Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (18/52) > >>

Silion aep Mor:
Dziwny ucisk w krtani nasilał się z każdą chwilą, mężczyzna spokojnie kontynuował palenie fajki, starał się skupić tylko na tej czynności, odciąć myśli. Po kilku chwilach owe "duszności" ustąpiły.
Ech... Za dużo myślę... Powinienem wiedzieć, że kiedyś odbije mi się to na zdrowiu...
Podszedł do lady po czym spojrzał na karczmarza gdyż jego piwo jakby zostało zignorowane. -Ekhem. Poproszę piwo panie kierowniku. Do tamtego stolika. - wskazał stolik obok grupy kruków.
Sam zaś skierował się do niego, zasiadł na krześle po czym wrócił do palenia.
Nie zamierzał wtrącać się swoim niegdyś znajomym w ich "sprawy". Mimo wszystko chciał wyłapać jak najwięcej z ewentualnej rozmowy.

Armin:
- Dzięki. - odpowiedziała kładąc grzywny na ladzie. Od razu z paczki wyciągnęła jednego papierosa, włożyła go do ust i jednym sprawnym ruchem dłoni zapaliła zapałkę. Przyłożyła ogień i już po chwili zaciągnęła się głęboko, wypuszczając dym ustami. Zapałki oraz papierosy schowała do swojej sakiewki, po czym ruszyła do stolika, gdzie siedzieli jej towarzysze wyprawy. Usiadła na pierwszym lepszym wolnym miejscu. Ponownie zaciągnęła się dymem, by odstresować się jeszcze bardziej.
- Jaki mamy teraz plan? - spytała się Mohameda, który siedział naprzeciwko niej.

565-2= 563 grzywien

Mohamed Khaled:
//Nie doczytałem dobrze z tym piwem, mój błąd

Karczmarz przyniósł piwo dla całej piątki, w tym dla Rikki ze specjalnym dodatkiem w postaci małej buteleczki z krwią. Chyba po prostu bał się, że jako jedna z przeklętych dzieci nocy rozwalisz mu karczmę w przypływie złości. Gdy odchodził, na jego twarzy malował się poniekąd strach i zaciekawienie. Zresztą, w karczmie także zrobiło się jakby nieco ciszej i spokojniej, a zgromadzeni tam biesiadnicy spoglądali na was ukradkiem od czasu do czasu. Albo ludzie czekali na burdę, albo rozpoznali po was mieszkańców Ombros, które swoją drogą nie leżało wcale aż tak daleko od miejsca pobytu Kruczej Rady.
Mohamed spojrzał po swoich towarzyszach i też wyciągnął papierosy z bocznej kieszeni płaszcza. Odpalił je zapałkami i wypuścił dym nosem.
- Teraz, to musimy odpocząć. Do grodu czeka nas jeszcze przynajmniej kilka godzin podróży, a po tym co stało się sama wiesz gdzie, siły mamy na wyczerpaniu. Wynająłem dwa pokoje dwuosobowe pokoje już za wczasu. Nie spodziewałem się piątego - skierował swój wzrok na krasnoluda. - Nasza obstawa - tu ściszył głos by tylko jego współpracownicy słyszeli rozlokowali się w okół karczmy. Dwóch wyjechało w przód w poszukiwaniu zagrożenia. Mam nadzieje, że wrócą z moim przyjacielem. Jeśli nie, z samego rana ruszamy galopem. Cała ta sprawa śmierdzi od początku. I szczerze? Nie uważam, żeby to byli zwykli bandyci. Czegoś tam szukają. Tylko nie wiem jeszcze czego...

Rikka Malkain:
Butelka krwi była dla Rikki miłym zaskoczeniem. W Ombros przywykła do takiego traktowania, ale tam była szlachcianką. Zazwyczaj wampiry nie były przyjmowane tak ciepło, nie rzadko nawet chciano je witać widłami i pochodniami. Z tego względu rudowłosa często ukrywała swoją tożsamość w trakcie podróży. Teraz odkorkowała butelkę i posmakowała zawartości. To chyba był jakiś drób, może kaczka. Nie przejmowała się tym jednak. Intuicja podpowiadała jej, że nim ta wyprawa dobiegnie końca zdąży posmakować jeszcze ludzkiej krwi. Uśmiechnęła się na tę myśl, po czym wypiła do dna i położyła nogi na stole. Będąc w pałacu królewskim kanclerz nie mogła sobie pozwolić na taką swobodę, jednak teraz postanowiła wykorzystać to, że znajduje się wśród swoich. Ze spokojem wysłuchała planu Mohameda. Dużo było w nim niewiadomych, ale mauren zachowywał się bardzo ostrożnie. Póki co nie miała jakiś większych obaw, ani specjalnych zastrzeżeń.
-Kim właściwie jest ten tajemniczy przyjaciel?- Zapytała tylko.

Samir:
Samir z niemałą przyjemnością przyjął kufel i pociągnął tęgi łyk, uprzednio stuknąwszy się naczyniem z resztą w niemym salucie. Potrzebował przepłukać gardło po podróży, a nie było nic lepszego na to jak zimne, spienione piwo. Mauren posmakował napoju i dopiero wtedy rozsiadł się wygodniej. Co prawda po części wrodzony, a po części jednak wyuczony nawyk nakazał trzymać mu broń przy sobie, ale mimo to czuł się w miarę komfortowo. Na ile komfortowo mógł się czuć asasyn.
- Zastrzegam że nie zabijam dzieci - powiedział cicho - Ale możemy tę zasadę negocjować jeśli bachor jest denerwujący.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej