Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (39/52) > >>

Silion aep Mor:
Postanowił po chwili ruszyć za posłańcem, śledził go przez chwile, czekając na dogodny moment by tego ogłuszyć. Liczył na jakiś zaułek w którym mógłby to zrobić.

Samir:
Mauren, widząc dziwnie zachowujących się strażników. Spojrzał pytająco w bok, na Armin i dwoma palcami wskazał ludzi przed nimi, po czym wykonał gest podrzynania gardła. To co Samir oczywiście próbował przekazać gestami bylo pytanie. Zabijamy ich?

Armin:
Kobieta chciała zapytać się Samira o dokładnie to samo, ale mauren ją ubiegł. Spojrzała jeszcze raz na mężczyzn tępo patrzących w punkt przed sobą. Jakby byli pod wpływem uroku, bądź jakiegoś silnego środka odurzającego. Stwierdziła, że raczej nie otrzymają od nich żadnych informacji, więc schowała katanę, a wyciągnęła kuszę. Chciała sprawdzić, czy inni ockną się, kiedy jeden z ich towarzyszy padnie. Takim sposobem wystrzeliła pocisk, który trafił centralnie w głowę jednego ze zbirów.

Samir:
Gdy tylko Armin wystrzeliła własny bełt Samir uniósł kuszę i wziął na cel drugiego z mężczyzn i pociągnął za spust. Cięciwa zatrzeszczała cicho i żelazny bełt ze świstem przeciął powietrze, moment później wbijając się z chrupnięciem w czaszkę strażnika. Nie pozostawiając nic przypadkowi Samir sięgnął po noże i cisnął w ostatniego przeciwnika, ostrzem trzymanym w prawej ręce celował w głowę, a tym w lewej w tors.

Mohamed Khaled:
Samir i Armin:
Dwóch ludzi padło martwych na ziemię co było niebywałym cudem mając na względzie przeszkody na terenie. No wiecie, słupy i tym podobne. Trzeci z żołdaków widząc śmierć towarzyszy zerwał się i pobiegł gdzieś w dal. No, a przynajmniej chciał pobiec. Noże, które Samir dosłownei kilka chwil wcześniej wyrzucił trafiły centralnie w plecy i kark. Mężczyzna padł długi na ziemię i zmarł w konwulsjach krztusząc się własną krwią.

Silion:
Posłaniec w pewnym momencie zniknął ci z oczu schodząc do jednej z wielu uliczek na podgrodziu.

Rikka:
Pomieszczenie nie było wielkie. Znajdywało się tam dwa stoły, kilka regałów z książek i notatek, które wnosiły do całej sprawy tyle co nic. Znajdywały się tam tez drzwi prowadzące do innego pokoju. Pokoju, w którym w tej chwili ktoś rozmawiał.

Mohamed:
Z trudem, bo z trudem, ale wyszedł po starej, zniszczonej drabinie w górę. Gdy zbliżał się do klapy w podłodze, głosy w pokoju nad nim ucichły, zaś miarowe stukanie wojskowych butów odbiło się echem. Ktoś zbliżał się do klapki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej