Wkrótce też cała drużyna znalazła się w karczmie. Złączono kilka stołów, aby każdy się zmieścił. Na szczęście nikogo nie trzeba było wyrzucać, na co karczmarz był gotowy, widząc zbroje, herby Bractwa i mnogość różnorakiej broni. Po krótkich namowach gospdodarza, urodziwe kelnerki podały świeże mięsiwa, piwo i wino. W dodatku, na stołach znalazło się danie dnia - słodkie wypieki pokryte lukrem i wypełnione powidłami. Nazywał je pączkami. Do tego podano również słodki miód pitny – półtorak. Karczmarz nie oszczędzał dla tak wystawnych gości. Kelnerki ciągle kursowały.
Marduk odłożył miecz, choć w zbroi i tak kiepsko się siedziało. Po krótkiej modlitwie zaczął jeść. Kulturalnie, oszczędnie.
– Widocznie Quorthon i jego słudzy uznali, że owa relikwia może mu zagrażać. Wątpię, aby tak było. Mam jednak inny, znacznie pewniejszy pomysł – zaczął mówić. Popił miodu. – Możliwe jest wzmocnienie broni poprzez błogosławieństwo Zartata. Tak pobłogosławiony oręż jest skuteczny przeciwko wrogom Zartata. Mój plan jest taki, aby dokonać konsekracji naszej broni, tak, aby rany zadawane plugastwom takim, jak nieumarłe hybrydy Quorthona był dotkliwsze. Możliwe nawet, że nie trzeba będzie niszczyć mózgów, a zadać rany zwyczajne. Macie jakieś pytania?