Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień króla

<< < (28/33) > >>

Feanor Ihareg:
Owo pomieszczenie okazało się być sypialnią. Kiedyś miejsce to musiało robić wrażenie, z racji swojego bogatego wystroju. Teraz jednak mogło wzbudzić co najwyżej wstręt i odrazę. Powietrze było ciężkie od kurzu, obrazy pozrzucane ze ścian i podarte, zaś ogromne łoże leżało wywrócone, podobnie jak fantazyjnie zdobiony kredens i szafa. W grubym dywanie na podłodze zalęgły się mole, a w dodatku po całej komnacie latały muchy. Ich natrętne bzyczenie nieprzyjemnie drażniło twój wyczulony słuch. Prawdopodobnie owady zostały tutaj zwabione przez zwłoki mężczyzny gnijące nieopodal łóżka. Sądząc po stanie rozkładu, ciało było dużo starsze niż te które dotychczas znajdowałeś w warowni. Być może ofiara poprzednich właścicieli? Tego już raczej się nie dowiesz. Tym, co przyciągnęło twoją uwagę, było przejście po drugiej stronie pokoju. Kolejne drzwi, tym razem otwarte. Nie wiedziałeś czy prowadzą do garderoby, na następny korytarz, czy do innej sypialni. W tym przejściu na krótką chwilę mignęła ci końcówka skrzydła, która jednak zaraz zniknęła.   

Dragosani:
Drago spojrzał podejrzliwie na muchy. Nie była to do końca ich pora roku, no ale co poradzisz? Są i bzyczą. Jak jakieś bzyki.  Bzyczące bzyki co bzyczą bzycząc w czasie bzyczenia. Kątem oka złowił skrzydło, które zaraz zniknęło za futryna otwartych drzwi. Drago westchnął bezgłośnie. Więc maszkara tak chciała się zabawiać. Wampir żałował przez moment, że nie zakupił sobie run. Spaliłby wtedy całe te ruiny i wypłoszył tak bestię. No ale nie ma co płakać nad niekupionym mlekiem. Podszedł do drzwi i wyciągnął rękę, jeszcze przed nimi. Nie zamierzał wejść tam i dać się zaskoczyć tak jak planował to uczynić fenorum. Tak więc wystawił rękę za próg i od razu uformował zaklęcie Błysku.
- Aenye - wypowiedział inkantację, zalewając drugie pomieszczenie jasnym światłem.

Feanor Ihareg:
Hemis i mróz nie przeszkadzały tym muchom, bo były to złowrogie mucho-wampiry żywiące się zakrzepłą krwią umrzyków. Odpowiedzią na twoją inkantację był paskudny rechot. Bardziej przypominał on szczekanie psa niż faktyczy śmiech. Dobiegał z oddali. Bestia zdążyła już bowiem opuścić pokój który potraktowałeś zaklęciem. Zmieniła swoje położenie, ale nie zamierzałeś jej z tego powodu tak po prostu odpuścić. Podążałeś za wampirem jeszcze przez kilka pomieszczeń. Przez cały czas był on niemalże na wyciągnięcie ręki, jednak umiejętnie zachowywał dystans uniemożliwiający ci rozpoczęcie walki. Zachowywał się zupełnie tak jakby próbował zgubić cię gdzieś w labiryncie komnat i korytarzy warowni Himinn. Albo jakby chciał doprowadzić cię w jakieś konkretne miejsce. Pchnąłeś kolejne wrota. Momentalnie uderzył cię podmuch chłodnego powietrza. W pierwszej chwili wydało ci się, że znalazłeś się na zewnątrz, na otwartej przestrzeni. W rzeczywistości stanąłeś w sporej sali, której brakowało jednej ściany i połowy sufitu. Pomieszczenie musiało znajdować się gdzieś z tyłu fortecy, bo wcześniej nie dostrzegłeś w budowli tak wielkiego wyłomu. Kilkanaście metrów przed sobą wreszcie zobaczyłeś potwora, po którego krew przybyłeś. Bestia z Revar ukazała ci się w całej swojej mrocznej okazałości. Łopocząc skrzydłami, wampir zawisł w powietrzu jakieś dwa metry dalej od krawędzi podłogi. Ponad nim świecił księżyc w pełni.   
-Przybywasz by rzucić mi wyzwanie?- Wycharczał. -Porzuć nadzieję! Zyskałem moc, o jakiej inni mogą tylko śnić! Nazywacie się Dziećmi Nocy. Ja jestem jej Ojcem. Krew każdego z was będzie należeć do mnie!



//Sala to prostokąt o wymiarach 10m na 20m. Brakująca ściana jest tą dłuższą. Na podłodze sporo gruzu, który kiedyś był sufitem. Oprócz tego pomieszczenie jest puste.

Dragosani:
- Nie masz pojęcia kim jestem, prawda? - zakpił Drago, gdy usłyszał jak sam siebie nazwał monstrualny wampir. T%o było wręcz śmieszne. - Stawaj więc. Zobaczymy kto bardziej zasługuje na miano Ojca Nocy. - Chwycił pewniej włócznię, stanął w lekkim rozkroku, aby być gotowym do błyskawicznej reakcji. Był absolutnie skupiony, oczyścił umysł ze zbędnych myśli. Teraz był bronią. Nie liczyło się nic innego, prócz tej walki.

Feanor Ihareg:
W czarnych oczach bestii połyskujących jak dwa onyksy na chwilę pojawił się cień zwątpienia. Zniknął on jednak niemal natychmiast. Wampir wykrzywił i tak już paskudną twarz we wściekłym grymasie, po czym wrzasnął, lecz jego celem nie było ogłuszenie ciebie. Do mnie. Szybko zrozumiałeś co właśnie zrobił. Następnie zaczął zbliżać się w twoją stronę. Nie spieszył się, leciał powoli unosząc się kilkadziesiąt centymetrów nad podłogą. Zatrzymał się dwa metry przed tobą, ciągle nie dotykając podłoża.
-Rzuć to i uklęknij, a zabiję cię szybko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej