Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Niechciani goście
Melkior Tacticus:
- No nieźle panowie. Przyznała Jagna, jej widły i suknia były we krwi. Czterech chłopów miało lekkie rany, a do portu zbliżała się bojowa fregata kompanii. To był dobry dzień. Jakiś inteligentny wsiór przyniósł liny i związał jeńca. - Janek, Mietek! Uprzątnijcie naszych, i zakryjcie ich czymś na Rashera. Jesteśmy wdzięczni za pomoc sierżancie.
Torstein Lothbrok:
– Żaden problem, panno Jagno – odpowiedział kobiecie. Uśmiechnął się. To był bardzo dobry dzień. A będzie jeszcze lepszy, gdy ich sakwy się napełnią srebrem, a brzuchy jadłem i piwem. Puścił do kobiety uwodzicielsko, po wikingowemu oczko. – Ashog, weź no tego gnoja i na konia. Lecim z nim do Bastardo.
Ashog "Stalowa furia":
Ork wpierw zabrał tarczę, założył na plecy. Miecz otarł z krwi i schował w skórzanej pochwie na plecach i poszedł po jeńca. Chwycił go bez wysiłku, zawiesił sobie go przez ramię i zawlókł na konia, przywiązując tak by nie spadł. Sam wskoczył na konia, zgrabniej niż można by sądzić po jego posturze.
Egbert:
Egbert kończył już czyścić swoją broń. Gdyby nie to, że jego futrzana zbroja była ubabrana we krwi, to można by uznać że Bękart nie stoczył przed chwilą żadnej walki. Był równie nieporuszony jak zazwyczaj. Bez cienia emocji otaksował wzrokiem całe pole bitwy, licząc poległych po obu stronach. Padło paru chłopów, ale wcale nie tak wielu. No i nie zginął żaden z Bękartów. Całkiem nieźle, zważywszy na to, że najeźdźcy zostali wybici do nogi. No, pomijając jeńca wziętego przez Ashoga. Rudobrody był ciekaw, co też ten człowiek wyśpiewa im kiedy już zabiorą go do loszku. Nie pochodził stąd, to było pewne. Takich dziwolągów najemnik jeszcze na tej wyspie nie widział.
-Macie pomysł, skąd oni się wzięli?- Zapytał towarzyszy.
Leonard:
Leonard z wdzięcznością przyjął butelkę rumu i pociągnął spory łyk. Trunek był taki, jak być powinien. Przejrzysty i mocny, spływał w głąb gardła niczym płynny ogień. Leo otarł usta, odetchnął głęboko, po czym napił się jeszcze trochę. Dopiero po tym poczuł się odrobinę lepiej. Nieznacznie, ale zawsze była to jakaś poprawa. Podziękował sierżantowi i oddał mu butelkę. Pora była wracać do Bastardo. Dobrze, że sprzątanie trupów to już nie nasze zmartwienie. Pomyślał patrząc na te wszystkie zmasakrowane ciała walające się po okolicy. Na Rashera, ile krwi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej