Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Śladami Bestii
Patty:
- Robi się - odpowiedział po prostu karczmarz i zawołał dziewkę kuchenną, polecając jej przynieść miskę gulaszu, tobie zaś przysunął uprzednio nalany kufel pełen ciemnego piwa. Spojrzał pytająco, podsuwając ci go pod dłoń, zaś tobie udało się odkryć wolny stolik. Gdy zająłeś miejsce dziewka kuchenna postawiła przed tobą strawę i uśmiechnęła się wdzięcznie.
Mohamed Khaled:
- Dziękuje. Jak Ci na imię, Pani? - uśmiechnął się do dziewki i mrugnął. Rozejrzał się ukradkiem po sali wyłapując spojrzenia skierowane w jego stronę. Jak przypuszczał ktoś na pewno słyszał jego rozmowę z oberżystą, więc kolejnym jego przypuszczeniem było, że ktoś może go teraz taksować wzrokiem próbując wybadać umiejętności.
Patty:
Jak przypuszczałeś, istotnie twoja rozmowa z karczmarzem nie przeszła niezauważona. Jeden z wojowników siedzących nieopodal, barczysty i ponury krasnal taksował cię uważnym spojrzeniem, wodząc palcami po leżącym na blacie toporze. Był ubrany prosto, w mocne skórzany buty i tunikę o barwie słomy. Znać było że nie przyjechał tak ubrany, a jedynie śniada bez pancerza.
- Jagna jestem, panie - uśmiechnęła się szeroko dziewka, średnio urodziwa co prawda, ale wyraźnie łasa na zainteresowanie.
Mohamed Khaled:
Kruk uśmiechnął się na widok krasnoluda i ściągnął katanę z pleców opierając ją o blat stolika. Przejechał ręką po rękojeści i odwzajemnił spojrzenie krasnala. No, może będzie burda!
- Miło cię poznać, Jagna. Kiedy będziesz miała nieco czasu by się zapoznać? - zapytał dla niepoznaki, uśmiechnął się do niej i znów skrzyżował spojrzenie z krasnoludem.
Patty:
Dziewczyna zachichotała wesoło i spojrzała w ci głęboko w oczy.
- Noo... niedługo kończę swoją zmianę, bo zastępuje mnie Małgośka, to pewnie mogłabym tu zostać trochę dłużej - powiedziała i uśmiechnęła się ponownie, zachęcająco.
Tymczasem krasnolud najwyraźniej odebrał twój gest za zaczepkę, bo skończył swój kufel wina w kilku tęgich haustach, po czym wstał, warknął głucho i podszedł do ciebie zdecydowanym krokiem, odpychając Jagnę.
- Z drogi dziewko - warknął, popychając ją gdzieś na bok. Dziewczę z piskiem poleciało na ziemię - Czy mamy tu jakiś, kurwa, problem? - karczma ucichła nagle słyszalnie, patrząc na widowisko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej