Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Śladami Bestii
Patty:
- Jakoś ci nie wierzę - powiedział nieco do siebie strażnik - Okazać rannego!
W tym momencie z wozu wynurzyła się elfka, jej rude włosy powiewały na wietrze, a kremowa suknia była poplamiona krwią. Najwyraźniej z krasnoludem było coraz gorzej. Kobieta skierowała wzrok ku górze i rozłożyła szeroko ręce, przyciągając uwagę do siebie.
- Nortar, to my! Mój mąż został ranny, to naprawdę tylko gobliny! Potrzebujemy natychmiast pomocy! - zawołała rozpaczliwie. Słysząc to strażnik wychylił się mocno i otaksował elfkę spojrzeniem, szczególną uwagę zwracając na plamy krwi. I twarz elfki, po chwili najwyraźniej ją rozpoznając.
- Nie Bestia? Tylko gobliny? - upewnił się i po chwili procesu decyzyjnego, który najwyraźniej pochłonął większość jego intelektu podniósł dłoń i brama zaczęła się otwierać - Wjeżdżaj, panie Khaled! Ale mamy was na oku.
I tak też wjechaleś do miasteczka Golinog.
Miasteczko było zapewne niegdyś dość przytulne. Teraz, na jesieni wyglądało ponuro i mrocznie. Ciężką atmosferę pogłębiały w dodatku patrole straży niemal na każdym kroku, a także wylęknione twarze nielicznych mieszkańców, przemykających w półmroku pomiędzy domami. Przejechałeś przez bramę pod czujnym spojrzeniem uzbrojonych gwardzistów i wjechałeś w głąb miasta. Nie dało się nie zwrócić uwagi na fakt, iż większość okiennic było zatrzaśniętych, z nielicznych otwartych przebijał się blask płomieni ogrzewających domostwa.
- Jedź przed siebie, potem za tym koślawym budynkiem w prawo. Tam mieszka medyk - powiedziała elfka.
Mohamed Khaled:
Kurwa, czemu nikt mu nie wierzy co do tożsamości? Raczej nie wielu jest teraz szlachciców o ciemnej karnacji. Powinien się wyróżniać, psia jego mać. Wjechał przez bramę i niemal od razu został odurzony tą ponurą, przygnębiającą atmosferę. Co tu się musiało stać?, pomyślał rozglądając się po zatrzaśniętych okiennicach w domostwach. Czemu ludzie tak bardzo unikali wyjścia na zewnątrz?
Słysząc słowa elfki kiwnął nieznacznie głową i pojechał tak jak mu powiedziano.
- Kim, lub czym jest ta bestia? - zapytał przypominając sobie słowa strażnika. - Przypuszczam, że to przez nią jest tu tak ponuro?
Patty:
- Tak, to przez nią - odpowiedziała niechętnie i dopiero po dłuższej chwili elfka. Dosiadła się tuż obok ciebie, najwyraźniej by pokierować cię do medyka - Ale lepiej o tym nie mówić głośno. Na pewno nie na ulicy. Później. Skręć tutaj proszę. Budynek medyka jest oznaczony, na pewno poznasz. Ma szyld z symbolem Asklepiosa - dodała i zeszła z powrotem do krasnoluda.
Mohamed Khaled:
Z jakim symbolem?, przeszło mu przez chwilę przez myśl. Skierował wóz w stronę w którą powiedziała mu elfka. Jechał powoli rozglądając się za tym symbolem Asksiona, czy jakoś tak. Cholercia, zbyt skomplikowana nazwa jak dla niego, hehe.
- Jak z Twoim mężem? - zapytał z nutą, ale niemal niewidoczną, goryczy. A miał nadzieje na chędożenie psia jego mać. - Wybaczcie, że nie zdołałem szybciej do was dobiec. Być może udałoby się zapobiec tej tragedii.
Patty:
- Żyje. To najważniejsze. Mam nadzieję że tak pozostanie... To tutaj, stój! - zawołała nagle elfka. Gdy tylko wóz sie zatrzymał kobieta wskazała na szyld, przedstawiający laskę wokół której owinął się wąż. Symbol medycyny - Pomóż mi go ściągnąć, zaniesiemy go do środka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej