Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Śladami Bestii
Mohamed Khaled:
Mimo swojej profesji, maski którą nakładał na twarz, nigdy w stu procentach nie wyzbył się jakichkolwiek uczuć. Ten widok jakby przełamał pierwsze lody na jego sercu. Spojrzał na zrozpaczoną elfkę i kiwnął głową, zaś na ustach wykwitł nieśmiały uśmiech.
- No to wstajemy, przyjacielu - powiedział do krasnoluda i wystawił mu pomocne ramie. - Czy to czasy wojny, czy pokoju, trzeba sobie pomagać. A ja nie należę do osób, które bezstronnie bedą się przyglądać cierpieniu.
Patty:
- Dziękuję - elfa uśmiechnęła się szczerze i pięknie, po czym pomogła ci załadować krasnala na wóz. Rudobrody ułożył się wygodnie na pace, wśród kufrów, skrzyń i innych koszy. Kupiecka para przewoziła sporo materiału, najwyraźniej zakupionego w Efehidonie. Wszystko było szczelnie popakowane i nie dało się do końca poznać co to jest.
Gdy już krasnolud został ułożony elfka uścisnęła ci lekko ramię i spojrzała w oczy.
- Zostanę przy nim i będę czuwała by nie stało się najgorsze. Konie są spłoszone, ale powinny cię posłuchać. Jedź szybko proszę, osada powinna być niedaleko przed nami, może godzina drogi - powiedziała błagalnym tonem i wskoczyła z powrotem na wóz, by doglądać rannego.
Mohamed Khaled:
Kiwnął głową i wskoczył na konia, poganiając go. Choć zwierze było nieco spłoszone przez niedawny incydent, po kilku cichych, miłych słowach i pogłaskaniu po grzywie uspokoił się. Ścisnął mu więc boki i pognał w stronę najbliższej osady. Miał nadzieję, że krasnolud nie odejdzie z tego świata w te kilka chwil gdy go nie będzie.
Patty:
Poganiajac konie, oczywiście świadom zagrożenia w jakim był kupiec, gnałeś przed siebie w kierunku najbliższej osady. Tą był oczywiście Golinog, malowniczo oparty o prawy brzeg Amertodonu. Broniona drewnianą palisadą stanowiła bezpieczne schronienie dla mieszkańców czy zjeżdżających się z okolicy ludzi, którzy przywozili swoje towary. Tym bowiem trudniła się ludność Golinoga, w dużej mierze spławiając towary w dół rzeki, na południe. Tym też prawdopodobnie trudnili się ocaleni przez ciebie krasnolud z eflką - wędrowali do osady by sprzedać swoje towary i przygotować się na zbliżającą się zimę.
A przynajmniej tak było do tej pory, bowiem teraz brama była zamknięta, fortyfikacje wzmocnione, a kładki ustawione na wysokości patrolowała zaskakująca ilość wojowników. Całe założenie obronne nabrało dziwnie upiornego wyglądu, zupełnie nie przypominając tej wesołej, kupieckiej osady. Widząc to wszystko siłą rzeczy musiałeś zatrzymać wóz. Znad bramy, z wieży strażniczej, wychylił się jakiś zbrojny i zawołał.
- Kto jedzie?! Okazać się natychmiast! - głos miał szorstki i ewidentnie nie znoszący sprzeciwu. Za nim dostrzegłeś dwóch uzbrojonych w kusze żołdaków.
Mohamed Khaled:
- Mohamed Ibn Omar Khaled, pan włości Vodaemin z łaski jego Królewskiej Mości Dragosaniego I Antaresa! Otwórzcie bramy! Mamy na wozie rannego, dostał dość głęboko ostrzem. Gobliny zasrane ich zaatakowały na trakcie!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej