Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Cień króla

<< < (27/33) > >>

Dragosani:
Dragosani już szykował się do obrony, do spektakularnego uniku i wybiciu wszystkich strzogoni jednym ciosem, nabijając je wszystkie niczym szaszłyk na włócznię. Ale nie zdążył. I już nikt nigdy takiej walki nie zobaczy. Gdy rozległ się ten dziwny okrzyk, rozkaz raczej, Drago skonsternował się. Lecz tylko na moment. Szybko domyślił się co, lub raczej kto, był jego źródłem. Spojrzał na budynek. Jego wzrok powędrował w górę. Tam skąd naszedł sygnał. Domyślił się także, że Bestia nie zejdzie do niego. Sam by tak nie zrobił. Przygotował się. Zdjął rękawicę z lewej ręki, odsłaniając tkankę demoniczną, sprawdził czy pistolet jest gotowy do strzału, chwycił pewniej włócznię i ruszył do budynku, aby wejść na górę.

Feanor Ihareg:
Po wejściu do fortecy znalazłeś w wielkim holu. Na wprost znajdowały się szerokie schody, którymi ruszyłeś na górę. Wyszedłeś na korytarz.

Był zdewastowany. Tu i ówdzie porozrzucane były kawałki ciał. Wszędzie były plamy z zaschniętej krwi.
-Mówiłem. Precz!- Zachrypnięty głos dochodził zza podwójnych drzwi po twojej prawej stronie. Wróg był blisko.

Dragosani:
Dragosani nie przejął się złowieszczym głosem. W swoim życiu widział i walczył z takimi potworami, przy których ten wampir to bardzo miły i kulturalny gentleman. Wyczerpujące walki z demonami wyższego rzędu, mentalne zmagania z bytami astralnymi opętującymi ciała nieszczęśników, słowne utarczki w pałacu z napuszonymi posłami i szlachtą. Sam przez jakiś czas był opętany i zmuszony był do ciągłej walki o własny umysł, o ukrycie przed demoniczna jaźnią choćby najmniejszych sekretów, które mogły go uwolnić. To była jedna z najcięższych walk w jego długim życiu. Więc wampir, nawet potężny, przeganiający go pierwotnym rozkazem, nie mógł zmusić go do odejścia.
- Chcę tylko twojej wiedzy - przemówił w powietrze, nie zwalniając kroku. - Możemy uniknąć walki. - Chociaż szczerze wątpił, czy to możliwe.

Feanor Ihareg:
Odpowiedziała ci cisza. Stanąłeś przed drzwiami, zza których przed chwilą dochodził ten głos. Mogłeś za nim podążyć lub spróbować eksploracji zamczyska.

Dragosani:
Dragosani zatrzymał się przed drzwiami. Drzwi jak to drzwi, zamykały przejście. Były drewniane, masywne, dwuskrzydłowe. Miały klamki. Na obu skrzydłach, na ich wewnętrznych krańcach, z dala od zawiasów. Klamki były wykonane z mosiądzu i tak fikuśnie zawinięte. Zawiasy, o których już wspomniano, mosiężne nie były. Wykonane były z mocniejszego metalu. Musiały takie być z racji swojej funkcji. Wracając jednak do samych drzwi, były one drewniane. Jak już wspomniano. Drewno było ciemne. Przez lata swojego istnienie, z czego znaczna część przypadała na okres zapomnienia, drewno pociemniało, zyskując barwę ciemnego brązu. Drewno nie było też gładkie. Jego powierzchnię pokryły liczne niedoskonałości, powstałe przed lata zaniedbania. W dotyku było zimne, wychłodzone temperaturami hemis.
Antares nacisnął klamkę i pchnął drzwi, wchodząc do pomieszczenia za nimi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej