Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (9/52) > >>

Armin:
Oczywiście, że coś takiego musiało się wydarzyć. Było zbyt spokojnie. Ale co zrobić, taki los Kruków. Albo fatum. Może i przekleństwo... Cóż, na pewno któreś z tych określeń by pasowało.
Ciemnoskóra nie zamierzała atakować potencjalnych napastników. Jeden mierzył do nich z kuszy, więc nawet jeśli by wykonała perfekcyjny pierwszy ruch i tak by oberwała od pozostałej piątki mężczyzn.
Kobieta przysunęła się bliżej Mohameda, po czym położyła mu głowę na ramieniu.
- Mam nadzieję, że masz jakiś plan. - wyszeptała, a ciepłe powietrze musnęło jego ucho. Lecz nie było jej dane usłyszeć odpowiedzi, gdyż Rikka postanowiła porozmawiać z nimi, jak wampir z wampirem. W międzyczasie, maurenka próbowała niepostrzeżenie wyciągnąć nóż, tak na wszelki wypadek.

Rikka Malkain:
-Słyszałabym pozostałych. Skąd przybywacie?- Zagadnęła. -Być może moglibyśmy się dogadać. Wampirzy wojownicy bywają wartościowi. Szkoda byłoby pozbawić was życia, skoro moglibyśmy pomóc sobie nawzajem.

Mohamed Khaled:
Ten, który najwidoczniej im przewodził nie zdążył ci nic odpowiedzieć, ponieważ chwilową ciszę między wami przerwał dźwięk puszczanej cięciwy. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, Mohamed trzymał się już za ramię z którego wystawał koniec bełtu. Co najciekawsze, był to bełt który pierwotnie mógł i miał go ominąć. Mknął bowiem w stronę Armin. Mohamed nie musiał wcale się ruszać. Wystarczylo by został na swoim miejscu. Ale nie, przesunął się i przyjął uderzenie na siebie.
Wampirzego dowódce najwyraźniej mocno to zdenerwowało, bo kilka sekund później byliście świadkami jak jednym sprawnym ruchem miecza odcina głowę swojemu podwładnemu. Ta spadła chwilkę później na ziemię i potoczyła się w waszą stronę.
- Cholerny bęcwał... - warknął i zeskoczył z pozostałą czwórką na ziemię. - Słucham twej propozycji, wampirzyco

Silion zaś dojrzał, że czyjaś głowa leci z drzewa, a kolejna czwórka nieznajomych ląduje na ziemi i podchodzi do zbiorowiska.

Armin:
- Moh! - krzyknęła, bardziej z zaskoczenia. Nie spodziewała się, że jeden z wampirów do niej strzeli. Ale jeszcze bardziej nie spodziewała się, że Mohamed ją osłoni swoim własnym ciałem. Szybko wciągnęła z jednej kieszeni płaszcza skrawek materiału, który nosiła ze sobą właśnie na takie okoliczności, a po chwili zawiązała go na ramieniu mężczyzny, aby zminimalizować krwawienie. - A spróbuj mi zemdleć i spaść z konia... - szepnęła zaciskają materiał na ranie.
- Nasz człowiek dostał w ramię, a my wam nic nie zrobiliśmy. Bądź do cholery dżentelmenem i wycofaj się. O wiele nie prosimy. - powiedziała podenerwowana nie czekając na odpowiedź Rikki.

Silion aep Mor:
Dojrzał lecącą z drzewa głowę, doskakującą do zbiorowiska grupkę osób, sytuacja wyglądała groźnie. Stwierdził, że zaryzykuje, co mu tam, najwyżej wyzabija wszystkich. Ponownie położył jedną z kusz przed sobą, drugą złapał w obie ręce, będąc na oko mniej niż 300 metrów od całej zgrai, przyłożył broń do ciała, wycelował w głowę jednego z osobników zbliżających się do grupy, pociągnął za spust.
Zeskoczył z konia, odrzucił narzędzie pracy na ziemie, złapał drugie, po czym ponownie oddał strzał w kolejnego z osobników, celował w głowę. Srebrne bełty świszczały w powietrzu. Złapał konia za lejce, pociągnął go do siebie, tak, że ten stał bokiem, schylił się, po czym zasłonił się jego ciałem przeładowując kuszę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej