Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (15/52) > >>

Mohamed Khaled:
- Nikt z tutaj obecnym nie opuścił bractwa. Prócz ciebie rzecz jasna. My nadal wiernie służymy Bractwu i naszym braciom. Jako nowi mistrzowie - stwierdził. - Ale w sumie, nie potrzebujemy takich włochatych piesków jak ty, krasnalu - zakpił cicho i posłał w jego stronę wredny uśmiech. - Co do mojego znikania to się odpierdol. Ostatnie lata jakie spędziłem poza Krukami spędziłem w niewoli! - wydawałoby się, że jego głos zaczął brzmieć jakoś inaczej. Mohamed zaczął tracić powoli kontrolę choć nadal ze wszystkich sił utrzymywał A'abiela na wodzy. Mechanicznie dotknął zabielonego oka, przez które przechodziła długa, czysta blizna. - Co do naszego celu wyprawy... Sam twierdzisz, że w Krukach nic cię nie trzyma, że już nie nalezysz do bractwa. Czemu więc się tym interesujesz?
Spojrzał na Siliona i wsiadł na konia przed Armin chwytając za lejce. Na krótki moment zignorował Siliona i zwrócił się do pozostałych.
- Ruszajmy. Jeśli mnie pamięć nie myli, kilka godzin drogi stąd jest karczma. Tam się zatrzymamy, przynajmniej na chwilę. Mój przyjaciel będzie tam czekał.

Silion aep Mor:
- Włochatych piesków powiadasz? Dobre sobie. - zaśmiał się - W niewoli? Oj ty biedaku... Mam Ci współczuć? - zapytał kpiąco. - To tylko twoje słowo, nie widziałem tego więc równie dobrze może to być twoje usprawiedliwienie. - mówił spokojnie zaplatając palce na piersi.
- To, że nie chodzę na smyczy Anette nie znaczy, że masz moralne prawo głosić takie rzeczy... Tak naprawdę nic o mnie nie wiesz, nigdy nie wiedziałeś, nie wiesz komu służę, komu jestem wierny, komu nie a jednak próbujesz mnie jakkolwiek określać. To przykre Mohamedzie... - uśmiechnął się krzywo.
Odczekał chwile po czym powolnym krokiem ruszył za resztą.
- Hmm... Dobre pytanie. Może dlatego, że zatrzymaliście się tutaj i o mało nie dostaliście po dupie? Ta sytuacja nie wyglądała różowo i nie wmawiaj mi teraz, że poradzilibyście sobie... To bez sensu. - mówił już spokojniej.
Tak, to dobre pytanie, po co ja się tym interesuje? I dlaczego jadę za nimi? Przecież oni nic dla mnie nie znaczą... Znaczy oni, a ona? Nie, nie chce o tym myśleć, przestań.

Armin:
- Zamknijcie się! - wrzasnęła. -Możecie to załatwić kiedy indziej, tylko między sobą!? Mamy ważną sprawę do załatwienia. - zirytowana krzyknęła.
Słysząc coraz bardziej zaostrzającą się wymianę zdań między mężczyznami, ciemnoskóra przybliżyła się do Mohameda, który siedział przed nią na koniu, po czym objęła go w pasie swoimi jeszcze lekko drżącymi dłońmi.
- Nie nakręcaj się. Nie ma po co. - powiedziała cicho. - Chcemy odbudować Kruki. To jest naszym priorytetem, a nie jakieś potyczki słowne, które nas spowalniają. - położyła mu głowę na ramieniu. - Jedźmy już. - dodała szeptem sama chcąc wyrwać się z tej sytuacji. Sceny wspomnień zaczęły napływać do jej umysłu, a tego właśnie najbardziej się obawiała. Bała się okazać słabość przed innymi. Dlatego próbowała odetchnąć głęboko, uspokoić dłonie i nie myśleć o tym, że jej były chłopak jedzie na koniu tuż obok niej.

Mohamed Khaled:
- Dostalibyśmy po dupie? Krasnalu, te wampiry mogły służyć jako oddział w Krukach. Przynajmniej do momentu aż nie zacząłeś strzelać, bo później zaczęła się jatka. I jakoś nie widziałem byś stanął szabla w szablę do pojedynku. Zresztą, wojnę tez uniknąłeś. Nie pomogłeś w Atusel, ani tym bardziej na moście gdzie spierały się nasze siły. Skończ więc pierdolić, że my byśmy sobie nie poradzili. Bo to ty kryłeś dupę dzisiaj jak i wcześniej. - warknął do niego i pociągnął lejce.
- Jedziemy. Jeszcze chwila i skręcę mu kark jeśli stąd nie odjedziemy - szepnął do Armin. - Silionie. Mimo wszystko mam nadzieje, że nie będziemy musieli ze sobą nigdy walczyć. Każdy zabity Kruk to coś, czego wolałbym uniknąć. Mimo odmiennych poglądów... A zresztą.. - mruknął zrezygnowany.
Docisnął bardziej plecy do tyłu by Armin miała się do czego przytulić.

Armin:
Maurenka odetchnęła głęboko zacieśniając przy tym lekko dłonie obejmujące tors ciemnoskórego. Wtuliła się w niego bardziej, a twarz ułożyła na jego ramieniu tak, aby nie widzieć krasnoluda. Patrzyła się w przeciwną stronę, lecz w końcu przymknęła oczy powstrzymując łzy, które wraz z natłokiem wspomnień, pojawiły się w jej oczach. Zacisnęła powieki mocniej i po paru chwilach zapanowała nad swoimi emocjami. Nie zamierzała pokazywać swoich słabości nikomu, a raczej nikomu więcej niż kiedyś Silionowi.
- Za jakie grzechy... - wyszeptała sama do siebie myśląc o swojej przeszłości.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej