Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wierzyciel

<< < (13/24) > >>

Quinn:
- Brzmi jak ciekawe miejsce do życia. Lub odwiedzin - przyznał elf i odstawił pusty już talerz. Popił ciemnym piwem przy przepłukać usta i nasycić się nieco przednim, ciemnym trunkiem i rozsiadł wygodniej - Jak tam popłyniemy? Kursują tam jakieś promy, statki? Czy też macie może własny okręt?

Domenik aep Zirgin:
- Złapiemy jakiś, mój statek spoczął na archipelagu Dun-Wan. Popił piwa i westchnął, bo ożyły wspomnienia. Krasnolud dostał flashbacka z dawnych czasów. - Było to na rok przed klątwą mgły, robiłem wtedy u Morgana Szybkiego na barkasie Molly. Barkas to taka barka duża. Jakeśmy płynęli z... ładunkiem rzecz jasna. Nie pewnym jest całkowicie miejsca, ale tako właśnie zdaje mi się, a i śmierdziało innym podobnie, że to właśnie Atusel było.- upewniał sam siebie krasnolud.-  No i czas czy los, pies go wie, zepchnął nas poza szczęściarzy krąg... Pościg szedł, aż żagle rwało. A my na pożyczonej barce słabo mogli ciąć fale. Tako rzekł Morgan zawijaj!- tom popędził do teru, żagle już zwijali, a jam niczym wariat zakręcił pośród skały do zatoki.- krasnolud widział zniecierpliwienie i spijane słowa z jego wąsatych, piwnych ust.
- Myślałem nijak przepadlim! W dupę całe 100 pierdolonych beczek rumu, w dupę barkas, w dupę kupieckie sakwy pod pokładem - gestykulował żywo. - Odwróciłem ster na lewo, wpół rozwinięte żagle przesunęły nas równolegle ku brzegowi... teraz albo nigdy żem krzyknął! Kto żyw chwycił bandolet, strzelbę czy muszkiet. Nawet wierna mała puszka 5 calowa gotowa stała przy burcie. - tutaj dodał dramatyzmu sytuacji tej zachowując kamienną, niewzruszoną twarz.
- Tylem dymu widział tylko raz w życiu... Jak nie huknie z puszki, jak nie Morgan każe nabijać i wprzódy broń podawać! Ognia dawaliśmy nieprzerwanie minut dwie, a zdawałoby się godzin kilka. - recytował. - Zratował nas... rum właśnie i barkas chędożony. Nijak bowiem byłoby fregatą bojową kompanii handlowej manewru takiego dokonać. A wolna barka, obładowana ponad kreski dała radę. - zastygł czekając na słowa. Najwyraźniej nikomu nie przedstawiało się w myślach to, co żeglarz wiedział po wskazaniu na szybkość i obciążenie.
- Czego z rury i bandolety nie podziurawiły to skały już dały radę... Lądowanie twarde było, Morgan padł część załogi też. A ładunek było ostawić w jaskini wydrążonej falami w tejże zatoce. Uszliśmy w lasy, bo i tak już wiele namieszane było w relacjach handlowych... Popił piwa. Zorientował się się że spalili w sumie pusty barkas wtedy płynąc do Omas... Słowa krążyły po głowie. i zapanowała dłuższa cisza. ładunek było ostawić w jaskini wydrążonej falami w tejże zatoce. ładunek było ostawić w jaskini wydrążonej falami w tejże zatoce. ładunek było ostawić w jaskini wydrążonej falami w tejże zatoce - Kurwa mać! Krzyknął, ni to z zdenerwowania ni to ekscytacji.

Narrator:
A Domenik czekał i czekał...

[member=26075]Quinn[/member]

Quinn:
Elf siedział w ciszy, zasłuchany w opowieść krasnoluda. Nawet zapomniał piwa pić, które stało sobie spokojnie, piana dawno już zniknęła z powierzchni i powoli nabierało paskudnej, pokojowej temperatury, niegodnej tak zacnego trunku. Quinn jednak zapomniał się i słuchał.
- I co się w końcu stało z tym rumem? Tyle dobrego napitku na zmarnowanie, nie uwierzę że tak zostało zapomniane - powiedział z lekkim uśmieszkiem.

Domenik aep Zirgin:
- Wstyd powiedzieć, bo... byliśmy raz na tej wysepce. Duch kapitana Morgana powiedział że trza spolić wrak z ładunkiem, bo un spokoju ni zozna. Nu. Spalilim my wrak, duch se poszedł. Barkas buchnął łogniem - tu "buchnął" rękoma - Jakoby tam było rumu ze dwieście beczków. Ale no ja dobrze pamintam że po katastrofie my ładunek skitrali w jaskini. Napił się piwa. - Więc to pewnikiem proch jebnął, a rum dalej tam jezd. Finito

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej