Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (50/52) > >>

Rikka Malkain:
-Łatwo na pewno nie, ale bywało gorzej.- Powiedziała, chociaż teraz nie mogła sobie przypomnieć trudniejszej walki. -Wygląda na to, że możemy uciekać. Zrobiliśmy co do nas należało. Ciekawe, jak mają się sprawy u Samira i Armin?

Armin:
Widząc reakcję dziecka Armin westchnęła. Fakt, że miała swojego synka, ale go nie wychowywała, nawet nie wiedziała jak teraz wyglądał, jaki miał ton głosu, jakie posiadał cechy charakteru. Nie miała praktycznie żadnego doświadczenia z milusińskimi, a już bardziej z wampirzym dzieckiem.
Ciemnoskóra kucnęła, po czym przysunęła się nieznacznie bliżej niego.
- Hej, mały. Spokojnie, wszystko jest już dobrze. - starała się mówić opanowanym głosem. - Chodź z nami, nic Ci już nie grozi. - po wypowiedzianych słowach wyciągnęła dłoń w jego stronę, zrobiła to powolnym, delikatnym ruchem.

Samir:
W czasie gdy Armin przymilała się do przestraszonego dziecka, mauren podszedł delikatnym krokiem nieco z lewej, odkładając jednocześnie kuszę na bok, wszak nie chciał przestraszyć dzieciaka niepotrzebnie, celując do niego z broni. Gdy już był w odpowiedniej jak uznał odległości, a Armin zdawała się mieć kojący wpływ na dziecko, mauren jednym, płynnym ruchem uniósł kuszę i wystrzelił, posyłając bełt prosto w łeb potwora. Nie pozostawiając niczego przypadkowi dobył katany i ciął mocno, na odlew, doskakując jednocześnie do bestii. Wyostrzone, zakrzywione ostrze gładko ścięło łeb. Samir cofnął się, krótkim cięciem w bok, w powietrze, oczyścił ostrze z krwi i spojrzał na swoje dzieło.

Armin:
Maurenka naprawdę chciała pomóc dziecku, jednak, po jednej, krótkiej chwili nie mogła już tego zrobić. Cały czas miała wyciągniętą przed sobą dłoń w stronę wampirka, teraz była ona ubrudzona jego krwią. Nawet nie mogła zaprotestować, powiedzieć czegokolwiek, nie mogła nic już zrobić. Nie rozumiała zachowania Samira.
Zmrużyła oczy, po czym spojrzała na swoją poplamioną ciemnoczerwoną cieczą dłoń.
- Dlaczego to zrobiłeś? - nadal wpatrywała się w wybrany przez siebie obiekt. Jej głos wydawał się być płaski, niemający żadnej emocji.

Mohamed Khaled:
Samir i Armin:
Ciało wampierza spadło martwe na ziemię, zaś głowa odleciała kawałek dalej i uderzyła o ścianę znacząc ją krwistą posoką. Z całą pewnością był martwy.

Rikka i Mohamed:
- Nie mam pojęcia co z nimi. Mam nadzieję, że te cholerne podziemia są już przeczyszczone. - stwierdził krótko i rozejrzał się raz jeszcze po pomieszczeniu. Cieszył się, że nie musiał z Rikką walczyć podczas przewrotu. Nie miałby najmniejszych szans. - Tak, możemy uciekać. Tylko, cholera, jak? - zaśmiał się. - Nie uśmiecha mi się znowu skradać przez te cholerne piętra, a zakładam, że strażnicy już zorientowali się w sytuacji. A z tego co wiem, nie potrafię latać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej