Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Niechciani goście
Egbert:
Egbert kontynuował swój pojedynek z dwoma dzikusami. Udało mu się już wymanewrować ich tak, by jeden ustawił się za drugim. Teraz Bękart mógł rozpocząć eliminację. Skrzyżował swoje ostrze z mieczem wojownika hordy, po czym obie bronie skierował ku ziemi. Później zrobił użytek z drugiej ręki, w której trzymał sihil. Pchnął nim przed siebie przebijając klatkę piersiową wroga, w miejscu gdzie powinno być serce. Wszystko wskazywało na to, że ten ważny organ faktycznie tam był, bowiem raniony mężczyzna oddał ostatnie tchnienie jeszcze zanim Egbert wyszarpnął z niego swoją bronią. Walka jednak trwała nadal. Rudobrody miał bowiem przed sobą jeszcze jednego przeciwnika. Pozostali najeźdźcy, kątem oka najemnik dostrzegł że nie zostało ich już zbyt wielu, zajęci byli innymi synami Rashera. Egbert uśmiechnął się. Torstein i Ashog szybko się z nimi rozprawią. Jeśli zaś morscy bandyci spróbują ratować się ucieczką to pewnie zapoznają się z bełtami Mirzaka. Jak na skończonego alkoholika, krasnolud miał całkiem niezłe oko. To trzeba mu było przyznać.
4x Horda
7x chłopi
Leonard:
Leonard był cały we krwi wroga, którego przed chwilą posiekał na drobne kawałki. Wyglądało na to, że chłopak dopiero co otrząsnął się z szoku. Spojrzał na zmasakrowane zwłoki przed sobą, po czym jego własnym ciałem wstrząsnął spazm i Leo zwymiotował cały dzisiejszy obiad. Szybko jednak otarł usta rękawem i ponownie rzucił się w wir walki. Z mieczem wyciągniętym przed siebie dosłownie wbiegł na dzikusa zajętego walką z jednym z chłopów. Obywatelski miecz wbił się w ciało członka hordy idealnie pomiędzy jego łopatkami. Zupełnie jakby młody Bękart zmierzył wcześniej plecy przeciwnika miarką i dokładnie przymierzył się do zadania pchnięcia. W rzeczywistości Leo wbił miecz niemalże na oślep. Po prostu dopisywało mu dzisiaj szczęście.
3x Horda
7x chłopi
Egbert:
Egbert w tym czasie nie odpuszczał swojemu rywalowi, zasypując go gradem uderzeń i spychając do defensywy. Atakował dwoma mieczami, praktycznie nie dając przeciwnikowi ani sekundy na złapanie oddechu. Wojownik hordy nie spisywał się najlepiej w obronie, dlatego już po chwili zaczął się gubić we własnych ruchach i całkiem stracił kontrolę nad tym starciem. Był teraz kompletnie wybity z rytmu, bez przerwy tylko cofał się desperacko próbując parować kolejne ataki najemnika. Rudobrody zaś czekał tylko na jakiś błąd ze strony przeciwnika. Jak się okazało, nie musiał czekać długo. Nie mogąc poradzić sobie z tą nawałnicą uderzeń, pomalowany na biało wojownik źle złożył rękę do bloku. Z tego powodu siła następnego ciosu Egberta, zamiast rozłożyć się na klindze dzikusa, przeszła na jego nadgarstek. Nagłe ukłucie bólu sparaliżowało rękę niedoszłego grabieżcy przez co broń wypadła mu z dłoni. Zanim mężczyzna zdążył choćby zakląć, Bękart Rashera chlasnął go sihilem po twarzy masakrując mu facjatę i niszcząc czaszkę.
2x Horda
7x chłopi
Ashog "Stalowa furia":
Rzucił tarczę, chciał się pobawić. I wziąć jeńca. Ruszył na pierwszego, sparował jego cios i odbił, odsłoniętego zdzielił lewą piąchą w twarz. Wojownik stracił kilka zębów i padł nieprzytomny*. Ostatni ruszył w krwawym szale na kaprala, ork chwycił pewniej Furię, ciął od dołu z lewej, odrąbując rękę z toporem w łokciu. Wróg złapał się za krwawiący kikut, wtedy cios czarnej klingi pozbawił go drugiej ręki. Wtedy dopiero zaczął krzyczeć. Padł na kolana a Ashog ciął go po gardle. Krew bryzgnęła na pancerz Stalowej Furii, śnieg, by na końcu spłynąć po trupie. Zapadła cisza. Przerywana bitwą morską w oddali.
*Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Torstein Lothbrok:
Udało się pokonać najeźdźców. Blisko dwudziestu poszło pod miecz i topór, jeden z kolei przeżył. Ashog zawsze wiedział jak porządnie przypierdolić, ale przy tym nie zabić. Torstein rozejrzał się. Wytarł miecz z krwi i schował go. Podobnież uczynił z puklerzem. Z jednego z trupów bez trudu wyjął toporzysko, jedynie wspierając nogę o rzeczone truchło. Trzymając tak ociekające krwią ostrze poklepał po ramieniu Stalową Furię. To samo też zrobił z Leonardem.
– Dobra robota, młody – pochwalił. Wytarł topór i schował go.– No i w dodatku żyjesz. Brawo. Przeżyłeś swój chrzest ognia. Będą z Ciebie ludzie. A tu masz, golnij sobie. Pozbędziesz się posmaku wymiocin – dodał, podając Leonardowi buteleczkę rumu, jaką przy sobie nosił. Srogi trunek, ale ma swoją wartość.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej