Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Śladami Bestii

<< < (2/27) > >>

Patty:
Szybkim biegiem dotarłeś na miejsce akcji, czym okazał się wóz kupiecki, zepchnięty na krawędź wąskiego traktu. Na jego szczycie stały dwie osoby. Pierwszy krzyk który usłyszałeś niewątpliwie pochodził od kobiety. Tą można było rozpoznać po bufiastej, kremowej sukni i rudych włosach, więcej szczegółów nie mogłeś dostrzeć, bowiem niewiasta kuliła się w pobliżu drugiej osoby. Był to zwalisty krasnolud, trzymający się jedną ręką za bok, mogłeś dostrzec jak spomiędzy palców ciekną strużki krwi. Dumny syn Torgonu nie kulił się, a dzierżąc topór odpędzał się od napastników w postaci trzech goblinów, które skakały dookoła wozu, próbując dosięgnąć swoimi sztyletami kupieckiej pary. Nieopodal, bo tylko dziesięć metrów dalej stały dwa gremliny, ciskając pociski w krasnoluda ze swoich proc.

Trzy gobliny
Dwa gremliny

Mohamed Khaled:
Katana zgrabnie wysunęła się z pochwy, stal zaś zasyczała niebezpiecznie przy końcówce. Mohamed zakręcił kilkakrotnie ostrzem w powietrzu by przyzwyczaić rękę do rękojeści i ciężkości samego oręża. Gdy to nastąpiło w kilku zgrabnych krokach doskoczył do swoich niziutkich przeciwników.
Nie było ich może wielu, ale w takiej małej gromadce mogły sprawić mu mały problem. I kolejną ranę na ciele, a tego to by niezbyt chciał.
Pierwszy zamach, szybki, silny od góry uderzył w zaskoczonego gremlina rozdzielając jego głowę i tułów na dwie części. Drugi cios nadszedł po szybkim piruecie i nadleciał od dołu. Stworek dostał w podbródek, zaś ostrze przeszło przez połowę czaszki i wyleciało górą wraz z litrami juchy.
Odskoczył by złapać oddech.
Goblini wojownicy chyba zwrócili uwagę, że do ich zabawy dołączył nowy gracz i zdążył już zlikwidować dwóch dystansowych pomocników dlatego, miast zając się krasnoludem i kobietą skoczyły w jego stronę.
Mohamed chwycił pewniej ostrze i uniknął nadlatującego ciosu od jednego z goblinich braci. Wykorzystał tym samym siłę rozpędu i przebił na wylot klatkę piersiową stworka, który próbował zajść go od prawej.
Zostały mu dwie bestie. Katanę wbił w ziemię, samemu zaś wystawił rękę i wysunął ukryte ostrze którym zdzielił przedostatniego prosto w czubek głowy.
Ostatni atak kosztował go jednak ranę na nodze. Nim ukryte ostrze zatopiło się w głowie sztylet uderzył go w udo i rozciął je nieznacznie, na tyle jednak dobrze, że Mohamed poczuł ból.
A na ostatniego przeciwnika potrzebował być w pełni sprawnym.
Nie chciał tego robić po ostatnich wydarzeniach ale... Mus to mus. Skupił w sobie energię A'abiela i, wystawiając rękę w stronę ostatniego goblina skręcił mu kark używając śmiercionośnej mortokinezy.

Patty:
Wszystkie stwory padły.

Krasnolud na wozie odetchnął słyszalnie i pomógł swojej towarzyszce zejść na ziemię. Stęknął przy tym słyszalnie, najwyraźniej rana zadana przez goblina była cięższa niż mogło się wydawać. Trzymał się jednak prosto i po chwili sam zeskoczył. Podparł się o ramię swojej towarzyszki, która jak się okazało była elfką. Szpiczaste uszka przebijały się przez cienkie, rude włosy. Zdradzały ja również duże, migdałowe oczy. Włosy i broda krasnoluda były podobnie ryże.
- Dzięki ci wędrowcze - powiedział z lekkim trudem krasnolud - Jesteś magikiem? Nieczęsto się was dziś widuje, a na pewno nie tak uzbrojonych, ale gdzie mnie narzekać, wdzięcznym za poradzenie sobie ze stworami. Kapkę za dużo ich na mnie jednego było... - ostatnie zdania niemal wyrzęził i kalsznął krwią. Wyraźnie spanikowana elfka przytrzymała go i podprowadziła pod wóz, pomagając przysiąść.
- Pomóż mu, proszę! Jesteś może medykiem? - zawołała rozpaczliwie elfka, przykładając do rany oderwany od sukni kawałek tkaniny.

Mohamed Khaled:
- Niestety, mimo złapania podstawowego wyszkolenia w sztuczkach magicznych - skłamał na poczekaniu - nie znam się ani trochę na medycynie. Jak głęboko weszła broń? Czym dostał? - zapytał podchodząc do krasnoluda i przyklękając na jednym kolanie.

Patty:
- Jeden z goblinów... ostrzem - wyrzęził i stęknął cicho. Elfka przycisnęła mocniej tkaninę, która nasiąkła już mocno krwią. Kobieta podała mu bukłak, z którego krasnolud pociągnął tęgi łyk. Wydawało się że pomogło chociaż na chwilę - Jak nie znasz się na medycynie to nie ma co mitrężyć. Pomóż mi wejść na wóz i wskakuj na kozioł.
Elfka pomogła mu znowu wstać i spojrzała prosząco na Mohameda.
- Nie znasz nas, wiem o tym. I dość pomogłeś, ale pomóz proszę jeszcze trochę - powiedziała z cieniem rozpaczy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej