Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (37/52) > >>

Mohamed Khaled:
Samir i Armin:
Drzwi na zaplecze były wręcz wyrwane z zawiasów, ale dzięki temu zdołaliście dojrzeć, że na starej, spruchniałej klapie leży martwy człowiek. To właśnie tam było zejście do kanałów. I tym właśnie zejściem postanowiliście się przedostać do podziemi.
Podziemia były dużym kompleksem korytarzy i ślepych zaułków. Znajdywały się też tutaj pomieszczenia zbrojne, stróżówki w których czaili się bezwzględni żołdacy gotowi zadać śmiertelne uderzenie bez mrugnięcia okiem. Gdy zeszliście na dół waszym oczom ukazał na początku kręty i wąski korytarz wykuty w skale, lecz gdy go minęliście, trafiliście wprost do otwartej celi grobowej. No, przynajmniej kiedyś była grobowa, teraz służyła jako składowisko złomu.
Pomieszczenie było oświetlone jedną pochodnią, zaś w oddali dojrzeliście drugą. Tylko... Że ta druga pochodnia się poruszała.

Rikka:
Wampir nie odpowiedział ci od razu. Badał wzrokiem twoją sylwetkę, zatrzymując się na piersiach i oczach. Jak typowy facet, hehe. W końcu jednak przemówił, a jego głos brzmiał, jak żywcem wyjęty z horrorów.
- To prawda, nie służę jako zwykły żołdak. Jestem tutejszym dowódcą garnizonu, a przynajmniej tej mroczniejszej części składającej się z Dzieci Nocy. Bardziej jednak interesuje mnie co ty tutaj robisz. Nie jesteś żadnym z moich ludzi.

Silion:
Strażnicy na tą chwilę nie zamierzali jednak opuścić zbrojowni. Najwidoczniej musieli uzupełnić szereg papierów związanych z przechwyceniem broni. Nadarzyła się jednak okazja, bo zobaczyłeś jak jeden z krasnoludów wychodzi ze stróżówki z torbą na przesyłki. A nuż, może by się przebrać za posłańca?

Mohamed:
Zgodnie ze wskazówkami skierował się za domostwo i przerzucając siano dotarł do zejścia w podziemia. Nie marnował czasu i szybko zszedł na dół po starej drabinie. Było ryzyko, że może pójść się jebać, ale nie miał czasu by oceniać ryzyko.
Gdy zszedł na sam dół jego oczom ukazał się wąski korytarz. Ciągnął się tak daleko, że nie potrafił rozeznać się w miejscu. Przełknął ślinę i ruszył powoli do przodu ostrożnie stawiając swoje kroki.

Rikka Malkain:
-Fakt, nie jestem.- Odpowiedziała Rikka. -Ale chciałabym zostać jedną z was. Doszły mnie słuchy, że zmontowaliście tutaj niezły układ i pomyślałam, że przyda wam się ktoś taki jak ja. Stąd moja wizyta. Co odpowiesz? Bo zakładam, że jako szef to ty decydujesz o takich sprawach.

Armin:
Maurenka nie musiała używać swoich zdolności, aby otworzyć drzwi prowadzące na zaplecze. Wrota były zniszczone, przez dostanie się na drugą stronę nie stanowiło żadnego problemu. Pytanie jednak: co się wydarzyło, że ciemnoskóra widzi taki oto widok; kto lub co je wyrwał z zawiasów? Może lepiej, że kobieta tego nie wiedziała, przynajmniej nadal chciała wejść do podziemi, co ważniejsze nie odczuwała strachu, a jedynie determinację.
Nadal z trzymaną kataną w dłoni przemierzała kolejne metry. Nie dało się nie zauważyć leżącego trupa na środku pomieszczenia. To natomiast nie zdziwiło wielce maurenki. Trup jak trup. Przesunęła ciało nogą, by dostać się do kanałów, a następnie przejść do upragnionych podziemi. Ciąg korytarzy, które wiły się i przecinały ze sobą tworząc rodzaj labiryntu, był mylący i na pewno dezorientował każdego, kto tam wchodził. Starała się zachować ciszę, w tamtym momencie umiejętności skrytobójcze bardzo się przydały. Nie chciała wszczynać walki z żołdakami, nie potrzebowała tego do szczęścia.
Po kilku bądź kilkunastu minutach "spaceru" trafili do byłej celi grobowej. Aktualnie składowiska złomu. Chciała to miejsce przeszukać, jednak dwie pochodnie nie oświetlały pomieszczenia w taki sposób, jaki maurenka sobie tego życzyła. Kiedy podeszła bliżej, ujrzała, że jedna z pochodni się porusza. Wtedy natychmiastowo Armin stanęła w miejscu nie dowierzając w to, co widzi. Jej uścisk na katanie wzmocnił się. Była w gotowości do ataku dziwnej, niewytłumaczalnej siły.

Mohamed Khaled:
Rikka:
- Cóż, myślę, że da się coś zrobić. Rekrutuje nas Gac, wampirzy Lord przewodzący wszystkim dzieciom nocy. On jednak - powiedział rozpinając swoją szatę - często pyta mnie o zdanie. Może zrobisz coś, co mnie przekona? - zapytał i uśmiechnął się do ciebie szyderczo

Samir i Armin:
Okazało się, że to nie była żadna tajemnicza siła. To po prostu jeden z żołdaków który patrolował znudzony korytarze. Niedaleko niego dostrzegliście stróżówkę z dwoma innymi żołnierzami.

Mohamed:
Droga mu się niemiłosiernie dłużyła. Znosił ją jednak cierpliwie i jego opanowanie przyniosło skutki. Po prawie czterdziestu minutach dotarł na sam koniec tunelu, przy którym znajdywała się drabina. Na górze, ponad swoja głową słyszał głosy trzech osób, więc jego "niespodziewane wtargnięcie" będzie naprawdę spektakularne. Kurwa, czemu?

Rikka Malkain:
Aha, czyli ten tutaj jednak nie był dowódcą. Skoro ponad nim był ten cały Gac, a on sam nie mógł nawet przyjąć nowego członka, to widocznie był tylko zwykłą płotką. Nie było sensu tracić z nim więcej czasu. Pora wracać do szukania tej księgi oprawionej w ludzką skórę. Rikka podjęła decyzję w jednej chwili i obdarzyła rozmówcę najbardziej czarującym ze swoich uśmiechów. Jego los został już przypieczętowany. Później, powoli i jakby od niechcenia, przysunęła się bliżej. W jej oczach dostrzec można było rozbawienie. Wampir pewnie myślał, że tak bawi ją perspektywa figli na da dachu wieży. Powód był jednak inny. Dotknęła delikatnie twarzy mężczyzny, a potem zbliżyła do niej swoją. Drugą rękę wśliznęła pod jego szatę i położyła na klatce piersiowej. Potem obdarzyła go długim, namiętnym pocałunkiem. Zanim oderwała od niego swoje usta, wykonała gwałtowny ruch nadgarstkiem dłoni spoczywającej na jego poliku. Szarpnięcie uruchomiło mechanizm ukrytego ostrza, które wampirzyca wbiła w skroń swojego niedoszłego kochanka. Kawał zimnej stali przebił mózg przystojnego wampira kończąc jego żywot. Jednocześnie, Rikka wgryzła się drapieżnie w usta swojej ofiary. Dzięki dłoni umiejscowionej na piersi wampira, zabójczyni mogła poczuć jak jego serce przestaje bić. Rudowłosa jęknęła przeciągle. Doznanie było zbyt upajające by mogła się powstrzymać. Gdy było już po wszystkim, musiała oprzeć się plecami o dach i poświęcić chwilę na uspokojenie oddechu i opanowanie myśli. Pamiętała o tym, by dalej trzymać ciało. Nie chciała przecież by zwłoki wampira runęły na dół i zaalarmowały straże.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej