Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Odrodzenie
Armin:
- Co się wydało, skoro to było wiadome od początku? - zaśmiała się krótko.
Ciemnoskóra weszła, weszła schodami na piętro, po czym stanęła przed drzwiami do swojego pokoju.
- Nie rozumiem, co do niego masz. Zaangażował się, ma plan i dąży do jego realizacji. - stwierdziła. - Moim zdaniem za dużo myślisz, jak zawsze. - westchnęła. - Cieszę się, że wyjaśniliśmy sobie parę kwestii. A teraz, życzę dobrej nocy. Powinniśmy się wyspać przed jutrzejszym dniem.
Po tych słowach otworzyła drzwi do swojego pokoju, zamknęła je za sobą, oparła się o nie plecami i odetchnęła głęboko. Spojrzała w bok. Ujrzała wbite wcześniej noże w ściany pomieszczenia. Pewnymi ruchami wyciągnęła je, a następnie schowała na swoje miejsce. O zbity wazon się w ogóle nie przejmowała.
Zdjęła z siebie płaszcz oraz bronie. Położyła się na łóżku, by w końcu zasnąć w spokoju.
Silion aep Mor:
Również udał się do pokoju po czym szybko zasnął.
Mohamed Khaled:
Ranek nastał szybko, a pierwsze piania koguta obudziły całą piątkę Kruków nim słońce zdążyło się w pełni pojawić na horyzoncie. Mohamed wstał jakiś nieco przybity z łóżka i rozprostował kości. Był w zupełnej nieświadomości rozmowy, która wydarzyła się pomiędzy Silem i Armin w trakcie jego snu.
Ubrawszy się i założywszy bronię zszedł na dół, a potem na podwórko okalające karczmę. Kruczy Bracia już czekali w pełnym składzie. Niestety bez jego przyjaciela.
- Dotarliśmy niemal pod sam gród. Opisanego przez ciebie człowieka nigdzie nie spotkaliśmy. Za to rozeznaliśmy się w sytuacji grodu - powiedział jeden z Kruków. - Gród nie jest jakoś specjalnie chroniony, a do środka wpuszczają niemal każdego. Przynajmniej do dolnej części. Sprawne oczy wychwycą jednak, że ludność w tamtych terenach jest zastraszona, a po ulicach zamiast strażników chodzą zbiry uzbrojone po zęby. Może być ciężko dostać się do ich przywódców.
- Rozumiem. Co z górnym dziedzińcem?
- Na blankach widziałem kuszników, w środku zaś możemy spodziewać się masy zbrojnych. Otwarta walka to śmierć dla nas i dla was
- Ruszajcie na przód. Gdy reszta wstanie ruszymy za wami. - mruknął Mohamed i wrócił do karczmy.
Jego przyjaciel nie zjawił się w ustalonym miejscu, Kruczy Bracia nie zdołali go odnaleźć. Zaczęły robić się schody...
Rikka Malkain:
Rikka zeszła na dół. Całą noc spędziła w swoim pokoju, siedząc na łóżko ze skrzyżowanymi nogami i pogrążając się w rozmyślaniach. Wampiry nie potrzebowały snu w tym sensie co śmiertelnicy. Spanie w nocy było zaś dla rudowłosej zupełnie nienaturalne, więc zamiast tego wprowadziła się w stan podobny do medytacji. Nie rozważała jednak niczego konkretnego. Po prostu dryfowała spokojnie w oceanie swoich marzeń i wspomnień. Nie dlatego jednak zignorowała dziwne zachowanie Armin. Zrobiła to, bo domyślała się że chodziło o jakieś problemy związane z uczuciami do tego brodacza. Nie chciała się w to mieszać, bo sama była kiepska w rozwiązywaniu tego typu spraw. Uwieść kogoś żeby później wykorzystać? Żaden problem. Związków jednak rudowłosa unikała jak ognia. Teraz stanęła kilka kroków za Mohamedem i opierając się o ścianę gospody zaczęła przysłuchiwać się jego rozmowie ze zwiadowcą. Gdy mężczyźni skończyli, wampirzyca wróciła do karczmy wraz maurenem.
-To nie brzmiało jak coś, z czym moglibyśmy sobie nie poradzić. I tysiąc zbrojnych nie pomoże im, jeśli nas nie dostrzegą.
Mohamed Khaled:
- To prawda. Choć z doświadczenia wiem, że te z pozoru łatwe zlecenia mogą w każdej chwili pójść się jebać - mruknął i zapalił papierosa. Przez krótką chwilę wertował słowa zwiadowcy w ciszy, po czym ze zrezygnowaniem usiadł na krzesło i oparł nogi o blat. - Co z Armin? Samirem? Wstali już? - zapytał od niechcenia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej