Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Śladami Bestii

<< < (9/27) > >>

Mohamed Khaled:
- W takim razie liczę na poznanie - odpowiedział jej i także się uśmiechnął. A później... No cóż, krasnolud postanowił jednak zareagować na jego wzrok i ruch i z bojowym wyrazem twarzy. Hehe, no to się przeliczy chłopina. Wstał w momencie gdy Jagna upadła na ziemię, zaś na jego twarzy wykwitł poważny, przerażający wyraz. Mierzył krasnoluda srogim spojrzeniem, jak na Kruka i szlachcica odnoszącego się do największego plebsu przystało.
- Jeśli chcesz ruchać dziwki drewnianym kutasem to tak, mamy problem - odpowiedział wojowniczo. - Zrób to, dawaj. Pokaż jaki jesteś chojrak. Zrób burdę. Ale przyrzekam, że będzie to ostatnia twoja taka akcja.

Patty:
Krasnolud zaśmiał się głucho i krótkim kopnięciem posłał twoją katanę gdzieś w głąb sali.
- To nie ja szukam zwady, czarnuchu. Myślisz że taki siwy, brodaty dziad jak ty da sobie radę z Bestią? Won stąd, przybłędo i nie pałętaj się pod nogami lepszych i zdolniejszych od siebie. Łap ten scyzoryk co żeś przyniósł i w te pędy za bramę, bo naprawdę się pogniewamy - krasnolud cedził kolejne słowa powoli i spokojnie, ale w oczach widać było że spokojnie nie odejdzie. Jagna tymczasem pozbierała się z podłogi i uciekła na zaplecze. Karczmarz widział zajście, ale nie interweniował.

Mohamed Khaled:
- Ten brodaty, siwy dziad, jak raczyłeś mnie nazwać, brał udział w obu wojnach na Zuesh i wojnie tu, na Valfden za co został odznaczony. A ty, wypierdku, co robiłeś? Ssałeś fiuta swojego kolegi w tym czasie? Bo sądząc po twojej posturze, to na widok demona zesrałbyś się tak, że twoje gówno zajęłoby całą powierzchnię tej wioski. Jak nie całe królestwo. - parsknął i spojrzał na odrzuconą katanę. - Myślisz, że potrzebuje tego żelastwa by ci wpierdolić? - zapytał retorycznie i wysunął ukryte ostrze. - Tego też nie potrzebuje. Jeśliś taki chojrak, "lepszy i zdolniejszy" ode mnie, to stawaj do walki na pięści, karzełku. Zobaczymy kto tu jest lepszy. - warknął popuszczając nieco blokady A'abiela i zaciągając się boską mocą. Niestety, w tym pojedynku jednak jej nie użyje. - A może boisz się? To w sumie śmieszne by było, gdyby taki wielkosłowny, "odważny człek" wzrostem dosięgający do dziecka ruszałby na legendarna bestię uważając się za super silnego i wspaniałego, a bałby się stanąć do walki ze zwykłym maurenem.
Przeciągnął się tak, że chrupnęły mu niemal wszystkie kości w kręgosłupie
- Ludzie, zróbcie nam miejsce. Niech ten wypierdek pokaże swoją monstrualną bestię. Niech pokaże, że się nie mylę, a Bestia rozpruje jego flaki przy najbliższej okazji

Patty:
- Ta czarna morda to ci się nie zamyka, co? - mruknął krasnolud i wyprowadził diabelnie szybki, prawy prosty. Trafił cię prosto w nos, zamroczyło na dobrych kilka chwil, jakby łupnąć młotem kowalskim. Kransal zaśmiał się i kiwnął głową, a ludzie faktycznie zaczęli rozsuwać stoły, robiąc miejsce walczącym. Twój oponent rozpiął koszulę i ściągnął ją, odsłaniając muskularny tors, kudłaty jak u niedźwiedzia. Dało się dostrzec linie zszarzałych, starych blizn, jak i nieco bardziej świeże rany, również wygojone.
- O bogowie, walka! - krzyknął ktoś. Karczmarz pokręcił jedynie głową i zaczął zabezpieczać co bardziej kruche rzeczy, nie chcąc narażać się na straty. Tymczasem na środku karczmy stworzono już okrąg szeroki na dobre sześć metrów. Na środku stanął krasnal i ryknął rozdzierająco, szykując się do walki. Zgromadzeni łowcy przygód również ryknęli, czekając na widowisko.


- Stawaj, brodaczu, pokaż czy jesteś ulepiony z twardej gliny, czy może tylko z ptasiego gówna - powiedział szyderczo krasnolud i uderzył się mocno w pierś, gotując na starcie.

//Z racji tego że walka wręcz nie jest rozpisana w statystykach będziemy bazować czysto na opisach. Nie pisz jak rozkładasz swojego przeciwnika na łopatki, a raczej rozpisz po prostu co i jak robisz.

Mohamed Khaled:
Pierwsze, wyjątkowo szybkie i mocarne jak na krasnoluda uderzenie nieomal zwaliło go z nóg. Nim zdążył się otrząsnąć, krasnolud już był na wpół rozebrany i gotowy do starcia
- To czas na zabawę - odpowiedział zaczepnie.
Samemu ściągnął z ręki karwasz z ukrytym ostrzem i zsunął z siebie szatę, zostając podobnie jak krasnolud w dolnej części ubrań. Jego klatka także była wyrzeźbiona i zabliźniona w świeżych i starych, wyblakłych ranach. Lata wojny, krucze życie, tak wymagające a zarazem tak słodkie potrafiły zrobić z każdego grubaska ciacho. A on nigdy nie narzekał na kilka nadprogramowych kilogramów.
Wystawił ręce do walki na pięści i ruszył.
Musiał uważać na tego małego, krępego włochacza. Ciosy wyprowadzać szybkie i silne, odskakiwać i czekać aż jego przeciwnik padnie z sił lub popełni błąd który będzie go kosztował przegraną.
Doskoczył do przeciwnika w kilku zgrabnych susach i, spinając mięśnie w prawej ręce oddał cios prosto w szczękę swego niskiego "przyjaciela". No, taką przynajmniej miał nadzieje.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej