Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (40/52) > >>

Samir:
Przeciwnicy padli, co Samir przyjął z pewnym zadowoleniem. Złapał za cięciwę i zaczął powoli napinać kuszę, jednocześnie ostrożnie idąc przed siebie. Wolał się ubezpieczyć na wypadek jakiejś niespodzianki. Moment później kusza była załadowana, a mauren rozglądając się czujnie sprawdził zwłoki i wyrwał swój bełt, nakładając go na łoże. Chwilę później wyciągnął też noże i schował do pochew przy pasie.

Armin:
Kobieta podeszła do ciała zabitego przez siebie mężczyzny. Wyciągnęła bełt i włożyła go z powrotem do swojego kołczanu. Po chwili podeszła do stróżówki. Zaczęła ją przeszukiwać, może znajdzie coś przydatnego.

Rikka Malkain:
Rikka pobieżnie otaksowała spojrzeniem cały pokój. Nic wartościowego nie rzuciło jej się w oczy. Nie dostrzegła także niczego, co mogłoby jej pomóc w wykonaniu zadania. Fakt, było trochę papierów. Przebrnięcie przez wszystkie te pisma zajęło by jednak zbyt wiele czasu. Poza tym, żadna z ksiąg nie była oprawiona w ludzką skórę. W ogóle, w żadną skórę. Rudowłosa już miała westchnąć z rozczarowania, gdy nagle jej wampirze uszy wychwyciły jakieś dźwięki za drzwiami do następnego pomieszczenia. Rikka powstrzymała się od wydania dźwięku, po czym bezszelestnie, na paluszkach, podeszła bliżej drzwi. Potrafiła się skradać jak mało kto, więc nie było szans że tamci ją usłyszą. Przykucnęła i wstrzymując oddech zbliżyła oko do dziurki od klucza.

Samir:
Nie będąc pewnym czy mężczyzna aby na pewno jest martwy Samir sięgnął po zakrwawiony nóż, który dopiero co wyciągnął ze zwłok i przyklęknął, zamachnął się i zaczął raz za razem wbijać ostrze w ciało człowieka, spokojnie i metodycznie. Po kilkudziesięciu sztychach, gdy był już pewien że trup na pewno jest trupem podszedł do pozostałych dwóch ciał i uczynił z nimi to samo.
Gdy już ukończył swoje dzieło odstąpił na parę kroków w tył i popatrzył na zmasakrowane, podziurawione zwłoki i uśmiechnął się lekko.
Po dłuższej chwili mauren stwierdził że przyda się jednak poprawka. Sięgnął po katanę i zaczął metodycznie rąbać pierwsze z brzegu zwłoki. Krew i flaki bryzgały dookoła gdy Samir cięcie za cięciem masakrował ciało mężczyzny. Gdy na ziemi pozostała już tylko krwawa, porąbana miazga zabójca przeszedł do kolejnych zwłok i powtórzył swoje dzieło. Zerknął przy okazji na Armin, ciekaw lekko co dziewczyna sądzi o jego działaniach.

Mohamed Khaled:
Samir i Armin:
Po zdewastowaniu ciał przez Samira mogliście być pewni, że wasi przeciwnicy są już martwi. Samir przeszukując zwłoki odnalazł kilka grzywien, a dokładniej rzecz mówiąc całe trzydzieści dwie. Armin z kolei, przeszukując stróżówkę znalazła plik dokumentów. Po dokładniejszych oględzinach stwierdziłaś, że są do dane osobowe osób, które doskonale znasz. Pojawiło się nazwisko Mohameda, lokalizacja jego ziem i rodzinnego domu, wszelkie osoby powiązane z jego personą. Najciekawszym odniesieniem było zakończenie notatki. "Potencjalny członek Krwawych Kruków, elitarny zabójca. Podejrzany o zamiary wszczęcia zamachu" i następna dopiska, tym razem innym stylem pisma "Od lat w służbie u Tacticusów, choć aktywność w zleceniach dla tego rodu drastycznie zmalała. Czyżby zerwał kontakt?"
Wśród kolejnych person wyłapałaś nazwiska takie jak Caved Szeklan, Tacticus Melkior i Draven Marduk.
Znalazły się też tam dane na temat Ombros, choć były one zdawkowe, nie warte przeczytania. Kruczy Wał najwyraźniej dostatecznie ochraniał miasto i twierdzę z dala od wścibskich oczu.
Przez przypadek także udało ci się uruchomić jakiś ukryty mechanizm, bo jeden z regałów stojący w rogu odsunął się i ukazał wam przejście do dalszej części podziemi.

Rikka:
Przez dziurkę od klucza niewiele zdołałaś zobaczyć, ale w oko rzucił ci się ruch kilku postaci. Jeden z nich ubrany był z całą pewnością w bogatą szatę. Siedział na wielkim, obitym w skórę fotelu i rozmawiał z zebranymi. A było ich w sumie, łącznie z ubraną na bogatą personą jedenaścioro. Chyba właśnie trafiłaś na zebranie Wampirzego Lorda i jego świty.

Mohamed:
W momencie, gdy człowiek na zewnątrz otworzył klapę, Mohamed wyskoczył z ostatniego możliwego stopnia i przewrócił mężczyznę. Szybkim spojrzeniem omiótł pomieszczenie i dostrzegł, że do pokonania ma czterech zbirów. Nie licząc oczywiście tego, który leżał pod jego ciałem. Postanowił więc zabawić się, jednocześnie starając się nie zwracać na siebie uwagi. Musiał działać szybko zanim któryś z nich zdąży ostrzec pozostałych w budynku. Wysunął więc szybko ukryte ostrze z karwasza i wbił je w szyję tego, który wierzgał pod nim. Oczy zaszły mgłą a bandzior zmarł w konwulsjach.
Zostało czterech.
Wysunął zgrabnie katanę i ruszył do ataku. Tamci zdążyli już wyciągnąć swoje ostrza i ruszyć w kontratak. Musiał więc cholernie uważać. I gdy nadleciał pierwszy cios, zgrabnie wysunął ostrze przed siebie i sparował cios wyprowadzając własne uderzenie. Silny, szybki cios od dołu zmarkowany wcześniejszym ciosem od dołu zakończył żywot jednego z nich. Stal przeszła przez rdzeń kręgowy i uśmierciła przeciwnika na miejscu.
Trzech.
Zbój zaatakował go od góry, zaś pozostała dwójka zaszła go od tyłu. Był w pułapce i, choć tego nie chciał, po raz kolejny musiał użyć swoich demonicznych mocy. W czasie, gdy blokował cios tego, który stał przed nim, mortokinezą odepchał jednego z przeciwników, zaś drugiego zdzielił z nogi prosto w jaja. W tym samym czasie jedną ręką wysunął po raz kolejny ukryte ostrze i z zaskoczenia wbił je prosto w pierś napierającego przeciwnika. Umierał trochę dłużej niż tamten, ale efekt końcowy był taki sam.
Dwóch.
Następny zginął równie szybko jak ten pierwszy. Nim zdołał się podnieść po kopie w klejnoty rodowe katana Mohameda przeszyła jego ciało na wylot. Oczy zmatowiały, zaś bandzior osunął się na plecy martwy.
Jeden.
Ten ostatni sprawił mu jednak więcej problemów. Najwidoczniej nie dość dokładnie przypilnował tego by go odepchać, bo nim zdążył się do niego obrócić ostrze zdołało nieznacznie się zagłębić w ciało czarnoskórego. Mohamed dostał prosto w bark i został ranny, choć nie była to poważna rana. Coś za często w ten bark go ranią ostatnio...
Mauren popatrzył na swojego przeciwnika i podniósł go mortokinetycznym uściskiem, po czym bez ceregieli wbił ostrze prosto w krocze i pociągnął je aż do głowy. Dosłownie nabił przeciwnika na ostrze.

//Mohamed, obowiązuje Cię/mnie rana lekka rana kłuta

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej