Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (28/52) > >>

Silion aep Mor:
- Wykorzystując odpowiednio linkę z hakiem będzie można próbować dostać się na górny dziedziniec. Co prawda wspinaczka nie jest nie wiadomo jak przyjemna, bywa skuteczna. - rzekł zmierzając w stronę grupy, od rana racząc się piwem.
Wskoczył na koń by razem z resztą udać się w dalszą drogę.

Armin:
Mohamed wydawał się ciemnoskórej nieobecny podczas całej podróży. Ona sama również za wiele nie mówiła, ale po prostu nie lubiła tego robić podczas hemis, bo zimne powietrze napływało do jej ust. Trzymała się jego, tak sam jak w czasie poprzedniej wycieczki konnej. Na szczęście, siedziała za mężczyzną, przez co było jej troszkę cieplej, aniżeli miała by sama siedzieć na koniu, na którym nawiasem mówiąc nie umiała jeździć.
Ścieżka oraz drzewa pokryte były śnieżnobiałym puchem, a ten również spadał z niego otulając ciemny kaptur kobiety. Co jakiś czas bardziej wtulała się w ciało mężczyzny, gdy chłód doskwierał jej bardziej. Dziwne trochę, przeciwnicy podczas walki nie przeszkadzali jej tak bardzo, jak niska temperatura.
Po dłuższym czasie minęli dwie ofiary powieszone na drzewie, z których wystawały strzały. Taki obrazek oznaczał, że byli już blisko swojego celu.
- Przyjemna okolica... - mruknęła kobieta.

Mohamed Khaled:
Mohamed ściągnął kaptur ukazując swoje lico i przyglądając się trupom. Milczał dłuższą czasę analizując każdy skrawek ciała i ubioru. W tej chwili mógł się wydawać jeszcze bardziej tajemniczy, nieobecny, nieznany niż kiedykolwiek wcześniej.
- To nasi ludzie. Nie żyją od dłuższego czasu więc to nikt z obstawy którą wzięliśmy.

Samir:
Oddychając głęboko rześkim, zimowym powietrzem Samir jechał równo z innymi. Narodzony wśród jasnych piasków Isgharu nigdy do końca nie przywykł do śniegu i prawdziwej zimy, spotykanej w północnych hrabstwach Valfden. Ostatecznie jednak żył tutaj od wielu lat, a pogoda na wyspie nie była aż tak sroga. Teraz jechał, zakutany w welnianą szatę i co jakiś czas chuchał w dłonie by je rozgrzać.
Gdy dojechali mauren zapatrzył się na zwłoki wiszące na drzewie.
- Może należałoby ich pochować. Ale na tym mrozie kopanie w ziemi... - zamyślił się Samir i wzruszył ramionami - Wysyłałeś tu ludzi wcześniej?

Mohamed Khaled:
- Jednego. Wrócił cały i zdrowy - stwierdził posępnie. Co tu do cholery robiły Kruki? - Bądźcie czujni, coś czuję, że to dopiero początek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej