Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Cień króla
Dragosani:
Drago ani nie rzucił broni, ani nie uklęknął.
- Już wzywasz wsparcie? - skomentował jego wcześniejszy okrzyk. - Więc podświadomie już rozumiesz kto przed kim powinien klękać. - Cały czas obserwował wampira. Jasne było, że do konfrontacji w końcu dojdzie. Jednak nadszarpnięcie pewności siebie Bestii, wywołanie u niej gniewu mogło przynieść minimalną przewagę w czasie walki. Rozpoczęcie jej, zadanie pierwszego pchnięcia, było jednak nierozważne. Ukryty i tak by go uniknął, a Drago tym samym wystawiłby się na cios.
Feanor Ihareg:
- Wsparcie? Chciałbym tylko zapoznać cię ze sługą, którego pozyskałem niedawno. Nie miałem jeszcze okazji przetestować jego siły. Już nadciąga. Słyszysz? Łup, łup, łup.- Wampir zaczął udawać odgłos skrzydeł uderzających powietrze. Z początku słyszałeś tylko spokojne, miarowe łopotanie jego własnych. Później jednak dołączyło do nich kolejne. Chwilę po tym księżyc przysłonił wielki cień. -Łup, łup, łup.- Mówił potwór oddalając się od ciebie. Przez cały czas na moment nie spuszczał cię z oczu. Widoczny na tle księżyca cień z każdą chwilą powiększał się, lecąc w twoją stronę z ogromną prędkością.
Dragosani:
Drago spojrzał z przymrużonymi oczami na Bestię. Czyżby mutacja tego wampira wypaczyła też jego umysł? Zdziczenie było oczywiste, lecz było w tym coś jeszcze. Nie był to jednak moment na diagnozowane stanu mentalnego dzikiego wampira. Nadlatywał bowiem potwór. Drage. Latawiec. Wielki, latający, wampirzy stwór. Drago uśmiechnął się krzywo. Zaś drage wlec iał do sali przez dziurę w jej ścianie i suficie. Był jednak trochę za duży, aby uczynić to bez przeszkód, więc zwyczajnie wbił się do sali przez resztki sufitu, niszcząc je. Pomieszczenie zasypał grad kamiennych odłamków, więc Dragosani musiał jego uniknąć. Jego refleks i zwinność okazały się niezwykle pomocne w tej kwestii. Gruz spadł, Antares zaś odskoczył do przodu, unikając zgniecenia przez kamienie i samego drage. Teraz pozostało rozprawić się ze skrzydlatą maszkarą. Ukryty gdzieś umknął. Zapewne obserwował poczynania swojego zwierzaczka z bezpieczne miejsca. Należało więc pozbyć się zwierzaczka.
Dragosani natychmiast odzyskał orientację w sytuacji, gdy tylko huk niszczonego sufitu i upadku drage przeminął. Teraz w sali znajdował się wielki potwór. Miejsce było tutaj raczej ograniczone, lecz to akurat działało przeciwko latawcowi. Bydle złożyło skrzydła i odwróciło się, aby zaatakować Draga. Machnał potężnie złożonym skrzydłem, chcąc uderzyć nim mniejszego wampira, lecz ten odskoczył poza jego zasięg. Stwór od razu zaszarżował na Draga, rozgarni9ajac po drodze gruz lezący na ziemi. Będąc już blisko, kłapnął zębami. Nie trafił, więc zaatakował w ten sposób raz jeszcze i znowu. Dragosani był jednak zbyt zwinny aby dać się rozgryźć. Po trzecim ataku latawca, sam zadał własny cios. Szybkie pchnięcie włócznią i srebrny grot przebił bok pyska latawca, raniąc jego polik. Nie byłą to rana zbyt poważna, lecz bolesna. Stwór ryknął wściekle i zaatakował pazurami. Dragosani prześlizgnął się pod jego ciosem i znalazł się w ten sposób z boku potwora. Biegł za niego. W biegu dźgnął grotem włóczni latawca pod jedno z jego skrzydeł. Ponownie rana nie była poważna. Miała na celu jedynie osłabić potwora. Być jedną z wielu, które doprowadzą do jego śmierci. Potwór znów ryknął i błyskawicznie się odwrócił. Zniszczył w ten sposób fragmenty już zwalonych ścian i sufitu, które pokrywały podłogę. Drago musiał uważać, aby nie dostać odłamkiem. Odskoczył w tył i przygotował się do dalszych działań. Potwór był już odwrócony w jego stronę i ruszył na niego prędko.
Antares poczekał jeszcze uderzenie serca i...
- Aenye! - krzyknął, wyciągając dłoń. Jasny błysk zalał pysk drage, porażając jego oczy i oślepiając go. Bydle było wyjątkowo wrażliwe na jasne światło. Ból i szok nim wywołane były oszałamiające. Maszkara nie zatrzymała się jednak w swej szarży i z rozpędu wbiła się w ścianę. Dragosani zdążył uskoczyć, więc nie został zmiażdżony. Wykorzystując chwilę słabości wielkiego wampira, Drago skoczył. Znalazł się z boku bestii i pchnął potężnie włócznią. Celował w głowę, którą oszołomiony wampir obniżył. Chciał tym silnym pchnięciem przebić czaszkę potwora i uszkodzić jego mózg.
Feanor Ihareg:
Nie było łatwo, ale udało ci się. Włócznia nie chybiła, a wielki latawiec padł od twojego ciosu. Prawdziwa walka miała się jednak dopiero zacząć. Ukryty zaatakował zdradziecko, od tyłu, zanim jeszcze wyciągnąłeś grot z ciała latawca. Bestia nadleciała i spróbowała ciąć cię szponami po karku. Miałeś mgnienie oka na reakcję.
Dragosani:
Wygrywając podstępny atak Dragosani puścił włócznię, pozostawiając ją w ciele latawca. Nie było czasu nawet na szybkie szarpnięcie. Drago błyskawicznie się schylił, uchodząc spod pazurów Bestii. Na ugiętych nogach wykonał piruet, odchodząc jednocześnie w bok. W tym jednym płynnym ruchu wydobył z pochwy przy pasie szablę. Nie była to broń srebrna, lecz dobrze wymierzone ostrze z czarnej rudy mogło zatrzymać każdego. Okręcając się, w jednym ruchu, niczym liść na wietrze, ciął szeroko celując w przedramię Bestii.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej