Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Odrodzenie
Armin:
Armin również chciała poddać się wojowniczej atmosferze panującej w karczmie. Kiedy jakiś mężczyzna runął na nią, ta jedynie walnęła go w twarz, po czym rzuciła na podłogę. Nie chciała na siebie zwracać uwagi, myślała jedynie o misji, jaką miała wykonać razem z Samirem. Tego z kolei poniosło i wygłosił płomienną, można by rzec egipską mowę, by następnie również oddać się w wir walki. Ciemnoskóra korzystając z nieuwagi innych, skierowała się w tył karczmy, aby bez problemu znaleźć wejście do podziemi miasta. Niestety, plan maurenki skazany była na niepowodzenie z racji akcji jej towarzysza.
- Faceci... - westchnęła zaciskając zęby.
Wysunęła katanę, którą złapała w prawą dłoń, a z lewego nadgarstka wysunęło się ukryte dotąd ostrze. Chciała się dostać do podziemi na spokojnie, ale jeśli się tak nie da, to trzeba było usunąć niepotrzebnych rycerzy.
Kiedy jeden z nich miał przeciąć jakiegoś biedaka na pół swym mieczem, kobieta szybkim ruchem zblokowała cios kataną. Przerażony mężczyzna zemdlał, ale już kobiety nie obchodził. Nadszedł czas walki. Maurenka kopnęła przeciwnika w brzuch, jednak ten zdążył zasłonić się tarczą. Wtedy podcięła mu skutecznie nogi, kupując w ten sposób kilka sekund cennego czasu. Kataną trafiła w rękę, w której trzymał swoją tarczę, a ukrytym ostrzem przejechała wzdłuż drugiej. Tarcza padła na ziemię, jednak miecz nadal tkwił w dłoni żołdaka. Mężczyzna zamachnął się ponownie, jednak tym razem ciemnoskóra zrobiła unik i przejechała kataną tak, że ściągnęła z głowy hełm. Następnie wykonała jedno precyzyjne cięcie kataną, po czym poprawiła je ostrzem przybliżając się do przeciwnika, który wkrótce zakończył swój żywot padając na ziemię.
Już chciała się brać za następnego rycerza, kiedy otrzymała dosyć mocny cios w plecy. Na moment zabrakło jej powietrza, jednak szybko zebrała myśli. Obróciła się, trzymając ostrza przed sobą, aby zadać cios przeciwnikowi. Te jednak zostały sukcesywnie zablokowane. Maurenka wymierzyła ostrze katany prosto w głowę mężczyzny, ten ponownie nie dał się pociąć. Kobieta zdecydowanym ruchem wyciągnęła nóż i sprawnym pchnięciem wbiła go w rękę przeciwnika. Ten pchnął ją na pobliski stół chcąc zatopić w niej miecz, Armin na szczęście przeturlała się w jedną stronę i przy okazji wbiła ostrze w nogę rycerza. Położyła obie dłonie na ziemi i jednym, silnym kopnięciem uderzyła prosto w brodę, zwalając tym samym jego hełm. Wykonała przewrót w przód, po czym musiała ponownie się uchylić, gdyż rozdrażniony mężczyzna zaczął machać mieczem na prawo i lewo. Maurenka wybrała odpowiedni moment i rzuciła następnym nożem po prostu przed siebie. Rycerz zdążył się zasłonić, lecz kiedy odłożył ją na bok, aby znowu widzieć swój cel przed sobą, ciemnoskóra skoczyła na niego zatapiając w jego głowie oba swoje ostrza.
//Samir szacun za tekst z Asterixa i Obelixa xd
zostało 3/5 żołdaków
Samir:
Zgodnie z doskonale przemyślanym i logicznym planem Samira doszło już nie do mordobicia, a zwykłej walki na śmierć i życie. Mauren dokładnie na to liczył. Katana z sykiem wysunęła się z pochwy, gdy zabójca przeszedł z walki na pięści na rąbanie na śmierć i życie. Gładkim, płynnym ruchem zablokował pierwsze cięcie żołdaka i wyprowadził własną serię cięć. Nadział się jednak na morderczą kontrę, z trudem uchylił się przed cięciem i cofnął za stolik. Nie docenił oponenta, zakuty w szarą rudę strażnik był o wiele lepiej wyszkolony niż Samir się tego spodziewał. Nie zamierzał tracić niepotrzebnie sił, zwłaszcza że obok zbliżał się do niego drugi strażnik, zamierzając się groźnie własnym ostrzem. Mauren czuł się pewnie w swoich szermierczych zdolnościach, ale nie miał zamiaru tępić katany na zbrojach. Opuścił nieco własną broń, symulując poddanie się, a gdy żołdacy wyszczerzyli się krzywo i ruszyli na maurena ten sięgnął płynnym ruchem po nóż i cisnął w oko przeciwnika stojącego przed nim. Na swoje nieszczęście mężczyzna nie nosił hełmu, nie zdążył nawet zasłonić się tarczą, wyostrzona stal zagłębiła się w jego oku. Strażnik ryknął, aż zatrzęsły się szyby w oknach, a Samir wykorzystał moment i skoczył przed siebie, uchylając się przed ciosem drugiego z żołdaków, rozwścieczonego raną swego towarzysza. Mauren płynnie zszedł z linii ataku, jedynie wzrokiem śledząc biegnący tuż przed jego twarzą czubek srebrnego ostrza i doskoczył do rannego. O dziwo nóż w oku w niczym go nie powstrzymał, żołdak zaryczał raz jeszcze niczym pchnięty włócznią na polowaniu dzik i upuścił tarczę, sięgając do rękojeści tkwiącego w oczodole noża. Zacisnął palce i rycząc wściekle zaczął wyciągać ostrze. Prawdopodobnie liczył na swój wielki, męski moment w którym wyrywa ostrze z oka a potem pokonuje napastnika. Samir nie dał mu takiej szansy, cisnął kolejnym nożem w drugiego żołdaka, kupując sobie cenne sekundy i ciął z doskoku, mocno, prosto przez twarz, oślepiając go na drugie oko. Następnie przeszedł w płynny półobrót i uderzył zamaszyście znad głowy, uderzając prosto w odsłonięty kark mężczyzny, płynnym, gładkim cięciem ścinając mu łeb. Nie tracąc czasu mauren przeszedł w bok, w ostatniej chwili, bowiem drugi żołdak już nacieral. Wywijając wściekle mieczem runął na Samira, który zbił pierwsze kilka cięć kataną, pozornie z trudem. Strażnik, widząc że jego przeciwnik najwyraźniej ustępuje mu pola, zaatakował śmielej i w końcu wyprowadził uderzenie tarczą, popychając zabójcę na ziemię. Samir tylko na to czekał, zamarkował upadek i w ostatniej chwili cofnął się, po czym przeszedł w bok, w piruet. Żołdak, zmylony ruchem, już leciał do przodu, chcąc dobić swojego przeciwnika. Mauren ciął na odlew kataną, przez ucho i doskoczył do wroga, w ruchu odblokowując ukryte ostrze. Chciał żeby to zabójstwo było osobiste, z bliska, za trud który wróg mu sprawił. Ściął go precyzyjnym kopnięciem w zgięcie kolan i powalił na ziemię, po czym zaatakował z góry, upuszczając jednocześnie katanę. Ostrze spod nadgarstka wbiło się i zazgrzytało na kości, mauren zaś sięgnął po trzeci nóż i z rozmachem wbił go prosto w czoło przeciwnika. Przekręcił ostrzem i dla pewności zadał jeszcze pchnięcie ukrytym ostrzem w gardło.
Po chwili odetchnął głębiej i odstąpił do drętwiejących zwłok. Rozejrzał się po rzeźni jaką stała się karczma i odnalazł wzrokiem Armin.
- Nawet gładko poszło - odezwał się.
Armin:
- Źle nie było, racja. - powiedziała chowając ostrze i zbierając noże, które uprzednio wytarła o ubranie pierwszego lepszego trupa. Katany na razie zostawiła w dłoni, kto wie, co spotkają w podziemiach. Maurenka skierowała się wgłąb karczmy, aby znaleźć drzwi prowadzące do podziemi.
Rikka Malkain:
-Co tutaj robisz?- Zapytała wampira. Był nawet niebrzydki. Okoliczności przyrody również sprzyjały. Piękna pogoda, widoki. Ktoś patrzący z boku mógłby pomyśleć, że dwoje dzieci nocy udało się na romantyczną schadzkę. Tak jednak nie było. Rikka miała do wykonania zadanie. -Bo zgaduję, że nie jesteś jednym z tutejszych żołdaków.
Silion aep Mor:
Postanowił jeszcze przez chwile poczekać, przyjrzeć się obrotowi sytuacji, liczył na to, iż może żołnierze którzy weszli do środka opuszczą to miejsce. Mniejsza ilość przeciwników to mniejsze szanse na fiasko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej