Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wierzyciel
Domenik aep Zirgin:
- No, racja racja. Ale żyć trzeba. W Konkordacie to dają żryć za darmo pewnie, ale wszyndzie yndzij masz rachunki do płacenia. Łowczego to Melkior potrzebuje, ale Bękarty porządnym zwiadowcą czy snajperem nie pogardzą. I dobrze płacą. Pod warunkiem że wykonujesz rozkazy i masz musk.
Quinn:
- Jak się podszkolę a robota będzie ciekawa to czemu nie, ja zawsze jestem otwarty na nowe propozycje. A tak właśnie podejrzewam, że dobrze wyszkolony łowca czy tropiciel jest zawsze w cenie.
Domenik aep Zirgin:
- Nu. Słyszałem plotunie jakoby mieli niedługo jechać z misją na Vrih. Bronić tam czegoś. Dobra, jedziemy?
Quinn:
- Jak konie wypoczęły to nie ma co mitrężyć, długi same się nie odbiorą, kobiety same nie wychędożą... No wiesz jak jest - powiedział z uśmiechem Quinn i wspiął się z powrotem na kozioł wozu. Dobrze mu się podróżowało z krasnoludem, okazał się interesującym i otwartym rozmówcą, nawet jeśli prostolinijnym. To jednak elfowi nie przeszkadzało, nie po to opuścił sztywne, pełne zawiłych konwenansów Elanoi by wpaść w to samo bagienko, tylko na wyspie.
Domenik aep Zirgin:
Ylf był tyż ciekawy, inny niż typowe ylfy z ylfolandii. A jednocześnie taki jak wszystkie które tu Domenik znał, ynteligentny i nieco rubaszny. Ja na członka organizacji w której niektórzy za bardzo lubią zwierzątka albo drzewa. Drzewa chociaż nie uciekają. Smagnął kunie lejcami i ruszyli. Gdy zmierzchało zbliżali się do obwarowanego zajazdu.
- Nu, kawałek jeszcze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej