Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (13/52) > >>

Samir:
- Widzę, krasnalu, że nie opuścił się zwyczaj wpychania palców we framugę. Dobrze wiedzieć - powiedział Samir i otarł broń, po czym odłożył ją z powrotem do pochwy. Mauren pamiętał Siliona dość dobrze i to co pamiętał w zupełności mu wystarczyło.

Silion aep Mor:
Zabójca zaśmiał się złośliwie. - Kogo obchodzi Anette? Bractwo? Dobre sobie, nie widziałem Anette lata tak samo jak bractwa. Także nie uważam, bym był jej cokolwiek winny.
Przeczesał brodę spoglądając na Samira - Witaj yyy, jak Ci było na imię? Sam... Samir, tak?
Wrócił wzrokiem na poprzedniego rozmówcę. - Nowi mistrzowie? Kruków? Ciekawe... Powiedz mi więcej. - uśmiechnął się kącikiem ust, naprawdę go to rozbawiło - Chcesz znać prawdę? Jeżdżę tu i tam, morduję tu i tam, czyli to co wy. "Kruki". Z tym, że ja robię to dla przyjemności...
Oraz by zapomnieć to czego zapomnieć nie można - dodał w głowie.
Rzucił wzrokiem na kobietę z którą kiedyś tyle go łączyło.
- Witaj ponownie Armin, cóż za nietypowe, ponowne spotkanie... Jak się życie układa? - spytał delikatnie mrużąc oczy.

Armin:
Morduje dla przyjemności? I mówi to ten sam krasnolud, który wypłakiwał mi się, bo zabił kiedyś dwóch niewinnych ludzi przez zaklęty wisior... Kobieta nie mogła, a może raczej nie chciała uwierzyć w to co usłyszała. To nie pasowało do krasnoluda. Zupełnie. Ten sam krasnolud, który wmawiał jej, że zemsta do niczego nie prowadzi, który twierdził, że walczyć należy jedynie z konieczność, teraz zabijał dla przyjemności...?
Maurenka odetchnęła głęboko, jednak chwila spokoju nie trwała długo, bowiem Silion skierował do niej pytanie.
- Witaj, Silion. - powiedziała spoglądając na jego twarz. - Cóż, niedawno byłam na wyprawie razem z królem, Evening i sporym gronem osób. A tak, to po staremu. - rzuciła. - A Tobie? - spytała, lecz nie była tym faktem wielce zainteresowana.

Silion aep Mor:
Spojrzał na jej oczy, te oczy, piękne niegdyś, tak i teraz. Budziły wspomnienia, za dużo wspomnień. To bolało zbyt mocno, od tych wspomnień uciekał skoro nie potrafił się z nimi pogodzić.
Odwrócił wzrok, spoglądając gdzieś przed siebie. W dal.
- Ach, król, Evening i reszta, rozumiem, wielce interesujące... - nie potrafił rozmawiać z nią tak jakby nigdy nic się nie stało, mimo jej odwiedzin z zamiarem zamordowania jego osoby jakiś czas temu. Postanowił zmienić temat. - W takim razie, dokąd teraz zmierzacie, w jakim celu, powiedz mi... Bo chyba dobrze się bawicie. - wskazał na zranione ramię Mohameda.

Rikka Malkain:
No weź. Pomyślała, gdy bełty zaczęły fruwać w powietrzu. Później obojętnymi oczyma patrzyła jak jej towarzysze odpierają atak wampirów zabijając ich wszystkich co do jednego. Wewnątrz Rikka się gotowała. Właśnie z rąk wyrwano jest narzędzie, które idealnie nadawałoby się do jej przyszłych planów. W głowie rudowłosa miała wiele zastosowań dla dzieci nocy. Tacy pomocnicy byliby warci nieporównywalnie więcej niż zwykli bandyci, a w dodatku nie musiałaby im płacić. Ludzkim typom spod ciemnej gwiazdy zależało głównie na grzywnach. Ci zaś pragnęli krwi. Żeby nakłonić ich do współpracy, wystarczyło więc obiecać im kilka żyć. Tych miała trochę na zbyciu. I nie chodziło nawet o życia obywateli Ombros oddanych w jej opiekę przez króla, a o więźniów tamtejszej katowni. Na dobrą sprawę, mogłaby nawet osadzić tam wampirów w roli katów. Spodobało by im się to i byliby chętni do pomocy. Później, gdyby zaczęli sprawiać problemy, i tak mogłaby się ich szybko pozbyć. Teraz jednak wszystko przepadło. Będzie zmuszona poszukać taniej siły gdzie indziej, ale tym już zajmie się później.
-Rozumiem, że macie jakieś osobiste zatargi. Ale tak się składa, że nie jedziemy do babci w odwiedziny. Czas nagli. Krasnolud przyłącza się do nas, albo schodzi z drogi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej