Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Odrodzenie
Samir:
- Pani Kanclerz ma rację. Czas się zbierać - powiedział Samir i korzystając jeszcze z okazji przytroczył do juków, bawiąc się w hienę cmentarną. Martwym wampirom ten oręż się nie przyda, a jemu pieniądze są potrzebne zawsze. Potem zebrał też sztylety i wszystko przypiął bezpiecznie. Chwilę potem zaś siedział w siodle, gotowy do drogi.
Zabieram:
6x
Nazwa broni: miecz bandyty
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 13
Wytrzymałość: 15
Opis: Wykuty z 0,94kg mosiądzu o zasięgu 0,9 metra.
12x
Nazwa broni: sztylet bandyty
Rodzaj: sztylet
Typ: jednoręczny
Ostrość: 23
Wytrzymałość: 30
Opis: Wykuty z 0,62kg stali Valfdeńskiej o zasięgu 0,3 metra.
Proszę o statystyki jak są uszkodzone.
Mohamed Khaled:
//Wszystkie są uszkodzone
Wysłuchał słów Rikki i Samira po czym znów spojrzał na Armin i Siliona. Wręcz dało się wyczuć chłód w wypowiedziach tej dwójki. No tak, byli kiedyś razem. Mieli chyba nawet dziecko jeśli dobrze pamiętał. Cholera, pomyślał, co zrobić?
- Jesteś nam winny swoje życie, Silionie. Z Bractwa nie odchodzi się od tak. I nie zabiera się kontraktów - warknął kierując swoje ostre spojrzenie w jego stronę. - My nie mordujemy dla przyjemności. Przynajmniej nie wszyscy - stwierdził już o wiele chłodniej opanowując emocje. - Co się z tobą działo? Kilka lat temu dałbyś wszystko by być praworządnym, pamiętam twoje zwołanie wojska na wojnę. Wtedy byłes inny. W co pogrywasz, co? Co chcesz osiągnąć?
Ukryte ostrze wysunęło się z karwasza i odcięło ten kawałek szmaty który Armin przycisnęła mu do rany.
- Macie rację, zbierajmy się. Drogi nam trochę jeszcze zostało - powiedział ciszej kierując swoje słowa do Rikki, Armin i Samira.
Armin:
Armin nie zamierzała, a może po prostu nie chciała prowadzić dalszej rozmowy z Silionem. Jeszcze nie teraz. Nie była zwyczajnie gotowa.
Westchnęła, a następnie wskoczyła na konia Mohameda. Jej wzrok wylądował na jej dłoniach, które zaczęły bawić się jakimś sznurkiem, który odpruł się od jednej kieszeni jej płaszcza. Zajmowała się nim, jakby nic inne nie miało znaczenia. Pragnęła, chociaż na moment, odciąć się od rzeczywistości i poukładać sobie w głowie zaistniałą sytuację, która stała się nieco niezręczna.
- Jedziecie, czy zmierzacie tutaj zostać? - spojrzała na pozostałych.
Samir:
- Komu w drogę temu ślimak podaj łapę - powiedział w sumie do nikogo Samir i cmoknął na konia obciążonego zdobycznym ekwipunkiem, a ten posłusznie ruszył do przed siebie. Na krasnala się nie oglądał, bo i po co. Będzie chciał to dogoni.
Silion aep Mor:
Mężczyzna mierzył swojego rozmówcę chłodnym spojrzeniem, nie bał się go. - Tak, podnoś ton, nie robi to na mnie wrażenia Mohamedzie... - mówił spokojnie - Jestem wam winny życie? Nie rozśmieszaj mnie. Z bractwa się nie odchodzi? I mówi to ten który również pojawia się i znika niczym miraż? Pod tym względem jesteśmy tacy sami, robimy co chcemy, więc nie rość sobie prawa do umoralniania mnie... - rzekł po czym zacisnął suche wargi - W takim razie co tutaj robicie? Dlaczego nie jesteście w bractwie? Nie służycie mu? Od kiedy to wysyła się takie duże grupy na akcje? Ach, no tak... Coś tam mówiłeś o nowych mistrzach kruków... Dobre i ty mi będziesz mówił o opuszczaniu bractwa. - zaśmiał się.
Zarzucił ponownie kaptur na głowę po czym ściszył głos.
- To o czym mówisz to już przeszłość, było minęło, prysnęło niczym bańka mydlana... Nie chce żyć przeszłością...
Choć nie zawsze sobie z tym radze... - dodał w duchu To nie jest takie proste.
- Może i kiedyś zwoływałem wojsko na wojnę, lecz wtedy byłem kimś... To nie czas i miejsce na takie rozmowy...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej