Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Odrodzenie

<< < (27/52) > >>

Samir:
Do tej pory milczący Samir siedział z boku i zajadał jajecznicę.
- Siedzę przecież, jem sobie. Kto rano wstaje temu Zartat daje - pouczył poważnym tonem młodzież i łyknął ostatni kęs i zapił wodą - A najedzony kruk to sprawny kruk. Z tego co mówią mi nasi bracia pójście na miecze będzie samobójstwem. Ale nie bez powodu przechodziliśmy odpowiednie szkolenie. Teraz trzeba to wykorzystać i dostać się niezauważenie do środka.

Mohamed Khaled:
- Dostać się do podgrodzia według słów braci to nie problem. Problemem może być wejście na górny dziedziniec... Nie mam pojęcia czego możemy się tam spodziewać.

Rikka Malkain:
-Może uda nam się dowiedzieć czegoś więcej gdy dotrzemy już na miejsce. Nie twierdzę, że wysłałeś słabych zwiadowców, ale sami na pewno odkryjemy znacznie więcej niż oni.
Zauważyła Rikka. W końcu chyba każdy Kruk był świetnym zwiadowcą i szpiegiem, ale nie wszyscy byli dość dobrzy by porwać się na dokonanie przewrotu i sięgnięcie po władzę w gildii. Rikka wierzyła, że Krucza Rada poradzi sobie z rozpoznaniem lepiej niż szeregowi asasyni.

Armin:
Maurenka budząc się przeciągnęła się leniwie. Po chwili zauważyła, że jest sama w pokoju. Wywnioskowała, że Rikka musiała już zejść na dół. Chociaż, ciemnoskóra zupełnie nie dawała sobie sprawy z jej obecności. Może dlatego, że to emocje wzięły nad nią górę i przez to miała przyćmione zmysły.
Armin szybko ogarnęła się, umyła twarz, założyła ubrania, a także bronie, z którymi się nie rozstawała. Szybkim krokiem zeszła na dół, gdzie zauważyła resztę towarzyszy, oprócz Siliona. Wzięła od karczmarza jakąś pierwszą lepszą kanapkę, ale cały czas jednym uchem przysłuchiwała się rozmowie, po czym podeszła do Kruków.
- Dzień dobry wszystkim. - powiedziała z delikatnym uśmiechem. Usiadła na miejscu obok Mohameda. - Wejdziemy, zrobimy co mamy zrobić i wyjdziemy. My byśmy dali nie dać rady? - spojrzała p pozostałych.

Mohamed Khaled:
- Mam taką nadzieję. - jego głos wydawał się jakiś pusty, cichy, bez głębszych emocji. Czy to było następstwo wczorajszej rozmowy pomiędzy nim a Samirem, czy po prostu postanowił dalej grać, wyzbyć się wszelkich dobrych uczuć? Ciężko było mu to teraz stwierdzić. Po prostu... Czuł się inaczej. Gdy przyszła Armin, spojrzał na nią zaledwie kilka sekund po czym odwrócił głowę i zaciągnął się papierosem, niedopałek gasząc pod butem.
- Ruszajmy - stwierdził  i zaczął wstawać. Na pożegnanie kiwnął karczmarzowi głową, po czym wyszedl z karczmy i osiodłał swojego konia. Sprawdził wiązania, pogłaskał konia wolnym, melancholijnym ruchem ręki po szyi i łbie, po czym przyłożył głowę do głowy zwierzęcia. Stał tak chwilę w ciszy i delektował się spokojem.
Wsiadł na konia i powoli ruszył, a za nim pozostali. Czekała ich długa podróż.

Jechaliście od dwóch godzin. Mohamed przez większość drogi jechał w milczeniu od niechcenia rozglądając się po okolicy. Hemis o tej porze, w tej okolicy przynajmniej, wydawał się piękny. Z nieba padał delikatny śnieg, zaś ten, który leżał na ziemi był tak puszysty, że można było tylko na niego legnąć i leżeć aż do śmierci.
Po jakichś pięciu godzinach od wyruszenia z karczmy dostrzegliście w oddali strzeliste wieże grodu, skrytego w tej chwili za długą ścieżką leśną.
Czujne oczy Kruków już na starcie wyłapały, że na jednym z drzew wiszą dwie postacie. Ubrane były w długie, czarne szaty, zaś twarze skryte miały za postrzępionymi chustami. Z ciał wystawały im strzały.
- Jesteśmy prawie na miejscu... - stwierdził posępnie zeskakując z konia i podchodząc do ciał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej