Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (19/52) > >>

Mohamed Khaled:
- Wiem, że cała ta sytuacja która wydarzyła się w gnieździe była zawrotna a nasza wyprawa to łeb na szyję. Wiem, że wiele w tym niewiadomych, że prowadzę was w tej chwili w ciemno, ale uwierzcie, nie wziąłbym tej roboty gdyby nie fakt, że coś mi tu śmierdzi. To nie jest typowa robota jaką przychodzi nam robić. W końcu, raczej nie wynajmuje się nas do czyszczenia grodów z różnorakich zbirów Jest jednak dobrze płatna i pozwoli nam poniekąd rozeznać się w sytuacji. - pogmatwał się w wyjaśnieniach i uśmiechnął się przepraszająco w stronę członków. Zżarło go zdenerwowanie i pogubił sens własnych słów.
- Co do przyjaciela... Uratował nam życie gdy przebywaliśmy w niewoli. Jestem mu więcej winien niż jestem w stanie określić.

Samir:
- Znaczy wchodzimy do grodu i zabijamy intruzów? To naprawdę brzmi na robotę dla Bękartów, nie dla nas - mruknął Samir i upił kolejny łyk piwa - Także ciekawym jak to się rzeczywiście rozwinie. Ale nie chciałbym wdepnąć w coś większego od nas.

Mohamed Khaled:
- To nie jest czyszczenie całego grodu. Od tego to już będą odpowiedni ludzie wynajęci... - stwierdził posępnie. - My mamy wkraść się do tego obozu, wymordować przywódców i wykraść plany. Valkirian wiedział, że to nie była pierwsza taka akcja. I, że nie będzie to ostatnia. Obawiam się, że zaczyna się właśnie coś, co przejdzie do większego gówna niż teraz - mruknął. - Ale dobra, komu w drogę, temu kot i koza. Pokoje macie na górze, ostatnie pokoje po prawej i lewej, na przeciwko siebie. Rozdzielcie się i dołączcie. Co świt wyruszamy

Armin:
Ciemnoskóra jedynie przysłuchiwała się rozmowie, co jakiś czas zaciągając się papierosem. Szczerze mówiąc, nie obchodziło ją zbytnio w tamtym momencie, kogo ma zabić. Fakt, była tym w pewnym stopniu zainteresowana, jednakże poprzez obecność jednego, konkretnego osobnika, nie była w stanie skupić się na informacjach. W szybkim tempie wypiła swoje piwo, nie delektując się zupełnie jego smakiem. Zaciągnęła się papierosem ostatni raz, po czym odłożyła go na stole i tam właśnie zostawiła niedopałek. Kątem oka spojrzała na krasnoluda, który na razie się nie odzywał. To jedno spojrzenie wystarczyło, aby maurenka wstała od stołu.
- Co ma być, to będzie. - powiedziała do pozostałych. - Do jutra. - rzuciła odchodząc od stołu. W szybkim tempie pokonała schody, a następnie skierowała się do pokoju po prawej stronie. Zamknęła za sobą drzwi i po prostu stanęła na środku pokoju. Po około minucie złapała gwałtownie za jeden ze swoich noży, by rzucić go w ścianę przed sobą. Zacisnęła pięści, lecz po chwili rozluźniła je wzdychając głęboko. Otworzyła okno, a jej twarz oraz włosy musnął wiatr. Usiadła na parapecie i zapaliła kolejnego papierosa. Nie robiła tego często. Tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Samir:
- Nie ma zatem co mitrężyć. Dopić piwo, wyspać się i rano działać - zogidzł się mauren, opędzając dłonią od dymu dmuchniętego nad stół przez Armin. Kobieta zresztą chwilę potem ruszyła na górę, najwyraźniej rozdrażniona obecnością krasnoluda. Samir nie był pewien co ich łączy, choć pamiętając jedną wizytę w kwaterze Siliona w Kruczym Gnieździe, gdzie Armin również była obecna, nie musiał domyślać się za wiele. Nie wnikał jednak, dopóki maurenka była gotowa do działania nie interesował się - Sugeruję, by panie przespały się w jednym pokoju, my w drugim. A rano w konie - to powiedziawszy Samir dopił piwo, domówił drugie na miłe sny i z kuflem w dłoni poszedł do pokoju. Na lewo, na chybił trafił.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej