Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wierzyciel
Quinn:
- No nieładnie - zgodził się Quinn, podążając za krasnoludem - I taka grupa, jak to mówisz, srająca do własnego gniazda... jest tolerowana tu, na Valfden? Ludzie nie mają nic przeciwko życiu po sąsiedzku z bandą psychopatów gotowych wbić im nóż w plecy za garść złota od pierwszego lepszego zleceniodawcy?
Domenik aep Zirgin:
- Nikt nie wie Ja wiem... bo tam byłem - Gdzie jest ich siedziba, te kurwie syny - z całym szacunkiem dla kurew - są czasem potrzebne. Ich problem to brak kodeksu, powiesz żem wariat. Bo wymagam kodeksu od takiej patologii. Ale nawet mafia ma zasady. Kurwa! Piraci nawet. Dotarli pod okręt.
- Nelsooon! Jesteś?!
Quinn:
- No jednak nawet morderca powinien mieć pewien kodeks moralny czy zbiór zasad. Chociaż oni wszyscy powinni siedzieć w ciemnicy, a nie uczciwych ludzi męczyć, spokój im zaburzać - mruczał bardziej do siebie Quinn i przystanął, przysłuchując się rozmowie. Lub zawołaniu, jakie wydał z siebie krasnolud. Nelsona jeszcze nie widział.
Stary Nelson:
- Jestem stara pierdoło, nie drzyj się. Odpowiedzial starszy wiekowo człowiek, wypisz wymaluj pirat. Miał nawet papugę. Nogi obie były jego. Zaprosił was na pokład. - Rozumiem że mnie potrzebujecie. Co, kurwa, znowu, wymyśliłeś. Na złoto Atlantydy...
Quinn:
- Potrzebujemy, kapitanie. Trzeba nam na Vrih dopłynąć - powiedział elf i dopiero po chwili zorientował się że nie przedstawił się - Jestem Quinn.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej