Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wierzyciel
Quinn:
- W sumie - zgodził się elf i sięgnął po kolejną strzałę. Znał już położenie i wiatr, zatem kolejny strzał był prostszy do oddania. Sprawdził tylko czy siła i kierunek wiatru się nie zmieniły, po czym napiął łuk, ponownie dociągając cięciwę do policzka. Poczuł słony smak lotki w ustach, ocenił dla pewności czy dobrze mierzy i wypuścił strzałę. Pocisk poszybował po delikatnej paraboli i wbił się mocno w potwora, tam gdzie zwykły kretoszczur powinien mieć serce - Z tymi mutantami nigdy nic nie wiadomo, faktycznie lepiej się upewnić.
Domenik aep Zirgin:
Teraz na pewno było martwe. - Nie wiem czego nienawidzę bardziej, wampirów, demonów, czy magicznych mutantów. No dobra, jadziem dalej.
Quinn:
- Też nie wiem. Chyba magicznych mutantów, bo jak widzisz demona czy wampira to wiesz czego się spodziewać, a taki mutant to kto wie co robi i co umie. Możemy się zatrzymać przy zwierzynie? Chciałbym ją oprawić.
Domenik aep Zirgin:
- Skoro umisz to jo, oczywiście. Krasnolud podjechał pod truchło, jakieś 4m.
Quinn:
- Umiem - skinął głową elf i po zatrzymaniu wozu zeskoczył zwinnie na ziemię i sięgnął dla pewności po wardynę. Szturchnął mutanta końcem by upewnić się że nie żyje, a gdy tylko tę pewność zyskał odłożył broń i sięgnął po nóż myśliwski. Prosty, krótki nożyk był idealny do oprawiania zwierzyny i tak tez Quinn zamierzał go wykorzystać. Najpierw przyklęknął przy zmutowanym kretoszczurze, wyrwał swoje strzały z truchła bestii, odłożył je do kołczana, po czym przystąpił do skórowania. Naciął zwłoki bestii wzdłuż brzucha i łap i metodycznymi cięciami oddzielił skórę od ciała. Gdy już mu się to udało przeszedł do łap, sprawnie wycinając pazury, a na sam koniec wyłupał kły potwora. Całość ładnie spakował.
- No, gotowe, można jechać.
Zabieram:
16 pazurów wypaczonego kretoszczura
2m2 skóry wypaczonego kretoszczura
2 kły wypaczonego kretoszczura
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej