi płakali, klęli i wołali litości. Teraz nagle zamilkli, dopatrując się swojej szansy w zamieszaniu wywołanym pojawieniem się nowego, tajemniczego wampira. Zapadła cisza, przerywana tylko odgłosem trzaskającego pod wpływem ognia drewna. Inny bandyta spojrzał na tego, który przed chwilą zabrał głos i bez słowa pokręcił przecząca głową.
Dragosani:
Dragosani wciąż się zbliżał. Nie miał zamiaru przyłączać się do uczty wampirów. Miał zamiar ich zabić. Wydać wyrok śmierci za nękanie jego poddanych.
- Jestem Światłem w Ciemności - powtórzył miano, jakim określił go duch wulkanu Aralak. Jakim określany był w wizjach, które nawiedziły go w kaplicy Zartata. I zaatakował. Wybił się gwałtownie, skacząc ku banicie, który do niego przemówił. Wampir nie posiadał zbroi na piersi, więc to był cel dla jego włóczni. Srebrny grot zalśnił w blasku księżyców i ognia. Jego ruch był nadnaturalnie szybki, rozmywający sie wręcz w oczach, nawet dla wampirów. Krew bestii dawała Dragowi przewagę. Wamiprza banda nie była już tutaj na szczycie łańcucha pokarmowego. Antares znalazł się przy banicie w oka mgnieniu i wbił grot włóczni w jego serce. Cios był szybki i precyzyjny. Grot zagłębił się w ciele wampira i od razu z niego wyszedł, zostawiając krwawiącą ranę, porażoną srebrem. To powinno wykluczyć go na jakiś czas z walki. Potem się go dobije, jeśli jeszcze będzie żył. Drago nie ustępował jednak. Miał przed sobą tłum wrogich wampirów, którzy musieli umrzeć. Wyciągnął demoniczna rękę, niemal odruchowo, po czym skupiając w niej moc poraził piorunami szarżującego na niego wampirzego bandytę. Wampir, pozbawiony lepszej zbroi, padł martwy. Miejsca, które dotknęły pioruny były zwęglone. Tymczasem wampirza banda napierała. Było ich wielu, lecz nie mogli atakować go wszyscy na raz. Dawało mu to pewną przewagę, lecz mimo to musiał wykonać serie spektakularnych uników i bloków. Krew bestii po raz kolejny okazała swoją przydatność. Wampir nie mógł jednak przeciągać tej walki. Istniało ryzyko, że w pustej desperacji wrogie wampiry wyrżną wieśniaków. Uchylił się przed serią ciosów kolejnego z banitów i wbił srebrny grot włóczni w ciało kolejnego z banitów. Krew chlusnęła, wampir zacharczał. Drago nie miał czasu wyszarpywać broni, więc na razie porzucił ją w ciele banity. Odskoczył z pustymi rękoma od gromady, dobywając szabli. Ta broń nie była ze srebra, więc i ciosu musiały być wymierzane na bardziej śmiertelne. Ścinanie głów zawsze działa. Nastąpiła kolejna seria uników i bloków. Drago musiał być cały czas absolutnie skupiony na walce. Koncentracja jego umysłu była iście nadludzka. Lata treningów mentalnych w domenie Protektora okazały się przydatne. Sparował serię ciosów jednego z wampirzych bandytów i ciął ostrzem po jego szyi, pozbawiając go głowy. Serią piruetów i tanecznych kroków wymanewrował spomiędzy otaczającej go grupy. Nie mógł dać się otoczyć. Kilka kroków dalej i skok ustawiły go pomiędzy grupą wampirów a wieśniakami. Teraz mógł ich bronić. Ruszyła na niego dwójka pozostałych banitów. Bandyci próbowali go otoczyć. Dwóch z nich ładowało kusze. Jeden z banitów nabrał powietrza do płuc w charakterystyczny sposób. Drago wiedział już co się stanie, lecz nie bardzo mógł temu zapobiec. Banita Krzyknął. Przeraźliwy jęk poraził uszy Draga, na moment go oszałamiając. Ten moment wampiry wykorzystały do ataku. Wampiry z kuszami strzeliły. Antares instynktownie odbił bronią pierwszy bełt, drugi złapał demoniczną dłonią i odrzucił go. Próbował otrząsnąć się po Krzyku, kiedy banici ruszyli do ataku. Drago wykonał serie uników. Nie bardzo mógł teraz kontratakować. Musiał zrobić coś, aby dać sobie chwilę wytchnienia. Pobrał więc moc magiczną z odłamka Kryształu i uformował ją w zaklęcie.
- Aenye! - krzyknął, wznosząc dłoń. Wystrzelił z niej jasny błysk, który powinien oślepić na moment wampiry. I dać mu niezbędny moment. Miał nadzieję, że wieśniacy skorzystają z okazji, aby się schronić.
Bandyta wampir 10/12
Banita wampir 2/4
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej