Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Niechciani goście

<< < (5/12) > >>

Egbert:
Egbert, chociaż potrafił strzelać, nie zdążył jeszcze zaopatrzyć się w broń dystansową. Dlatego teraz przykucnął za Mirzakiem, by bronić strzelca gdy nadejdą wrogowie. Rudobrody rzuci się wtedy do przodu, co powinno pozwolić krasnoludowi na trochę dłuższe prowadzenie ostrzału. Ciekawe, czy ci podrabiani wikingowie będą bić się równie dobrze jak ci prawdziwi. Jeśli tak, to przejebane. Pomyślał, jednak wizja możliwej przegranej wcale nie osłabiła jego morale. Przeciwnie. Całe swoje życie był żołnierzem, kierował się określonymi zasadami, i nie zamierza zmieniać się na sam koniec. Jeśli ma zginąć, to ze stalą w piersi. Nie w plecach.

Leonard:
Leonard wykorzystał osłonę jaką zapewniało mu wielkie cielsko Ashoga i schował się za orkiem. Dobył miecz i prawie upuścił go na ziemię, tak spocone były jego ręce. Chłopak rozejrzał się nerwowo na boki żeby sprawdzić, czy żaden z jego towarzyszy nie dostrzegł tego oczywistego przejawu słabości. Leo miał szczęście, bo wszyscy zajęci byli przygotowywaniem się nadchodzące starcie. Maurem szybko wytarł dłonie w spodnie i pewniej uchwycił rękojeść swojej broni. Spróbował przełknąć ślinę, ale nagle zrobiło mu się przeraźliwie sucho w ustach. To miała być jego pierwsza prawdziwa walka. Dam radę, nie jestem tu sam. W myślach starał się dodać sobie otuchy.

Melkior Tacticus:
Dało się słyszeć wojenne bębny. Okręty były blisko, coraz bliżej. Połowa chłopów uciekać zaczęła, potem połowa z tej co została. Pozostała 11 się rozproszyła. Na wioske poleciał grad strzał, trafił troje chłopów. Statki dobrze nie zaryły o piach a z każdego wypadło 11 dzikusów z toporami, pomalowani na biało.

60m od nabrzeża ląduje

21x https://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Wojownik_Bia%C5%82ej_Hordy uzbrojeni w topory



Mirzak aep Rothgar:
- Więcej was matka nie miała?! Spytał retorycznie, wychylił się zza winkla i posłał żelazny bełt w pędzący tłum barbarzyńskiej hordy. Chuj wie skąd. Fakt, nikt nie wiedział kim byli, ale raczej nie wpadli na kawę i ciasto... Pocisk trafił w bebechy jakiegoś bandyty. Ten zgiął się w pół, rzygnął krwią i padł na glebę. Mirzak tego nie widział, rychtował kusze. Horda starła się z wsiórami.

20x Horda

11x chłopi

Torstein Lothbrok:
Ashog nie ma kuszy. Ale ze mnie cep!
Wiking podniósł kuszę do barku i wymierzył z niej. Celu nie musiał długo szukać. Był nim jeden z "hordowców", który zamachnął się na jakiegoś wieśniora. Spust został naciśnięty, bełt posłany, a wojownik wroga zabity. Bełt w mgnieniu oka wrył się w gardło hordowego wojownika. Facet splunął krwią, puścił topór i złapał się za szyję. Padł sztywny. Wiking odłożył kuszę i dobył topora.
– Ashog chodź, Leonard, nie daj się zabić, bo zabiję. Tłuc się tak, by was sam Rasher słyszał! – zawył Torstein. Ruszył na spotkanie bitwie. Kimże on był by ominąć bitkę? Kusza była dobrą bronią, ale tylko to. Nic nie zastąpi topora, bądź miecza. Szybko dotarł do tłumu. Wjechał kopem stalowego buta prosto w brzuch jednego z pseudo-wikingów. Facet zgiął się w pół i wyrzygał swe śniadanie, bądź obiad. A może to były jego własne flaki? Rasher wie. On też zaraz z nim pogada. Lothbrok uderzył w plecy zbira, mocno i od góry. Cięcie zwaliło rzygającego na ziemię. Kości chrupnęły przeraźliwie, choć wiking lubił ten dźwięk. Drugim rąbnięciem w łeb dobił przeciwnika.
Szybko znalazł innego wroga, z resztą on jego też. Wiking zablokował cięcie miecza skierowane w jego łeb trzonkiem swego toporzyska. Pchnął z całych sił, by nabrać dystansu i mieć jak się zamachnąć bronią. Chlasnął od prawego skosu, chcąc pozbawić wroga barku. Jak się okazało, tępak potrafił blokować. Od razu przeszedł też do kontrofensywy. Torstein minął go w szybkim półobrocie. Nauczył się wymijać wrogów obserwując walki osób takich jak wampirzy król Dragosani, czy marszałek koronny Draven, który mimo płytowej zbroi był niezwykle zwinny w walce. Rąbnął przeciwnika pod żebra. Nie słyszał w ogólnym hałasie jego wrzasku. Szkoda. Wyjął topór z żeber i rąbnął po łbie, kończąc żywot kolejnego wroga.
Rozejrzał się. Jakiś hordowiec chciał zamachnąć się na wsióra. Wiking zebrał w sobie siłę i moc Tyra. Zrobił mocny zamach i cisnął swym potężnym toporzyskiem.
Odynie! Prowadź nasze bełty, topory i miecze!
Prowadź nas przez chłoszczące burze
I w krwawej wojnie!
Topór trafił. Rzut był potężny, w dodatku dochodziła do tego waga i ostrość broni. Impet rzucił hordowca. Trup padł na ziemię, zaś wiking dobył puklerza i miecza. Zaatakował kolejnych. Tym razem zebrało się tak, że atakowało go dwóch. Jebana banda łysego.
Przyjął cięcie topora na puklerz. Poczuł jego impet i uśmiechnął się, bo cios nie był zły. Mieczem zablokował cięcie innej klingi i kopnął w brzuch jego właściciela. Chlasnął szybko po szyi pierwszego. Krew bryzgnęła na wikinśką tarczę i jego brodę, a to jeszcze bardziej go rozbudziło. Grzmotnął tarczą przeciwnika, którego przed chwilą kopnął. Cios tarczy był na tyle mocny, że zwalił go z nóg i ogłuszył na moment. Dobił go szybkim sztychem w gardło. Wtedy też zaatakował go jeden z przeciwników. Haniebnie, od tyłu. Kolczuga na szczęście wytrzymała cios topora. Wiking walnął w tył łokciem. Huknął tak przeciwnikowi w pysk, a raczej nos.
– Ja wam kurwa dam, bawić się w wikingó! WAAAAAAAGH! – zawył i rąbnął przeciwnika w bark wtedy, gdy ten był oszołomiony ciosem w kinol. Ręka trzymała się na ledwie strzępach skóry. Torstein poprawił po brzuchu i wyrwał mu flaki na ziemię. Splunął.

//Zabicie ogłuszonego Grzmotnięciem przeciwnika nie odbiera finiszerów z puli dostępnych.

14x Horda

11x chłopi

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej