Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (49/52) > >>

Armin:
Maurenka westchnęła głęboko. Nie chciała zostać zraniona przez wampira, ale również nie chciała go zostawić na pastwę losu zakutego w podziemiach miasta.
Przybliżyła się bliżej wampirka i zaczęła zajmować się kajdanami, które unieruchamiały jego dłonie. Z zapadkami ponownie poradziła sobie po mistrzowsku. Kilka chwil, parę przekręceń wytrychów i po momencie dziecko zostało uwolnione.
Armin odsunęła się od niego, schowała wytrychy, po czym spoglądała na wampirka. Czekała na jego reakcję. W razie ataku, obroniłaby się, jednak w duchu miała nadzieję, że do starcia nie dojdzie. 

Rikka Malkain:
Wziąwszy księgę pod pachę, Rikka ruszyła do wyjścia. Tym zaś było dla niej okno, którym wcześniej wleciała do zamku. Po co miała przebijać się lub przekradać przez kilka niższych pięter, skoro mogła zwyczajnie odlecieć?

Mohamed Khaled:
Armin i Samir:
Wampirze dziecko wbrew pozorom nie zaatakowało, a uciekło do kąta i skuliło się ze strachu. Wszak to nadal było dziecko, nieprawdaż? Nieważnym był fakt, że posiadało wrażliwość na światło słoneczne i miało kły. Dalej było to dziecko.

Mohamed:
Czarnoskóry przed kilkoma chwilami zabił ostatniego z ludzkich przywódców i wykradł tym samym kilka teczek z informacjami. Cała ta sprawa zaczęła mu się coraz mniej podobać. W dokumentach wyczytał o planowanym ataku na kilka pomniejszych osad. Wychodziło więc na to, że to był dopiero początek ich zabawy.
Gonił teraz po schodach do wieży gdzie powinien ukrywać się wampirzy Lord. Zdziwieniem było dla niego zastanie kilku martwych ciał i wampirzego lorda, który został już zdekapitowany.
- Cholera...

Rikka Malkain:
Rikka już miała wyskoczyć przez okno, gdy nagle usłyszała za sobą jakieś kroki. Przystanęła i zaczęła nasłuchiwać. Jeden człowiek, a więc nie byli to zamkowi strażnicy. Oni zawsze chodzili w grupach. Poza tym, zbrojnych usłyszałaby już dawno temu, natomiast o obecności tego nieznajomego zorientowała się dopiero gdy był już niedaleko. Poruszał się bardzo cicho, a to zdradzało coś o jego tożsamości. Taki lekki chód mogło mieć tylko dziecko, niziołek, albo skrytobójca. Rudowłosa strzelała, że chodzi o tego ostatniego. Z ciekawości postanowiła więc zostać i sprawdzić kto nadejdzie. Na widok Mohameda uśmiechnęła się odsłaniając pełny garnitur kłów i rzuciła mu księgę, którą miała zdobyć. Potem rozłożyła bezradnie ręce.
-Tak jakoś wyszło. Nie masz chyba nic przeciwko?

Mohamed Khaled:
Złapał książkę w locie i schował ją pod pachą. Rozejrzał się czujnie po pomieszczeniu, a na jego twarzy wykwitł nikły uśmiech. Spojrzał na Rikkę z podziwem i kiwnął głową na znak aprobaty.
- Nie, skądże. Niczego innego nie spodziewałbym się po jednej z Kruczych Lordów - zaśmiał się cicho. - Ciężko było?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej