Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Śladami Bestii

(1/27) > >>

Mohamed Khaled:
Nazwa wyprawy: Śladami Bestii
Prowadzący: [member=9411]Patty[/member]
Wymagania: Brak
Uczestnicy: Mohamed Khaled

Ocknął się z cholernym bólem głowy i suchotą w gardle. Tak jakby przez ostatni tydzień pił i nie trzeźwiał. Leżał w krzakach przy trakcie do hrabstwa Revar, w okoliach gminy Aqtos. Cholerny demon wyciągnął go tutaj zaraz po ucieczce z konwoju. Czemu aż tak daleko na północ od Efehidonu? Kurwa, pomyślał, nie mogę się pokazywać oficjalnie w mieście...

Patty:

Droga przy której się obudziłeś prowadziła ewidentnie w dwóch kierunkach. Przed sobą, między drzewami miałeś drogę na północ, biegnącą przez gminę Aqtos, z tego co podpowiadała ci znajomość kartografii i wrodzony maureński zmysł w końcu doprowadzi cię do miasteczka Golinog, przy wschodnim brzegu rzeki. Na południe zaś trakt rozszerzał się do normalnej drogi i prowadził ku stolicy. Dookoła ciebie szumiał cicho jesienny las, złote liście sypały się z drzew przykrywając ściółkę i gałęzie leżące przy drodze. Pogoda była jeszcze ładna, choć było pochmurno.

Mohamed Khaled:
Ruszył w kierunku północy, jak najdalej od stolicy. Ciekaw był jak długo zajmie im zebranie jakiejkolwiek drużyny. Wymordował przecież kilku Bękartów z eskorty, zabił nawet ludzi własnego ojca. Ojca, który nawet nie przyszedł się zobaczyć z własnym synem. Ale nie ma się czym martwić, on się jeszcze zemści. Zabije tego skurwiela Arlena, który w chwili próby zdradził go. Tak samo pojebany jak chędożony w dupę Kratos. Zabije też własnego ojca... Nikt, kto zadarł z Czarnym Prorokiem nie mógł ostać się na ziemi. Nikt i nic.
Szedł przed siebie cicho podgwizdując pod nosem. A'abiel najprawdopodobniej spał sobie w jego wnętrzu bo nie słyszał nic prócz cichych szeptów.
Jeśli dobrze pamiętał, tą drogą dojdzie do miasteczka Golinog. Może tam uda mu się choć na chwilę odetchnąć w spokoju.

Patty:
I tak oto opętany mauren ruszył przed siebie. Na północ. Nie wiedząc czy tropią go rozwścieczone Bękarty, gotowe zrobić wszystko by pomścić swoich padłych w niehonorowym boju braci szedł twardo przed siebie. Pogoda nie zmieinała się za mocno, może niebo zachmurzyło się nieco bardziej, przytłumiając delikatnie tę słynną złotą valfdeńską jesień, ale poza tym bez zmian. Wełniana szata grzała Mohameda, to i droga upływała dość przyjemnie.
Do czasu aż usłyszał krótki, kobiecy krzyk. A potem dużo głośniejszy, męski ryk.

Mohamed Khaled:
A spacer zapowiadał się tak pięknie, stwierdził cicho w myślach po czym pognał w stronę dobiegającego krzyku. Już w trakcie biegu szykował się psychicznie i fizycznie na walkę. Obudził też głośnym krzykiem w myślach swojego demonicznego kompana. Nie wiedział przecież bowiem z kim przyjdzie mu się zmierzyć. Jeśli będzie ich więcej to przecież będzie potrzebował jego pomocy.
Cholera, czy ja nigdy nie mogę mieć spokoju?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej