Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Niechciani goście

<< < (6/12) > >>

Ashog "Stalowa furia":
- Waaaaaaagh! Ryknął, nawet głośniej od wikinga, tylko tak jak ork potrafi ryknąć ichniejsze "waagh". Odziana w futro góra ruszyła pędem w grupę najeźdźców. Ashog pędził z pawężem, w sumie taranując troje bandytów. Przepchawszy się przyjął coś na pawęż. Cios? Nie poczuł specjalnie, usłyszał. Pchnął mieczem w bebechy nacierającego nań wojownika, rozpruwając mu brzuch, flaki, kupa, krew... wszystko wraz z właścicielem walało się po okolicy. Ork zrobił unik, mimo swej wagi był zwinny niczym warg, jednocześnie ciął odrąbując lewe ramie grabieżcy, poprawił chwyt i gdy ten chwycił się za kikut odrąbał mu nogę. Cofnął się, przyjął cios na pawęż, mocno odepchnął wroga i rąbnął po łbie, rozpłatając czaszke.
Vivat Bastardus Rasher! Nihil est Victoria Dulcis. Ryczał czerwony od posoki.

11x Horda

8x chłopi

//Podkład

//www.youtube.com/watch?v=BYAZ5RZBMgk

Egbert:
Jeden z dzikusów ruszył prosto na ładującego kuszę Mirzaka, myśląc pewnie że strzelec będzie stanowił dla niego łatwy cel. Wtedy jednak, zza pleców krasnoluda jak z podziemi wyrósł Egbert. Idąc za przykładem towarzyszy, mężczyzna zaryczał wściekle coby pokazać najeźdźcom, że ich wrzaski nie robią na Bękartach Rashera najmniejszego wrażenia. Ktoś, kto obrał sobie za patrona boga śmierci nie mógł przestraszyć się byle krzyków i walania w bęben. Takie coś mogło robić wrażenie na prostych mieszkańcach wioski, w dodatku nie na wszystkich. Paru rybaków dzielnie stanęło bowiem do walki u boku najemników. Rudobrody szybko wyminął krasnoluda i starł się z wrogiem kilka kroków przed kusznikiem. W dłoniach trzymał oba swoje miecze, bo przy takiej ilości przeciwników będzie musiał parować ciosy ze wszystkich stron. Teraz uderzył mithrilową klingą w ostrze topora wroga spychając je na bok, po czym wjechał kontynentalnej łajzie z bara. Wojownik hordy został odepchnięty do tyłu i wybity z rytmu, jednak Egbert jeszcze nie skończył swojego natarcia. Postąpił do przodu i uderzył przeciwnika czołem w twarz. Potężny cios sprawił, że pod dzikusem i ugięły się nogi i upadł na plecy z twarzą zalaną krwią. Nieślubny syn Rashera rzecz jasna wykorzystał ten moment by zakończyć ich krótki pojedynek. Przydeptał rękę, w której tamten dzierżył topór, a następnie wbił mu koniec miedzianego ostrza w gardło. Raniony wróg zacharczał dławiąc się własną krwią i wyzionął ducha w kilka sekund. Egberta jednak już wtedy przy nim nie było. Zajęty był walką z dwoma innymi najeźdźcami. Byli silni, szybcy, sprawni fizycznie. Nie mieli jednak żadnej techniki, walczyli bez cienia dyscypliny, w ogóle nie zastanawiając się nad tym co robią. Dla kogoś mającego tyle doświadczenia co Egbert i tak opanowanego jak on, kontrolowanie dwóch takich wojowników nie było jakiś szczególnym wyzwaniem. Rudobrody manewrował tak, by ustawić sobie wrogów w linii. To powinno ułatwić mu wygranie walki.

10x Horda

8x chłopi

Leonard:
Początkowo Leonard nie wiedział co ze sobą począć. Czuł jak wszystkie jego kończyny robią się sztywne, a ciało odmawia posłuszeństwa. Zacisnął na swoim mieczu obie dłonie. Wiedział, że trzymanie w ten sposób jednoręcznej broni to klasyczny błąd początkujących, ale nie wiedzieć czemu trochę go to uspokoiło. Przed sobą widział towarzyszy walczących prawie że z uśmiechem na ustach. Jak oni to robią? Zdążył pomyśleć, za nim jeden z najeźdźców przedarł się przez pierwszą linię Bękartów i ruszył prosto na niego. Ten moment Leo miał zapamiętać do końca życia, bo była to chwila w której podjął najważniejszą jak dotąd decyzję. Mógł poddać się przerażeniu, ulec, odrzucić miecz i wziąć nogi zapas. Wtedy na zawsze musiałby porzucić marzenia o zostaniu wojownikiem, sławie i bogactwie. Nie pozostałoby mu nic innego jak tylko zatrudnić się jako pomocnik w jakimś gospodarstwie i do śmierci klepać biedę. Inną opcją było wzięcie się w garść i pokazanie pozostałym, że jest prawdziwym mężczyzną.
-Waaaaaaaagh!- Wrzasnął by dodać sobie otuchy, a potem wzniósł swój miecz nad głowę i zaszarżował na wroga. Wojownik hordy zrobił dokładnie to samo ze swoim toporem. Miecz był jednak szybszy niż ciężkie toporzysko dzikusa, dlatego spadł jako pierwszy. Miedziane ostrze uderzyło w nadgarstek dzikusa nieomal odrąbując mu dłoń, w której trzymał topór. Leonard, jak w transie, zaczął wtedy okładać wroga raz za razem. Uderzał jakby rąbał drewno, w kilka chwil zmieniając ciało pokonanego w krwawą papkę.

9x Horda

8x chłopi

Torstein Lothbrok:
Szeregi najeźdźców szybko się kurczyły. Jednak nie znaczyło to, że nieślubne syny Rashera mogły spocząć na laurach. Zagrożenie wciąż istniało, horda wciąż żyła, a walka trwała. Torstein przyjął na swój puklerz cios topora jednego z hordowców. Wiking ustawił przy tym tarczę pod kątem, dzięki czemu ostrze ześlizgnęło się po osłonie i zaryło w ziemię. Lothbrok kopnął go kolanem w brzuch, po czym łupnął tarczą, odpychając najeźdźcę. Ciął z wysoka, po skosie, rozcinając bez problemu żebra i płuco wojownika.
Drugi zaatakował mieczem, chcąc go pchnąć w gardło. Puklerz raz jeszcze okazał się nieocenioną pomocą. Hordowiec odskoczył, gdy tylko jego atak nie wyszedł. Ciął od dołu, chcąc zranić wikinga w kolano. Ten jednak szybko osłonił je mieczem, blokując cios. Ostrza skrzyżowały się. Wiking uderzył tarczą, na co biała horda zwinnie uskoczył w bok i zaatakował z flanki. Lothbrok odpowiedział własnym unikiem w postaci uskoku w tył. Zamachnął się i cisnął miecz w przeciwnika, trafiając prosto w rozwartą gębę. Szybko dotarł do przeciwnika i wyjął miecz trupa, zanim ten jeszcze upadł.
Przyjął kolejny atak, tym razem na miecz. Uderzył napastnika barkiem, odpychając go, po czym kopnął w brzuch. Wojownik zgiął się w pół i zrzygał. Torstein nie marnował więc czasu. Zakręcił mieczem szybkiego młyńca, chwytając Grabarza w odwrotnym chwycie. Pchnął w plecy przeciwnika. Ostrze przeszło na wylot. Krew zmieszała się z piaskiem.
– WAAAAAAAGH! – zawył jeszcze, wyrywając miecz z trupa. – Rasher zaprasza!

Mirzak aep Rothgar:
Tempo eliminacji było zaskakujące dla Mirzaka wieśniacy nawet jeszcze żyli, wioska nie płonęła, on i nowy żyli. Same sukcesy. Krasnolud z naładowaną kuszą wyjrzał zza swej osłony, akurat gdy jeden chłop dostał toporkiem przez łeb tak że połowa jego czaszki wisiała na kawałkach skóry. Biedak był martwy. Szeregowy skupił się, wycelował i posłał bełt w przeciwnika. Pocisk uderzył z w pierś, rozwalając płuco i serce. Bandyta zwalił się na uwaloną od krwi ziemię. Znikł za rogiem chaty, repetował broń. Śniegu nie było w sumie widać. A w oddali kolejne bębny i... huk dział. Dla przeciętnego ucha wszystkie brzmią tak samo. Nie dla krasnoluda, w dodatku marynarza. To musiała być Pięść Rashera, strzelająca z pościgowych. Wracali z patrolu.




5x Horda

7x chłopi

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej