Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Śladami Bestii
Mohamed Khaled:
Obudził się z niemym krzykiem na ustach i wbitym ukrytym ostrzem w powietrze. Cholera, kurwa, kurwa, kurwa, warczał do siebie w myślach gdy wstał z łóżka. Nie pamiętał kiedy ostatni raz śnił o zabitych przez niego ludziach. Te wszystkie twarze, setki, tysiące którym odebrał życie odkąd pojawił się na wyspie przed dziewiętnastu laty.
- Cholera. Muszę jak najszybciej się dorobić i odejść na spokojną emeryturę... - stwierdził posępnie zakładając na siebie ekwipunek i wychodząc z pokoju.
Na drugą część snów nie zwracał większej uwagi. Odkąd skazał się na A'abiela zdążył się już przyzwyczaić do szeptów w głowie, do upiornych widoków i żądzy mordu. Choć spojrzenie w Otchłań spowiło jego serce w jeszcze większym mroku.
Patty:
Wyszedłeś z pokoju i zszedłeś na parter, gdzie akurat ostatni łowcy kończyli swoje śniadania. Większość musiała już wyjść, mimo że był wczesny poranek, świtające słońce dopiero co wpadało przez uchylone okiennice.
- Ciężka noc? - zapytał gospodarz i postawił przed tobą talerz jajecznicy.
Mohamed Khaled:
- Jak chuj - stwierdził posępnie wkładając do ust porcję jajecznicy i żując. - Wiesz może gdzie jest ta ekipa ze wczoraj? Ta, z którą piłem? Mieli na mnie zaczekać rano, ale albo spierdolili, albo zapomnieli.
Patty:
- Większość poszła na polowanie. Czego szukają wiadomo, ale jeden z nich kręcił się tutaj dopiero co, a potem wyszedł przed karczmę. Nie wiem czy gdzieś poszedł, nie wyglądałem.
Mohamed Khaled:
- Dobra, dzięki wielkie za informacje i śniadanie. Jeśli spotkam Talię nie omieszkam poinformować ją o twoim miłym zachowaniu względem mnie - zaśmiał się cicho i wstał, wychodząc przed karczmę. Zaciągnął się świeżym powietrzem po czym wyciągnął paczkę papierosów i zapalił. Trzeba będzie udać się do strażnicy, pooglądać ciało. Potem pewnie do burmistrza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej