Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Śladami Bestii
Mohamed Khaled:
- Zombie, psia jego mać. I, z tego co widzę, jeśli mnie oczy nie mylą, to Ghul - stwierdził posępnie przyjmując postawę bojową i wystawiając rękę przed siebie. - Nie wtrącaj się. Czas na spektakularny sposób likwidacji - skupił w sobie energię A'abiela i przekierował je przez wszystkie kanaliki w ciele. Oczy zalśniły na krótki moment czernią ale Mohamed uprzednio zadbał o to, by jego towarzysz tego nie dojrzał. Poczuł w sobie nowy zastrzyk energii i, chwyciwszy pewniej katanę do ręki pognał w stronę przeciwników. Tym razem musiał nieco bardziej uważać. Jeden z przeciwników miał w ręce miecz, drugi z kolei przewyższał nieco swoich nieumarłych braci.
Zgrabnie ominął cztery stoły na których znajdywały się zwłoki - do tej pory nadal martwe, a nie zmartwychwstałe - i poleciał dalej. Ghul zaatakował jako pierwszy, ale z tym sobie poradził łatwo. Postanowił zastosować takie samo uderzenie jak w przypadku pojedynku z Betrucem. Tylko tym razem użył nogi. W momencie, gdy jego but dotknął klatki piersiowej stwora, oddziałał w tym miejscu mortokinezą. Stwór odleciał do tyłu co dało mu czas by zająć się zombie.
Zrobił szybki, sprawny piruet i odbił niezgrabny cios zadany przez żelazny miecz trzymany przez martwe truchło. Spiął wszystkie mięśnie w rękach i zadał kilka szybkich, gwałtownych cięć po głowie swojego przeciwnika. To w końcu zgniłe truchło, co nie? Miecz powinien gładko wchodzić i wychodzić. Zwłaszcza, jak od lat trenuje się walkę takim rodzajem broni. Truchło padło martwe na ziemię z poszatkowaną głową i mózgiem.
- Został ghul... - mruknął pod nosem.
Chwycił jeszcze raz pewniej katanę i ruszył na stwora. Ghul przystąpił do ataku szybciej niż czarnoskóry kruk się spodziewał. Rzucił się na niego z pazurami, chcąc najpewniej rozszarpać jego gardło. Mohamed zrobił więc zgrabny unik i, tnąc od dołu, odrąbał stworowi ręce. A później, po szybkim piruecie, odrąbał potworowi głowę.
- Za stary się na to robię...
Patty:
Potwory padły martwe. Przynajmniej na tę chwilę nic się nie poruszało w kostnicy. Aiden dopiero teraz wychylił głowę zza jednego stołu i rozejrzał się nerwowo.
- Już poszły sobie? - zapytał nerwowo, a z góry usłyszeliście rumor. Nagle do piwnicy wdarło się trzech uzbrojonych strażników.
- Co ja kurwa mówiłem o bezeceństwach!- darł się jeden, wbiegając do środka.
Mohamed Khaled:
- Są martwe, zabiłem je, jeśli o to ci chodzi - odpowiedział towarzyszowi, po czym zwrócił wzrok na strażników którzy wpadli do pomieszczenia. - Nie chcieliśmy tego robić, ale czymkolwiek jest ta Bestia, która straszy w tych stronach ma moc, która powoduje, że ciała zmartwychwstają. No, przynajmniej te dwa. Przykro mi, broniłem własnego i waszego życia. Gdybyśmy zginęli, następnych którzy tutaj zeszli czekałby ten sam los.
Patty:
Strażnik sapnął gniewnie, ale potem zobaczył rany i nagle zamilkł, a twarz jego pokryła śmiertelna prawie że bladość.
- Umrzyki? Tutaj? Ale to spokojne miasto... Trza nam po Bractwo wołać! - mruknął, jak gdyby do siebie, po czym nagle się otrząsnął i spojrzał ci w oczy - Mówisz, Bestia to zrobiła? Nu, to ja miarkuję że powinniście burmistrza zobaczyć. Ty sam może bo ten to ma dość chyba... - powiedział i wskazał na Aidena, który nagle gwałtownie schylił się i zrzygał na podłogę.
Mohamed Khaled:
- Prowadź więc. I tak nie wiem którędy dojść do posiadłości burmistrza. A czas nagli, jak można stwierdzić po tych trupach. Musimy czym prędzej wyeliminować bestię- stwierdził posępnie. - Aiden, wróć do karczmy. Zjedz coś i wypocznij, bo słabo z tobą
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej